Opisana historia jest złożeniem kilku sytuacji z gabinetu. Szczegóły zmieniłem tak, żeby nikt nie był rozpoznawalny.
Pan Marek ma 52 lata. Dwa dni po pogrzebie ojca pojechał na jego działkę i przez cały weekend kończył dach altany, który ojciec zaczął budować wiosną. Na pogrzebie nie płakał. Żona uważa, że „wypiera”. Siostra powiedziała, że „zawsze był zimny”. On sam przychodzi z pytaniem, które zadaje sobie od miesiąca: „Czy ze mną jest coś nie tak, że nie umiem płakać po własnym ojcu?”.
Kenneth Doka, jeden z najbardziej znanych badaczy żałoby, opisuje w książce „Żałoba jest podróżą” niemal identycznego mężczyznę. Ojciec, którego syn zginął w wypadku samochodowym, jeszcze w dniu pogrzebu zaczął naprawiać płot sąsiadki, zniszczony przez samochód syna. Sąsiadka powtarzała, że nie musi. Odpowiedział, że musi. Później powiedział Doce, że to była dla niego najlepsza terapia, bo była to jedyna szkoda z tamtego wypadku, którą mógł naprawić.
Dwa bieguny i to, co pomiędzy nimi
Doka razem z Terrym Martinem opisali dwa bieguny przeżywania żałoby. Żałoba intuicyjna, którą Doka nazywa żałobą serca, to fale uczuć, płacz, potrzeba mówienia o stracie i dzielenia się nią. Żałoba instrumentalna, czyli żałoba rozumu, przebiega przez myślenie i działanie. Ktoś taki smuci się, tęskni i boi, ale rzadko płacze i częściej niż rozmowy potrzebuje zadania: uporządkować sprawy, naprawić, zbudować, pobiec.
Między biegunami jest cała skala. Większość ludzi przeżywa stratę „bardziej sercem niż rozumem” albo odwrotnie, a wiele osób łączy oba sposoby. Styl zależy trochę od temperamentu, trochę od kultury i wychowania, a trochę od samej straty. Płeć ma znaczenie, ale nie przesądza. Są mężczyźni, którzy przeżywają żałobę bardzo emocjonalnie, i kobiety, które przeżywają ją głównie w działaniu.
Najważniejsze zdanie Doki w tym rozdziale brzmi mniej więcej tak: żaden z tych stylów nie jest lepszy. Instrumentalny żałobnik nie przeżywa straty „mniej”. Przeżywa ją inaczej.

Czy trzeba się wypłakać? Badania mówią coś niewygodnego
Za przekonaniem, że żałobę trzeba „przepracować” przez wyrażanie uczuć, stoi długa tradycja. Zespół Margaret Stroebe sprawdził je w dwóch badaniach podłużnych (Stroebe i wsp., 2002).
W pierwszym przez dwa lata obserwowano osoby po śmierci współmałżonka. To, jak dużo mówiły o stracie i jak otwarcie dzieliły się emocjami, nie wiązało się z lepszym przystosowaniem. W drugim badaniu osoby w żałobie losowo przydzielono albo do pisania o swoich najgłębszych uczuciach związanych ze stratą (to znana metoda, która w innych sytuacjach często pomaga), albo do grup kontrolnych. Pisanie nie zmniejszyło cierpienia ani liczby wizyt u lekarza, ani zaraz po zadaniu, ani po pół roku. Nie pomogło nawet osobom po nagłej stracie ani tym, które same mówiły, że bardzo potrzebują się wygadać.
Z tego nie wynika, że mówienie o uczuciach szkodzi. Wynika coś skromniejszego: ekspresja emocji nie jest warunkiem koniecznym dobrego przejścia przez żałobę. Pan Marek, który kończy dach altany ojca, nie omija żałoby. Przeżywa ją po swojemu.
Najtrudniejszy jest styl, o którym mówi się najmniej
Doka opisuje jeszcze jeden wzorzec, który uważa za najtrudniejszy: dysonansowy, czyli „serce kontra rozum”. Człowiek przeżywa stratę w jeden sposób, a wyraża ją w zupełnie inny.
Bywa to stan przejściowy. Doka pisze o kobiecie, która po śmierci matki odłożyła własną żałobę, bo jej dzieci i ojciec byli w rozsypce i ktoś musiał trzymać dom. Z czasem jej smutek nie zmalał, tylko narastał. Bywa to też wzorzec na całe życie: mężczyzna, który jako chłopiec słyszał od ojca „przestań się mazać, bo dam ci prawdziwy powód do płaczu”, czuje bardzo silnie, a nie pokazuje nic. Działa to także w drugą stronę: ktoś, kto przeżywa żałobę głównie w działaniu, zaczyna udawać łzy, bo tego oczekuje otoczenie, i czuje się przez to pusty.
To rozróżnienie ma praktyczne znaczenie. Problemem nie jest brak płaczu. Problemem jest rozjazd między tym, co się dzieje w środku, a tym, na co człowiek sobie pozwala na zewnątrz. Jeśli rozpoznajesz u siebie to drugie, warto przeczytać tekst o depresji u mężczyzn, bo u części osób stłumiony smutek wychodzi potem złością, alkoholem albo ryzykiem.
Gdy w jednej rodzinie są różne style
Kłopot rzadko polega na tym, że ktoś ma zły styl. Częściej na tym, że w jednym domu spotykają się dwa różne. Osoba przeżywająca stratę sercem martwi się, że druga „tłumi”, a czasem po cichu wnioskuje, że ta druga mniej kochała. Osoba przeżywająca stratę rozumem czuje, że cudze łzy ją przytłaczają, i ucieka w zadania. Po obu stronach zostaje samotność.
Doka zauważa też coś zaskakującego: podobny styl nie gwarantuje bliskości. Opisuje parę po śmierci dziecka, oboje przeżywali żałobę bardzo emocjonalnie. Właśnie dlatego się unikali, bo łzy jednego od razu wywoływały łzy drugiego. Rozmawiali więc o wszystkim, tylko nie o dziecku.
Pomocny bywa model wahadła, w którym zdrowa żałoba to ruch między zwróceniem ku stracie a zwróceniem ku codzienności. Opisuję go w tekście o etapach żałoby. W parze często jest tak, że jedna osoba częściej stoi po jednej stronie wahadła, a druga po drugiej. To może dzielić, ale może też się uzupełniać.
Czego z tego nie wolno wyciągać
Styl to nie diagnoza. W książce Doki jest kwestionariusz trzydziestu stwierdzeń, który pomaga rozpoznać własny wzorzec. To narzędzie do refleksji, nie test z normami, i nie służy do przyklejania komuś etykiety.
Badania Stroebe nie dowodzą, że rozmowa jest bezużyteczna. Dotyczyły głównie osób po śmierci współmałżonka i jednej metody pisania. Pokazują tyle, że nie ma jednej obowiązkowej drogi.
„Instrumentalny” nie może być przykrywką. Działanie, które pozwala nieść stratę, to co innego niż działanie, które pozwala nigdy jej nie poczuć. Jedno z pytań w kwestionariuszu Doki dotyczy prób kontrolowania bólu alkoholem albo lekami. Jeśli „radzenie sobie” oznacza pracę do nocy siedem dni w tygodniu, kieliszek każdego wieczoru albo całkowite unikanie wszystkiego, co przypomina o zmarłym, to już nie jest styl, tylko ucieczka. Wtedy warto porozmawiać z kimś z zewnątrz.
Jeśli pojawiają się myśli, że nie warto żyć, nie zastanawiaj się, jaki masz styl. Numery wsparcia znajdziesz na stronie numery pomocowe, a w nagłej sytuacji dzwoń pod 112.
Kompas TSR: jak przeżywać po swojemu, ale nie w pojedynkę
W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach nie próbujemy nikogo przerabiać na „prawidłowego” żałobnika. Szukamy tego, co już działa.
1. Co już robisz dla tej straty? Wypisz wszystko, także to, czego nikt nie nazwałby żałobą: porządkowanie dokumentów, naprawę czegoś po zmarłym, bieganie, wracanie myślami do rozmów. Jeśli pomaga ci to nieść stratę, to jest twoja żałoba.
2. Skala. Na skali od 0 do 10, gdzie 10 oznacza „przeżywam tę stratę w sposób, który do mnie pasuje”, gdzie jesteś? Co sprawia, że nie niżej? Co byłoby znakiem, że o jeden punkt wyżej?
3. Bij najsilniejszą ręką. Doka przytacza starszego mężczyznę, który po śmierci żony zaczął codziennie biegać, bo trener boksu uczył go kiedyś, że bije się ręką, która jest silniejsza. Jeśli twoją silniejszą ręką jest działanie, zaplanuj działanie z pamięcią w środku: projekt, fundusz, dokończenie czegoś, co zaczęła zmarła osoba. Jeśli rozmowa, zaplanuj rozmowę.
4. Umowa w rodzinie. Zamiast przekonywać się nawzajem, powiedzcie sobie wprost: „Ja potrzebuję o nim mówić”, „Ja potrzebuję coś robić”. Czasem wystarczy dziesięć minut rozmowy dziennie i jedno wspólne zadanie w tygodniu.
5. Szukaj wyjątków. Kiedy ostatnio poczułeś, że ktoś zrozumiał twój sposób przeżywania tej straty? Co wtedy zrobił?
6. Preferowana przyszłość. Wyobraź sobie, że za pół roku nikt, łącznie z tobą, nie ocenia już, czy przeżywasz żałobę „dobrze”. Co będzie wtedy inaczej?
Jeden mały krok
Zapisz jedną rzecz, którą zrobiłeś w ostatnim tygodniu z powodu tej straty, nawet jeśli nikt jej nie zauważył. Obok dopisz: „To też jest żałoba”.
Jeśli czujesz, że twój sposób przeżywania straty jest niezrozumiały dla bliskich albo dla ciebie samego, albo że między tym, co czujesz, a tym, co pokazujesz, jest coraz większa przepaść, możemy przyjrzeć się temu razem. Prowadzę terapię online w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach, z perspektywą psychotraumatologii. Umów pierwszą sesję.
