Paweł ma czterdzieści jeden lat. Po dwunastu latach odchodzi z firmy, bo dostał propozycję, na którą czekał od dawna. Ostatniego dnia zespół zorganizował pożegnanie, ktoś przyniósł ciasto, ktoś wydrukował zdjęcie z pierwszej wigilii firmowej. W samochodzie na parkingu Paweł rozpłakał się tak, że przez kwadrans nie mógł ruszyć. Na sesji zapytał: „Czy to znaczy, że podjąłem złą decyzję? Przecież się cieszę”.
Paweł jest postacią złożoną z wielu podobnych historii, a szczegóły zostały zmienione.
Nie, to nie znaczy, że decyzja była zła. To znaczy prawdopodobnie tyle, że kończyło się coś, co miało znaczenie. Psychologia ma na to całkiem dobrze opisane zjawisko: emocje mieszane, czyli radość i smutek przeżywane jednocześnie. I coraz więcej wskazuje na to, że nie są one zakłóceniem, tylko jednym z bardziej dojrzałych stanów, jakie człowiek potrafi przeżyć.
Wabi sabi: radość z domieszką smutku
Nobuo Suzuki opisuje w książce „Wabi sabi” wieczór na promie odpływającym z tajlandzkiej wyspy. Patrzył na rybackie łodzie, rodziny jedzące kolację przy latarniach, dzieci z nogami za burtą. Czuł radość pomieszaną z lekkim smutkiem, bo wiedział, że już nigdy tam nie wróci. Właśnie to, pisze Suzuki, jest kwintesencją wabi sabi: piękno przeżywane razem ze świadomością, że przemija.
Japońska estetyka od wieków traktuje ten stan jako coś cennego. Zachodnia psychologia długo miała z nim kłopot, bo wiele modeli emocji zakładało, że radość i smutek to dwa końce jednej osi. Albo jedno, albo drugie.
Czy można czuć jedno i drugie naraz
Jeff Larsen, Peter McGraw i John Cacioppo sprawdzili to wprost. W zwykłych sytuacjach większość ludzi rzeczywiście deklarowała albo radość, albo smutek. Ale w trzech szczególnych momentach sporo osób czuło jedno i drugie jednocześnie: zaraz po obejrzeniu filmu „Życie jest piękne”, w dniu wyprowadzki z akademika i w dniu odbioru dyplomu. Wniosek autorów był taki, że na co dzień przeżywamy emocje jak na jednej osi, ale mechanizmy, które je wytwarzają, działają niezależnie. W pewnych warunkach obie strony włączają się naraz.
Czy to nie artefakt kwestionariuszy? Raúl Berríos i współpracownicy zebrali 63 badania eksperymentalne, w których próbowano wywołać emocje mieszane. Efekt okazał się wyraźny (d = 0,77) i powtarzał się niezależnie od modelu emocji, na jakim opierali się badacze, i od rodzaju mieszanki: radość ze smutkiem, radość ze strachem, ogólnie przyjemne z nieprzyjemnym. Autorzy piszą wprost, że emocje mieszane są zjawiskiem realnym i mierzalnym.

Dlaczego najczęściej przy końcach
Hal Ersner-Hershfield, Laura Carstensen i współpracownicy zauważyli, że emocje mieszane przybywają z wiekiem, i zaproponowali wyjaśnienie. Gdy czujemy, że czasu jest mniej, bardziej doceniamy to, co mamy, co budzi radość. Ta sama świadomość przypomina jednak, że to się skończy. Stąd mieszanka, którą nazwali po angielsku poignancy, a po polsku najbliżej jej do „wzruszenia” albo „słodko-gorzkiego” uczucia.
Sprawdzili to w dwóch badaniach. W pierwszym uczestnicy wielokrotnie wyobrażali sobie, że są w ważnym dla siebie miejscu. Więcej emocji mieszanych pojawiało się tylko u tych, którzy wyobrażali sobie, że są tam po raz ostatni. W drugim badaniu studenci ostatniego roku opisywali swoje uczucia w dniu rozdania dyplomów. Kiedy przypominano im, że coś się właśnie kończy, emocji mieszanych było wyraźnie więcej.
Wróćmy do Pawła. Jego łzy na parkingu nie były sygnałem, że nie chce iść dalej. Były reakcją na „ostatni raz”: ostatnie ciasto z tym zespołem, ostatni wyjazd z tego parkingu. Radość z nowej pracy i smutek po starej nie wykluczały się. Obie mówiły prawdę.
Czy to dobrze, że tak się czujemy
Trzy badania sugerują, że całkiem możliwe.
Hal Hershfield i współpracownicy przez dziesięć lat co kilka lat prosili dorosłych w różnym wieku, żeby przez tydzień, kilka razy dziennie, notowali swoje emocje. Osoby, które częściej przeżywały emocje mieszane, miały relatywnie lepsze zdrowie fizyczne, a u tych, u których z czasem mieszanych przeżyć przybywało, typowy dla wieku spadek zdrowia był łagodniejszy.
Jonathan Adler i Hal Hershfield przyjrzeli się 47 dorosłym w trakcie terapii. Uczestnicy przed kolejnymi sesjami pisali krótkie teksty o sobie, a niezależni oceniający kodowali w nich emocje. Jednoczesne przeżywanie radości i smutku wiązało się z poprawą samopoczucia psychicznego ponad to, co wynikało z upływu czasu, osobowości czy samych radości i smutku z osobna. Co ważniejsze, zmiana w emocjach mieszanych poprzedzała poprawę, a nie odwrotnie.
Trzeci trop jest pośredni. Brett Ford i współpracownicy pokazali w serii badań, że ludzie, którzy zwykle akceptują własne trudne emocje i myśli zamiast je oceniać, mają lepsze zdrowie psychiczne, także w pomiarze po sześciu miesiącach. Mechanizm był prosty: akceptacja nie wzmacniała radości, tylko sprawiała, że w reakcji na codzienne trudności mniej narastało przykrych emocji. O tym, dlaczego przymus pozytywnego myślenia działa odwrotnie, piszę w tekście o toksycznej pozytywności.
Czego z tych liczb nie wolno zrobić
- Nie traktować emocji mieszanych jako celu. Badania pokazują związek, nie przepis. Nikt nie poprawi sobie zdrowia, próbując na siłę dosmucić się w radosnej chwili.
- Nie wyciągać wniosków przyczynowych z badania o zdrowiu. Dziesięcioletnie badanie Hershfielda jest korelacyjne. Równie dobrze lepsze zdrowie może ułatwiać przeżywanie złożonych emocji.
- Nie przeceniać badania z terapii. Czterdzieści siedem osób to mała próba. To wynik ciekawy i spójny z innymi, ale wymagający potwierdzenia.
- Nie mylić wzruszenia z ambiwalencją decyzyjną. Słodko-gorzkie uczucie przy końcu czegoś dobrego to co innego niż trwałe rozdarcie „odejść czy zostać”, które nie mija tygodniami. To drugie warto rozebrać na części, najlepiej z kimś.
Kiedy smutek przestaje być tylko domieszką
Wzruszenie przy pożegnaniu mija. Ma swój rytm: fala, a potem powrót do codzienności. Jeśli smutek po jakimś końcu nie słabnie przez tygodnie, odbiera sen, apetyt i chęć do rzeczy, które zwykle cieszyły, to już nie jest domieszka, tylko sygnał, że warto porozmawiać ze specjalistą. Dotyczy to także żałoby, która ma swoje różne style i tempo. Piszę o nich w tekstach o stylach żałoby i rytuałach żałoby, a o końcach związków w tekście o rozstaniu po latach związku bez ślubu.
Z perspektywy psychotraumatologii jest jeszcze jedna grupa osób, dla których ten temat jest trudny. To ci, którzy nauczyli się, że radości nie wolno ufać, bo zaraz „coś się stanie”. U nich smutek w dobrej chwili nie jest wzruszeniem, tylko napięciem i czekaniem na cios. To inne zjawisko i dobrze jest je rozróżnić.
Kompas TSR: jak przeżyć koniec, który ma znaczenie
W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach nie usuwa się smutku z pożegnania. Pyta się, o czym on świadczy i co z niego zabrać dalej.
- Nazwij oba. Zamiast „jestem rozbity” powiedz: „cieszę się, że idę dalej, i jest mi żal tego, co zostawiam”. Samo nazwanie emocji zmienia ich przeżywanie, nawet jeśli tego od razu nie czuć. Więcej o tym w tekście o nazywaniu emocji.
- Pytanie o znaczenie. Co ten smutek mówi o tym, co było dla ciebie ważne? Kto albo co sprawiło, że ten czas był dobry?
- Co zabierasz. Jaką umiejętność, relację albo sposób bycia wynosisz z tego, co się kończy? Gdzie będzie obecny w tym, co się zaczyna?
- Wyjątek. Przypomnij sobie inny koniec, który był słodko-gorzki, a z perspektywy czasu okazał się dobry. Co wtedy pomogło ci przejść dalej?
- Skala. Na skali od 0 do 10: na ile jesteś w zgodzie z tym, że to się kończy? Co byłoby znakiem, że jesteś o jeden punkt wyżej?
- Mały rytuał. Zdjęcie, list do siebie, ostatni spacer znaną trasą. Pożegnanie, które ma formę, zwykle łatwiej domknąć.
Paweł na kolejnej sesji powiedział, że zanim oddał identyfikator, przeszedł się jeszcze raz po piętrze i każdej osobie z zespołu powiedział, czego się od niej nauczył. „Płakałem znowu, ale tym razem to było dobre płakanie”.
Jeden mały krok
Jeśli teraz coś się w twoim życiu kończy, napisz jedno zdanie, które zaczyna się od „cieszę się, że…”, i jedno od „będzie mi brakowało…”. Nie wybieraj między nimi. Oba są prawdziwe.
Jeśli jakiś koniec, rozstanie albo zmiana nie daje ci spokoju i nie wiesz, czy to jeszcze wzruszenie, czy już coś, co cię przygniata, możemy przyjrzeć się temu razem. Prowadzę terapię online, więc rozmowa jest możliwa bez wychodzenia z domu. Umów pierwszą rozmowę.
Źródła
- Adler, J. M., Hershfield, H. E. (2012). Mixed emotional experience is associated with and precedes improvements in psychological well-being. PLoS ONE, 7(4), e35633. doi:10.1371/journal.pone.0035633
- Berríos, R., Totterdell, P., Kellett, S. (2015). Eliciting mixed emotions: a meta-analysis comparing models, types, and measures. Frontiers in Psychology, 6, 428. doi:10.3389/fpsyg.2015.00428
- Ersner-Hershfield, H., Mikels, J. A., Sullivan, S. J., Carstensen, L. L. (2008). Poignancy: Mixed emotional experience in the face of meaningful endings. Journal of Personality and Social Psychology, 94(1), 158–167. doi:10.1037/0022-3514.94.1.158
- Ford, B. Q., Lam, P., John, O. P., Mauss, I. B. (2018). The psychological health benefits of accepting negative emotions and thoughts: Laboratory, diary, and longitudinal evidence. Journal of Personality and Social Psychology, 115(6), 1075–1092. doi:10.1037/pspp0000157
- Hershfield, H. E., Scheibe, S., Sims, T. L., Carstensen, L. L. (2013). When feeling bad can be good: Mixed emotions benefit physical health across adulthood. Social Psychological and Personality Science, 4(1), 54–61. doi:10.1177/1948550612444616
- Larsen, J. T., McGraw, A. P., Cacioppo, J. T. (2001). Can people feel happy and sad at the same time? Journal of Personality and Social Psychology, 81(4), 684–696. doi:10.1037/0022-3514.81.4.684
- Suzuki, N. (2024). Wabi sabi. Warszawa: Wydawnictwo Czarna Owca.
