Przejdź do treści
Strona główna » Mówisz o chorobie, to zachorujesz? Toksyczna pozytywność zaczyna się od tego zdania

Mówisz o chorobie, to zachorujesz? Toksyczna pozytywność zaczyna się od tego zdania

    Opisana niżej sytuacja jest złożona z kilku historii i zmieniona tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.

    Pani Ewa kończy leczenie. Za tydzień ma badanie kontrolne. Przy kawie mówi przyjaciółce, że się boi. Słyszy w odpowiedzi: „Nie mów tak, bo to przyciągniesz”.

    Na sesji zaczyna nie od lęku przed wynikiem, tylko od czegoś innego. Od tygodnia pilnuje własnych myśli jak strażnik. Każda czarna myśl wydaje się jej ryzykiem, a każdy gorszy dzień – zaniedbaniem. W pewnym momencie mówi zdanie, które warto zapamiętać: „Jeśli wynik będzie zły, to będzie przeze mnie. Bo się bałam”.

    Do lęku przed chorobą doszedł drugi ciężar: poczucie winy za to, że się ten lęk w ogóle czuje.

    Skąd się bierze to zdanie

    Przekonanie, że słowa i myśli ściągają na nas zdarzenia, ma długą historię. W 2026 roku ukazało się polskie wydanie książki Florence Scovel Shinn Słowa mają moc, klasyki amerykańskiego ruchu Nowej Myśli z 1945 roku. Autorka przekonuje w niej, że wypowiadane słowo działa jak siła sprawcza. Afirmacje mają zmieniać zdrowie, finanse i relacje, a negatywna mowa ściągać nieszczęście. Pisze wprost: „Mówiąc bezustannie o chorobach, w końcu zachorujemy”.

    Dla części czytelników to przede wszystkim język duchowości i zaufania, i w tej roli może komuś dawać spokój. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy metafora zamienia się w twierdzenie o przyczynach choroby. Z niego wynika bowiem wniosek, którego nikt głośno nie wypowiada: jeśli zachorowałeś albo choroba wróciła, to coś źle myślałeś.

    Zdanie „nie mów tak, bo to przyciągniesz” składa się z dwóch twierdzeń. Pierwsze: nastawienie wpływa na przebieg choroby. Drugie: skoro tak, trzeba pilnować, żeby nie myśleć i nie czuć źle. Oba da się sprawdzić.

    Czy nastawienie decyduje o przebiegu choroby nowotworowej

    To pytanie badano wiele razy, bo wiara w „ducha walki” jest powszechna także wśród lekarzy i pacjentów.

    Przegląd systematyczny opublikowany w BMJ zebrał 26 badań nad przeżyciem i 11 nad nawrotem choroby. Większość badań nad duchem walki i nad poczuciem bezradności nie znalazła związku ani z przeżyciem, ani z nawrotem. Pozytywne wyniki pojawiały się głównie w małych badaniach albo w takich, które nie uwzględniały innych czynników. Autorzy zakończyli wnioskiem, że osoby z chorobą nowotworową nie powinny czuć presji, by przyjmować określony styl radzenia sobie w nadziei na dłuższe życie.

    W australijskim badaniu optymizm zmierzono u 179 osób z rakiem płuca przed rozpoczęciem leczenia. Nie wiązał się ani z czasem do progresji, ani z przeżyciem. Badacze dopisali uwagę, że namawianie pacjentów, by „byli pozytywni”, może tylko dokładać im ciężaru.

    Podobnie wypadła analiza danych pacjentów z nowotworami głowy i szyi uczestniczących w dwóch dużych badaniach klinicznych. Samopoczucie emocjonalne na starcie nie przewidywało przeżycia. Przewidywały je natomiast czynniki kliniczne i demograficzne.

    A co z optymizmem i sercem

    Uczciwość wymaga pokazania drugiej strony. Metaanaliza 15 badań kohortowych obejmujących 229 391 osób obserwowanych średnio przez prawie 14 lat wykazała, że osoby bardziej optymistyczne rzadziej miały incydenty sercowo-naczyniowe (ryzyko względne 0,65) i nieco rzadziej umierały z jakiejkolwiek przyczyny (0,86).

    Ten wynik nie potwierdza jednak idei „przyciągania”. Po pierwsze, to badania obserwacyjne: pokazują związek, a nie przyczynę. Po drugie, wyniki poszczególnych badań bardzo się różniły. Po trzecie, sami autorzy piszą, że mechanizmy tego związku dopiero trzeba wyjaśnić, i wskazują na procesy biologiczne oraz zachowania. Optymizm w tych badaniach to trwała cecha: ogólne oczekiwanie, że sprawy ułożą się dobrze. Nie jest to unikanie słowa „choroba” ani tłumienie lęku przed badaniem.

    Nawet najsilniejszy związek na poziomie populacji nie mówi też nic o winie konkretnej osoby. Palenie papierosów wyraźnie podnosi ryzyko raka płuca, a mimo to nikt rozsądny nie mówi pacjentce, która nigdy nie paliła, że to jej wina. Tym bardziej nie da się tego powiedzieć o lęku.

    Co robi presja, żeby nie czuć się źle

    Drugie twierdzenie brzmi niewinnie: „po prostu myśl pozytywnie”. Tu dane są zaskakująco spójne i idą w przeciwną stronę.

    W serii czterech badań, w tym dwóch eksperymentów, osoby przekonane, że otoczenie oczekuje od nich braku smutku, odczuwały smutek częściej i silniej. Mechanizm był konkretny: kiedy smutek się pojawiał, zaczynały oceniać siebie negatywnie za to, że go czują. Smutek dostawał drugą warstwę.

    W badaniu przeprowadzonym w 40 krajach na 7443 osobach odczuwana presja społeczna, żeby być szczęśliwym i nie być smutnym, wiązała się z gorszym samopoczuciem. Co ciekawe, najmocniej w krajach, które w rankingach szczęścia wypadają najlepiej.

    Nawet presja pochodząca od nas samych bywa kosztowna. W dwóch badaniach kobiety, które bardzo wysoko cenią szczęście, czuły się mniej szczęśliwe wtedy, gdy życie nie dawało im powodów do stresu. W wersji eksperymentalnej osoby nakłonione do cenienia szczęścia słabiej reagowały na wesoły film, bo były rozczarowane własnymi uczuciami.

    To dokładnie ten mechanizm, który widać u pani Ewy. Jeśli każda trudna myśl jest zagrożeniem, to każdy moment lęku uruchamia drugi lęk: lęk przed tym, że się boję. Pilnowanie myśli nie zmniejsza napięcia. Dokłada do niego samoocenę.

    Akceptować uczucie, nie sytuację

    Co w takim razie działa? Jedna z najciekawszych odpowiedzi pochodzi z trzech badań nad akceptacją: przekrojowego na ponad tysiącu osób, laboratoryjnego i podłużnego trwającego pół roku. Osoby, które na co dzień przyjmują własne emocje i myśli bez oceniania ich, miały lepsze zdrowie psychiczne. Działo się tak częściowo dlatego, że w obliczu codziennego stresu odczuwały słabsze negatywne emocje. Te słabsze emocje tłumaczyły lepszy stan pół roku później.

    Najważniejszy szczegół tego badania łatwo przeoczyć. Korzystne było akceptowanie własnych przeżyć, a nie akceptowanie sytuacji. Można więc przyjąć lęk jako zrozumiałą reakcję i jednocześnie działać: pójść na badanie, zadzwonić do lekarza, poprosić kogoś o towarzystwo. To zupełnie inna droga niż przekonywanie siebie, że nie ma się czego bać.

    Zestawienie: zdanie 1, nastawienie decyduje o przeżyciu w chorobie nowotworowej – brak spójnego związku (przegląd 26 badań, 179 osób z rakiem płuca, pacjenci z dwóch badań klinicznych). Zdanie 2, nie mów i nie myśl źle, bo to przyciągniesz – presja, żeby nie czuć się źle, nasila smutek (4 badania w tym eksperymenty; 40 krajów, 7443 osoby). Co pomaga: akceptowanie własnych uczuć i myśli, nie sytuacji, wiązało się ze słabszymi negatywnymi emocjami przy stresie i lepszym zdrowiem psychicznym pół roku później.
    Dwa popularne zdania i to, co mówią o nich badania omawiane w tekście.

    Czego z tych danych nie wolno wyciągnąć

    • Że samopoczucie nie ma znaczenia. Ma, i to samo w sobie. Nie musi „leczyć raka”, żeby było warte troski. Lepszy sen, mniej napięcia i bliskie rozmowy są celem, a nie narzędziem do przedłużania życia.
    • Że pesymizm chroni. Brak związku nastawienia z przeżyciem w chorobie nowotworowej nie oznacza, że czarnowidztwo jest zdrowsze. Oznacza tylko, że nie jest przyczyną choroby.
    • Że wyniki dotyczą każdej choroby. Dane o chorobach serca wyglądają inaczej niż dane onkologiczne i nie da się ich przenosić jeden do jednego.
    • Że badania nad presją są rozstrzygające. Duża część z nich ma charakter korelacyjny albo opiera się na krótkich eksperymentach, często ze studentami. Badanie nad ceną cenienia szczęścia objęło tylko kobiety.
    • Że słowa są obojętne. To, jak mówimy do siebie i do innych, wpływa na nastrój, relacje i decyzje. Tyle że działa to przez emocje i zachowanie, a nie przez magiczne „przyciąganie” zdarzeń.

    Spojrzenie psychotraumatologa

    Poważna diagnoza bywa doświadczeniem przeciążającym. Lęk przed badaniem kontrolnym, natrętne myśli o wyniku i gorsze noce przed wizytą są przewidywalną reakcją układu nerwowego na realne zagrożenie, a nie błędem w myśleniu. Kiedy do tej reakcji dołącza przekonanie, że sam lęk może zaszkodzić, pojawia się wstyd. A wstyd ma skłonność do ukrywania się: przestajemy mówić bliskim, jak się naprawdę czujemy. Więcej o tym mechanizmie piszę w tekście o wstydzie i ukrywaniu.

    Podobna pułapka dotyczy dolegliwości z ciała. To, że emocje wpływają na napięcie mięśni czy sen, nie znaczy, że każda choroba jest „zapisaną emocją”. Rozwijam to w artykule o emocjach zapisanych w ciele.

    Kompas TSR: co zamiast pilnowania myśli

    W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach nie walczy się z lękiem ani z myślami. Szuka się tego, co już choć trochę pomaga, i buduje na tym dalej.

    1. Nazwij, czego chcesz zamiast. Nie „żeby nie było złych myśli”, tylko: po czym poznasz w dniu badania, że poradziłaś sobie z lękiem na tyle, na ile się dało? Co będziesz wtedy robić inaczej?
    2. Oceń na skali. Jeśli 0 oznacza „lęk całkiem mną rządzi”, a 10 „boję się, ale robię to, co ważne”, gdzie jesteś dziś? Co sprawia, że to 4, a nie 2?
    3. Poszukaj wyjątków. Kiedy w ostatnich dniach lęk był obecny, a mimo to udało ci się zrobić coś, na czym ci zależy? Jak to zrobiłaś?
    4. Oddziel uczucie od działania. Lęk może pojechać z tobą na badanie. Nie musi prowadzić samochodu.
    5. Powiedz bliskim, czego potrzebujesz. Na przykład: „Nie potrzebuję, żebyś mnie przekonywała, że będzie dobrze. Potrzebuję, żebyś posłuchała”. O tym, jak rozmawiać z bliskimi, żeby rozmowa pomagała, a nie nakręcała, piszę w tekście o narzekaniu bliskim.
    6. Zamiast afirmacji użyj zdania, które jest prawdą. Nie „jestem spokojna”, tylko: „Boję się i idę”.

    Pani Ewa przez tydzień nie próbowała przestać się bać. Za to zapisywała momenty, w których lęk był obecny, a ona i tak robiła coś dla siebie: spacer, telefon do siostry, godzinę w ogrodzie. Przed badaniem oceniała swój lęk na 7. Swoje radzenie sobie z nim oceniła na 5. Powiedziała, że pierwszy raz od tygodnia nie czuje się winna.

    Jeden mały krok na dziś

    Jeśli łapiesz się na pilnowaniu własnych myśli, zauważ dziś jeden taki moment i dopowiedz do niego jedno zdanie: „To zrozumiałe, że się boję, bo to jest dla mnie ważne”. Nie po to, żeby lęk zniknął. Po to, żeby nie dokładać do niego winy.

    Jeśli zależy ci na tym, żeby lepiej rozumieć, kiedy zmiana spojrzenia pomaga, a kiedy szkodzi, zajrzyj też do tekstu o zmianie perspektywy. Dlaczego powtarzanie „jestem spokojna” rzadko uspokaja, wyjaśniam w tekście o afirmacjach, a jak mówić do siebie, żeby to naprawdę pomagało, w tekście o mówieniu do siebie.

    Kiedy warto porozmawiać z terapeutą

    Jeśli lęk przed nawrotem choroby, przed wynikami badań albo o zdrowie bliskiej osoby zabiera ci sen, relacje i codzienność, nie musisz radzić sobie z tym w pojedynkę. Tak samo, gdy od otoczenia wciąż słyszysz, że „trzeba myśleć pozytywnie”, a ty czujesz się przez to coraz bardziej samotna lub samotny.

    Prowadzę terapię online w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach. Nie będę cię przekonywać, że nie ma się czego bać. Pomogę ci znaleźć sposób, żeby lęk przestał decydować za ciebie. Umów pierwszą rozmowę.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku