Kiedy ona wychodzi wieczorem ze znajomymi, on wysyła pierwszą wiadomość po kwadransie. „Dobrze się bawisz?” Potem drugą, trzecią, piątą. Nie chodzi o kontrolę, mówi na sesji. Chodzi o to, że dopóki ona nie odpisze, on nie umie zająć się niczym innym. Dawno przestał grać w piłkę w czwartki, bo „to jedyny wieczór, kiedy możemy być razem”. Odwołał wyjazd z bratem. Ona coraz częściej mówi, że się dusi. On nie rozumie, dlaczego, skoro robi dla niej wszystko.
Opis jest kompozycją kilku sytuacji z gabinetu, zmienioną tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej osoby.
Tak zwane uzależnienie emocjonalne od partnera nie jest rozpoznaniem w żadnej klasyfikacji. Opisuje jednak coś realnego: relację, która stała się jedynym źródłem poczucia bezpieczeństwa i wartości. Popularne poradniki zwykle radzą „stać się niezależnym”. Badania podpowiadają co innego i ciekawszego.
Potrzebowanie kogoś nie jest problemem
Brooke Feeney przeprowadziła serię badań, w których obserwowała pary w laboratorium, mierzyła, jak partnerzy reagują na prośby o wsparcie, i sprawdzała, co działo się z ich celami po pół roku. Wynik nazwała paradoksem zależności. Osoby, których partner akceptował ich potrzebę oparcia się na nim, były potem bardziej samodzielne, a nie mniej. Częściej same podejmowały nowe wyzwania i realizowały własne cele.
To zmienia pytanie. Nie brzmi już „jak przestać potrzebować drugiej osoby”, tylko „co sprawia, że potrzebowanie przestaje dawać oparcie, a zaczyna je odbierać”. Zdrowa zależność przypomina bezpieczną bazę: wracam do niej, żeby potem wyjść w świat. Uzależnienie emocjonalne wygląda tak, jakby świat poza związkiem przestał istnieć.
Czy to „kobiecy” problem?
Popularny obraz mówi, że to głównie kobiety tracą siebie w związku. Dane są mniej jednoznaczne. Bornstein zebrał w metaanalizie 97 badań nad zależnością. W kwestionariuszach, w których ludzie sami opisują swoje potrzeby, kobiety uzyskiwały wyższe wyniki. W metodach, które nie opierają się na deklaracjach, ta różnica znikała, a mężczyźni wypadali nawet nieco wyżej. Część „kobiecości” tego problemu może więc wynikać z tego, co komu łatwiej przyznać.
U mężczyzn silna zależność bywa po prostu mniej widoczna albo przybiera inną formę. W niewielkim badaniu Murphy’ego, Meyer i O’Leary’ego mężczyźni, którzy stosowali przemoc fizyczną wobec partnerek, mieli wyższy poziom zależności od nich niż mężczyźni z konfliktowych związków bez przemocy i niż mężczyźni szczęśliwi w małżeństwie. Każda grupa liczyła jednak tylko 24 osoby. Zależność może więc przyjąć formę ulegości i poświęcania się, ale też zazdrości i kontroli. O tym, dlaczego sprawdzanie partnera nie przynosi ulgi, piszę w tekście o zazdrości w związku.
Lękowe przywiązanie jako silnik
Za uzależnieniem emocjonalnym często stoi wysoki lęk w przywiązaniu: stałe poczucie, że bliskość jest krucha, a cisza drugiej osoby oznacza zagrożenie. W tekście „Styl przywiązania nie jest wyrokiem” opisuję, dlaczego dziś mierzy się go jako wymiar, a nie szufladkę, i jak się zmienia.
W internecie często pada zdanie, że lękowy styl przywiązania ma co czwarta osoba. To nieporozumienie. W klasycznym badaniu Hazan i Shavera z 1987 roku, przeprowadzonym na 620 osobach, które odpowiedziały na ankietę w gazecie, 56% opisało siebie jako bezpiecznie przywiązane, 25% jako unikające, a 19% jako lękowo-ambiwalentne. Te 25% to więc grupa unikająca. Poza tym ankieta z gazety nie mówi, jak często coś występuje w populacji, tylko jak opisali siebie ci, którzy postanowili odpowiedzieć.
Wysoki lęk w przywiązaniu napędza charakterystyczny krąg: im większy lęk przed utratą, tym więcej robię, żeby jej zapobiec, a im więcej robię, tym bardziej moje poczucie wartości zależy od reakcji drugiej osoby. Gdy ten krąg spotyka partnera, który przy nadmiarze bliskości się wycofuje, powstaje taniec opisany w tekście „Partner unika rozmowy, ty naciskasz”.
Poświęcenie: kiedy wzmacnia, a kiedy wyczerpuje
Najważniejsza wskazówka z badań nie dotyczy tego, ile się poświęcasz, tylko po co.
Righetti i współpracownicy zebrali w metaanalizie 82 zbiory danych obejmujące ponad 32 tysiące osób. Gotowość do poświęceń wiązała się z lepszym samopoczuciem i lepszą oceną związku, także u partnera. Same poświęcenia wiązały się jednak z nieco gorszym samopoczuciem osoby, która je ponosi. Najmocniej szkodziło poczucie kosztów poświęcenia, a najmocniej pomagało zadowolenie z niego.
Impett, Gable i Peplau rozdzielili dwa motywy poświęceń. Ktoś może zrezygnować z wieczoru dla siebie, żeby sprawić partnerowi przyjemność i zbliżyć się do niego. Może też zrobić dokładnie to samo, żeby uniknąć konfliktu, rozczarowania partnera albo jego odejścia. Pierwszy motyw wiązał się z lepszym samopoczuciem i lepszą jakością związku. Drugi z gorszym samopoczuciem, gorszą jakością związku i większym ryzykiem rozpadu z czasem.
Poświęcenie zostawia też ślad u drugiej strony. W serii pięciu badań Righetti i współpracownicy pokazali, że osoba, która się poświęca, częściej odczuwa frustrację i poczucie wykorzystania. Osoba, dla której ktoś się poświęca, czuje wdzięczność, ale też poczucie winy i długu. Obie strony mają wobec siebie mieszane uczucia. Bohater opisu z początku robi „wszystko”, a jego partnerka może czuć się nie tyle kochana, ile zobowiązana.

Czego z tych liczb nie wolno zrobić
Po pierwsze, nie wolno uznać, że poświęcanie się jest złe. Związek między poświęceniami a gorszym samopoczuciem w metaanalizie Righetti był bardzo słaby (r = −0,07), a gotowość do poświęceń wiązała się z lepszymi wynikami. Problem zaczyna się tam, gdzie poświęcenie płynie z lęku i nie daje żadnej satysfakcji.
Po drugie, większość tych badań jest korelacyjna, a część prowadzono na studentach w krótkich związkach. Nie wiadomo w pełni, co jest przyczyną, a co skutkiem: czy poświęcenia z lęku psują związek, czy związek, który już słabnie, budzi lęk i poświęcenia.
Po trzecie, nie wolno patologizować bliskości. Wiele osób chce spędzać z partnerem dużo czasu i jest im z tym dobrze. Sygnałem ostrzegawczym nie jest ilość wspólnego czasu, tylko to, że poza związkiem nie zostało nic, a każda chwila oddzielenia wywołuje silny niepokój.
Po czwarte, ten tekst nie dotyczy sytuacji, w których trzyma cię przy kimś przemoc, groźby albo kontrola finansowa. Wtedy problemem nie jest twoja zależność, tylko twoje bezpieczeństwo. Przeczytaj tekst o trauma bondingu i skontaktuj się z Niebieską Linią pod numerem 800 120 002. W sytuacji zagrożenia dzwoń pod 112.
Kompas TSR: jak odzyskać siebie bez odchodzenia od bliskości
Skala. Na skali od 0 do 10, gdzie 0 oznacza „moje samopoczucie zależy wyłącznie od tego, czy partner odpisze”, a 10 „wiem, co robić ze sobą, gdy go nie ma”, gdzie jesteś dzisiaj? Co sprawia, że nie jesteś niżej?
Wyjątki. Przypomnij sobie wieczór, kiedy partner był poza domem, a ty czułeś się w miarę spokojnie. Co wtedy robiłeś? Z kim byłeś? Ten wieczór zawiera instrukcję, której szukasz.
Preferowana przyszłość. Wyobraź sobie, że za pół roku twój związek jest bliski, ale masz w nim więcej siebie. Co robisz w czwartek wieczorem? Kto poza partnerem jest w twoim życiu? Po czym partner pozna, że coś się zmieniło?
Prośba zamiast kontroli. Paradoks zależności działa w obie strony. Zamiast piątej wiadomości można powiedzieć wprost: „Kiedy wychodzisz, trudno mi się uspokoić. Pomogłoby mi, gdybyś dała znać raz, że dotarłaś”. Jasno wyrażona potrzeba ma większą szansę na dobrą odpowiedź niż niepokój wyrażony przez sprawdzanie.
Jedno źródło poza związkiem. Nie trzeba od razu odbudowywać całego życia. Wystarczy jedna rzecz, która daje ci poczucie, że jesteś kimś także bez partnera: jedna przyjaźń, jedna aktywność, jeden stały wieczór. Jeśli trudno ci zrobić cokolwiek bez obawy o ocenę drugiej osoby, pomocny może być tekst o tym, jak przestać przejmować się opinią innych.
Jeden mały krok
Przez najbliższy tydzień, za każdym razem, gdy z czegoś rezygnujesz dla partnera, zadaj sobie jedno pytanie: „Robię to, żeby coś dać, czy żeby czegoś nie stracić?”. Nie zmieniaj jeszcze decyzji. Tylko zapisz odpowiedź. Po tygodniu zobaczysz, które poświęcenia cię wzmacniają, a które wyczerpują. To wystarczy, żeby zacząć wybierać.
Jeśli czujesz, że w związku zgubiłeś albo zgubiłaś siebie i nie wiesz, od czego zacząć, możesz popracować nad tym w terapii indywidualnej, a jeśli oboje tego chcecie, także w terapii par. Prowadzę terapię online, więc można zacząć bez dojazdów i bez tłumaczenia się komukolwiek z wyjścia z domu. Umów się na pierwszą rozmowę.
Powiązane teksty: borderline czy ChAD i czy przeciwieństwa się przyciągają.
Źródła
- Bornstein, R. F. (1995). Sex differences in objective and projective dependency tests: a meta-analytic review. Assessment, 2(4), 319–331. doi:10.1177/1073191195002004003
- Feeney, B. C. (2007). The dependency paradox in close relationships: accepting dependence promotes independence. Journal of Personality and Social Psychology, 92(2), 268–285. doi:10.1037/0022-3514.92.2.268
- Hazan, C., Shaver, P. (1987). Romantic love conceptualized as an attachment process. Journal of Personality and Social Psychology, 52(3), 511–524. doi:10.1037/0022-3514.52.3.511
- Impett, E. A., Gable, S. L., Peplau, L. A. (2005). Giving up and giving in: the costs and benefits of daily sacrifice in intimate relationships. Journal of Personality and Social Psychology, 89(3), 327–344. doi:10.1037/0022-3514.89.3.327
- Murphy, C. M., Meyer, S. L., O’Leary, K. D. (1994). Dependency characteristics of partner assaultive men. Journal of Abnormal Psychology, 103(4), 729–735. doi:10.1037/0021-843X.103.4.729
- Righetti, F., Sakaluk, J. K., Faure, R., Impett, E. A. (2020). The link between sacrifice and relational and personal well-being: a meta-analysis. Psychological Bulletin, 146(10), 900–921. doi:10.1037/bul0000297
- Righetti, F., Schneider, I., Ferrier, D. i wsp. (2020). The bittersweet taste of sacrifice: consequences for ambivalence and mixed reactions. Journal of Experimental Psychology: General, 149(10), 1950–1968. doi:10.1037/xge0000750
