Opis poniżej jest złożony z kilku rozmów i zmieniony tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.
Pierwsza konsultacja online. Kobieta po trzydziestce, od pół roku źle śpi, rano budzi się z ciężarem w klatce piersiowej, w pracy coraz częściej odkłada sprawy na jutro. Zanim zdążyłem zadać pierwsze pytanie, zapytała o coś innego: „Ile to potrwa? Koleżanka chodzi na terapię trzeci rok. Ja nie mam na to ani pieniędzy, ani cierpliwości. Ale nie chcę też czegoś na skróty, co nie zadziała”.
To jedno z najuczciwszych pytań, jakie można zadać przed rozpoczęciem terapii. I jedno z tych, na które najłatwiej odpowiedzieć sloganem.
Pytanie, na które każdy nurt ma gotową odpowiedź
Zwolennicy długiej pracy powiedzą, że trwała zmiana wymaga czasu, a krótka terapia gasi objawy, zostawiając źródło nietknięte. Zwolennicy krótkich form odpowiedzą, że większość ludzi poprawia się w pierwszych tygodniach, a wieloletnia terapia bywa drogim przyzwyczajeniem. Obie strony mają swoje anegdoty. Mało kto ma dane, które porównywałyby te same osoby, przydzielone losowo do krótkiej i długiej terapii, i obserwowane przez lata.
Takie badanie istnieje. Przeprowadzono je w Finlandii i warto mu się przyjrzeć dokładnie, bo właśnie pojawiło się w polskim piśmiennictwie w wersji, która jest prawdziwa, ale niepełna.
Badanie, które trwało dziesięć lat
W helsińskim badaniu nad terapią (Helsinki Psychotherapy Study) wzięło udział 326 dorosłych z zaburzeniami nastroju lub zaburzeniami lękowymi. Losowo przydzielono ich do jednej z trzech form pomocy:
- terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach (TSR), czyli tej, w której pracuję, w wersji do 12 sesji,
- krótkiej terapii psychodynamicznej, około 20 sesji,
- długiej terapii psychodynamicznej, dwa lub trzy spotkania w tygodniu przez mniej więcej trzy lata.
Uczestników badano wielokrotnie: objawy depresji i lęku, zdolność do pracy, funkcjonowanie społeczne. Ostatni pomiar wykonano dziesięć lat po rozpoczęciu leczenia. Z badań, które w ogóle porównują krótką i długą terapię losowo, to jedno z najdłuższych i największych.
Kto wygrywa? To zależy, kiedy patrzysz
Najciekawsze w wynikach jest to, że odpowiedź zmieniała się w czasie.
Po pierwszym roku szybszą ulgę dawały terapie krótkie. Po krótkiej terapii psychodynamicznej wyniki w skalach objawów były o 15–27% niższe niż po długiej, a TSR wypadała podobnie jak krótka psychodynamiczna. Lepiej wyglądała też zdolność do pracy.
W drugim roku różnice przestały być istotne.
Po trzech latach obraz się odwrócił: osoby z długiej terapii miały wyniki objawów o 14–37% niższe niż osoby po terapiach krótkich, a ich zdolność do pracy oceniano o 5–12% lepiej. Co ciekawe, nie różniły się liczbą dni zwolnień lekarskich ani tym, czy pracują lub się uczą.
Po dziesięciu latach 74% wszystkich uczestników nie miało już klinicznie podwyższonych objawów. Długa terapia nadal miała przewagę w objawach i zdolności do pracy, ale sami autorzy określili ją jako raczej niewielką, choć istotną statystycznie. Remisję objawów ogólnych osiągnęło 55% osób po TSR, 45% po krótkiej terapii psychodynamicznej i 62% po długiej.

Jest jeszcze jedna liczba, bez której cała reszta wprowadza w błąd. W ciągu dziesięciu lat po dodatkowe leczenie sięgnęło 47% osób z grupy TSR, 58% z krótkiej terapii psychodynamicznej i 33% z długiej. Innymi słowy, „krótka terapia” w tym badaniu dla mniej więcej co drugiej osoby nie była jedyną pomocą, jaką dostała. Autorzy sami sugerują, że to może tłumaczyć, dlaczego różnice po dekadzie są tak małe.
Ta sama liczba opowiedziana dwa razy
W sierpniu 2026 roku w „Psychiatrii i Psychologii Klinicznej” ukazał się artykuł Andrei Żak i Krzysztofa Pękali o tym, jak oceniać skuteczność terapii. Autorzy przywołują badanie helsińskie jako dowód, że 12 sesji TSR dało wyniki porównywalne z około 20 sesjami krótkiej i około 240 sesjami długiej terapii psychodynamicznej, a długa terapia przyniosła po dziesięciu latach jedynie niewielkie dodatkowe korzyści w objawach.
To zdanie nie jest fałszywe. Jest jednak opowiedziane z jednej strony. W oryginalnej publikacji długa terapia miała też przewagę w zdolności do pracy i w odsetku remisji, porównanie z TSR wymagało korekty o odstępstwa od standardów leczenia, a prawie połowa osób z grupy TSR korzystała w międzyczasie z dodatkowej pomocy.
Piszę o tym z pełną świadomością, że sam pracuję w TSR i że wersja „12 sesji wystarczy” byłaby dla mnie wygodna. Właśnie dlatego warto ją sprawdzić. Badacze związani z danym podejściem, z każdego nurtu, mają skłonność do czytania danych na korzyść własnej metody. Pisałem o tym szerzej w tekście o tym, co naprawdę mówią badania nad skutecznością TSR.
Uczciwe podsumowanie badania fińskiego brzmi więc tak: krótka terapia szybciej przynosi ulgę, długa po latach daje niewielką przewagę, a dla dużej części osób krótka terapia jest pierwszym, a nie jedynym etapem.
Co mówią dane z codziennych gabinetów
Badanie z losowym przydziałem ma jedną słabość: ludzie nie wybierali, ile chodzą. W prawdziwym życiu wybierają. Dlatego warto zestawić wyniki fińskie z badaniami zwykłej praktyki, gdzie obserwuje się dziesiątki tysięcy osób.
Poprawa nie rośnie liniowo. Przegląd 26 badań z rutynowej praktyki pokazał, że największe zmiany zachodzą na początku, a potem krzywa się wypłaszcza. Liczba sesji, po której większość osób osiąga poprawę, wynosiła zależnie od problemu i miejsca od 4 do 26. Spotkania co tydzień przyspieszały zmianę w porównaniu z rzadszymi.
Ludzie zwykle kończą wtedy, kiedy jest „wystarczająco dobrze”. W brytyjskich danych obejmujących 26 430 dorosłych odsetek osób z wyraźną, klinicznie istotną poprawą był podobny niezależnie od tego, czy terapia trwała kilka, czy kilkanaście sesji, i wynosił około 60%. Badacze tłumaczą to tak: kto szybciej osiąga swój poziom „wystarczająco dobrze”, ten szybciej kończy. Metaanaliza obejmująca ponad 114 tysięcy osób potwierdziła, że dłuższe terapie mieli przede wszystkim ci, którzy zaczynali z większym nasileniem objawów i zmieniali się wolniej.
Niektóre trudności zwykle potrzebują więcej czasu. W danych ze 102 tysięcy osób leczonych terapią poznawczo-behawioralną 95% osób, które się poprawiły, osiągnęło tę poprawę w ciągu 14 sesji terapii o wysokiej intensywności. Lęk społeczny, PTSD i zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne wymagały jednak dłuższej pracy.
Z tego wyłania się obraz mniej efektowny niż spór „krótko kontra długo”, ale bardziej użyteczny: długość terapii nie jest cechą metody, tylko wynikiem spotkania konkretnej osoby z konkretnym problemem.
Dla kogo dłużej? Pierwsze tropy
Zespół helsiński szukał też odpowiedzi na pytanie, komu która forma bardziej służy. Dwa wyniki są ciekawe, choć traktowałbym je jako tropy, a nie reguły, bo pochodzą z dodatkowych analiz tego samego badania.
Osoby o słabszym nastawieniu optymistycznym szybciej zmniejszały objawy w terapii krótkiej. Osoby bardziej optymistyczne z czasem odnosiły większe korzyści z terapii długiej. Z kolei osoby, które opisywały nieszczęśliwą atmosferę w rodzinie i problemy rodziców w dzieciństwie, szybciej lub mocniej poprawiały się w terapiach psychodynamicznych, krótkich i długich, czyli tam, gdzie rozmowa jawnie łączy przeszłość z obecnymi trudnościami.
Dla porządku: w badaniu nie uczestniczyły osoby z zaburzeniami psychotycznymi, uzależnieniami ani ciężkimi zaburzeniami osobowości. Tam pytanie o długość pomocy wygląda inaczej.
Czego z tych liczb nie wolno zrobić
Nie wolno z nich wywnioskować, że długa terapia jest lepsza dla każdego. Przewaga po dziesięciu latach jest średnią z grupy i jest niewielka. U części osób krótka forma wystarczyła w zupełności.
Nie wolno też wywnioskować, że 12 sesji zawsze wystarczy. Prawie połowa osób po TSR potrzebowała w ciągu dekady dodatkowej pomocy. To nie jest porażka metody, ale też nie jest dowód, że jedna krótka seria załatwia sprawę na zawsze.
Długość i nurt są tu splecione. Długą terapią była wyłącznie terapia psychodynamiczna. Nie wiemy, jak wypadłaby długa terapia w innym podejściu ani krótka terapia o innym profilu.
Badanie dotyczyło depresji i lęku u dorosłych leczonych ambulatoryjnie. Wyników nie da się przenieść wprost na inne problemy i inne grupy, na przykład na nastolatków albo osoby starsze.
Dane z codziennej praktyki opisują związki, nie przyczyny. Fakt, że ludzie kończą, gdy jest „wystarczająco dobrze”, nie mówi, czy dodatkowe sesje by im pomogły, czy nie.
Warto też pamiętać, że różnice między nurtami terapii bywają mniejsze niż różnice między samymi terapeutami. Pisałem o tym w tekście o tym, co odróżnia dobrego terapeutę.
Kompas TSR: zamiast pytać „ile”, zapytaj „po czym poznamy”
Pytanie „ile potrwa terapia” zakłada, że długość da się ustalić na starcie. Dane podpowiadają coś innego: lepiej ustalić kierunek i punkt, w którym będzie wystarczająco dobrze, a długość pozwolić jej wynikać z postępu. W praktyce TSR wygląda to tak.
1. Skala na dziś. Na skali od 0 do 10, gdzie 10 oznacza, że sprawa, z którą przychodzisz, jest rozwiązana na tyle, na ile to realne, a 0 najgorszy moment, gdzie jesteś teraz? Sama liczba mniej się liczy niż to, co sprawia, że nie jest niższa.
2. Twoje „wystarczająco dobrze”. Przy jakiej liczbie uznałabyś albo uznałbyś, że można zrobić przerwę? Po czym, w zwykłym dniu, to poznasz? Dla wielu osób to nie 10, tylko 6 albo 7. To pytanie jest odpowiednikiem tego, co badacze nazywają poziomem „wystarczająco dobrze”, tylko ustalonym na początku, a nie odkrytym na końcu.
3. Wyjątki. Kiedy w ostatnich tygodniach było choć trochę lepiej? Co wtedy było inaczej? Wyjątki często pokazują, że część rozwiązania już istnieje, a to bywa jednym z powodów, dla których krótka praca wystarcza.
4. Punkty przeglądu. Umów się z terapeutą, że co kilka sesji, na przykład co cztery do sześciu, wspólnie sprawdzacie, czy liczba na skali się przesuwa. Jeśli tak, wiadomo, w którą stronę iść. Jeśli od dłuższego czasu nic się nie dzieje, to sygnał, żeby zmienić coś w sposobie pracy, a czasem także jej formę lub długość.
5. Decyzja na raty. Długość terapii nie musi być decyzją podjętą raz, na początku. Badanie fińskie pokazuje, że dla wielu osób krótka terapia była pierwszym etapem, po którym wróciły po więcej. Takie rozwiązanie nie jest porażką. To normalny sposób korzystania z pomocy.
Jeśli zmagasz się z lękiem i chcesz wiedzieć, jak może wyglądać postęp w takiej pracy, przeczytaj też tekst o tym, jak wygląda terapia lęku i po czym poznasz, że działa.
Jeden mały krok na ten tydzień
Dokończ na kartce jedno zdanie: „Będę wiedzieć, że terapia mi pomogła, kiedy…”. Postaraj się, żeby odpowiedź opisywała coś, co da się zobaczyć w zwykłym dniu, na przykład „kiedy w poniedziałek rano wstanę bez tego ciężaru i zrobię kawę, zamiast leżeć z telefonem”. Obok wpisz liczbę od 0 do 10, gdzie jesteś dziś.
Jeśli zaczynasz terapię, weź tę kartkę na pierwsze spotkanie. Jeśli już chodzisz, pokaż ją terapeucie. To zdanie zrobi więcej dla odpowiedzi na pytanie „ile to potrwa” niż jakakolwiek średnia z badań.
Jeśli chcesz porozmawiać o swojej sytuacji
Pracuję online, w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach. Na pierwszym spotkaniu ustalamy, po czym oboje poznamy, że praca przynosi efekt, i umawiamy się na regularne punkty przeglądu. Jeśli okaże się, że potrzebujesz dłuższej pracy albo innego podejścia, powiem to wprost.
Zapraszam na niezobowiązujące spotkanie konsultacyjne.
Powiązane teksty: czy można wymazać traumę, choroba afektywna dwubiegunowa i escitalopram a ciało migdałowate.
Źródła
- Knekt P., Lindfors O., Härkänen T. i wsp. (2008). Randomized trial on the effectiveness of long- and short-term psychodynamic psychotherapy and solution-focused therapy on psychiatric symptoms during a 3-year follow-up. Psychological Medicine, 38(5), 689–703. doi:10.1017/S003329170700164X
- Knekt P., Lindfors O., Laaksonen M. A. i wsp. (2008). Effectiveness of short-term and long-term psychotherapy on work ability and functional capacity. Journal of Affective Disorders, 107(1–3), 95–106. doi:10.1016/j.jad.2007.08.005
- Knekt P., Virtala E., Härkänen T. i wsp. (2016). The outcome of short- and long-term psychotherapy 10 years after start of treatment. Psychological Medicine, 46(6), 1175–1188. doi:10.1017/S0033291715002718
- Żak A. M., Pękala K. A. (2026). Assessing psychotherapy outcomes: criteria, indicators, and implications illustrated through solution-focused brief therapy. Psychiatria i Psychologia Kliniczna, 26(2), 177–183. doi:10.15557/PiPK.2026.0020
- Robinson L., Delgadillo J., Kellett S. (2020). The dose-response effect in routinely delivered psychological therapies: A systematic review. Psychotherapy Research, 30(1), 79–96. doi:10.1080/10503307.2019.1566676
- Stiles W. B., Barkham M., Wheeler S. (2015). Duration of psychological therapy: relation to recovery and improvement rates in UK routine practice. British Journal of Psychiatry, 207(2), 115–122. doi:10.1192/bjp.bp.114.145565
- Bone C., Delgadillo J., Barkham M. (2021). A systematic review and meta-analysis of the good-enough level (GEL) literature. Journal of Counseling Psychology, 68(2), 219–231. doi:10.1037/cou0000521
- Robinson L., Kellett S., Delgadillo J. (2020). Dose-response patterns in low and high intensity cognitive behavioral therapy for common mental health problems. Depression and Anxiety, 37(3), 285–294. doi:10.1002/da.22999
- Heinonen E., Heiskanen T., Lindfors O. i wsp. (2017). Dispositional optimism as predictor of outcome in short- and long-term psychotherapy. Psychology and Psychotherapy, 90(3), 279–298. doi:10.1111/papt.12109
- Heinonen E., Knekt P., Härkänen T. i wsp. (2018). Childhood adversities as predictors of improvement in psychiatric symptoms and global functioning in solution-focused and short- and long-term psychodynamic psychotherapy during a 5-year follow-up. Journal of Affective Disorders, 235, 525–534. doi:10.1016/j.jad.2018.04.033

