Przyszła na pierwszą sesję z wydrukiem. Test w internecie, dwadzieścia pytań, wynik: zdezorganizowany styl przywiązania. Pod spodem opis, że to styl „osób, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy albo zaniedbania”. „Tyle że u mnie w domu nikt mnie nie bił”, powiedziała. „Więc albo czegoś nie pamiętam, albo coś jest ze mną bardzo nie tak. I boję się, że przekażę to córce”.
Opis jest kompozycją kilku sytuacji z gabinetu, zmienioną tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej osoby.
W książce Diane Poole Heller „Twój styl przywiązania” styl zdezorganizowany zajmuje najdłuższy rozdział. Autorka opisuje go jako najbardziej złożony i związany z traumą. W internecie jest dziś jedną z najpopularniejszych etykiet do opisu siebie w związkach. Warto wiedzieć, skąd się wzięła, bo w badaniach oznacza coś znacznie węższego, niż sugerują testy online.
Skąd się wzięła ta nazwa
Kategoria powstała w badaniach nad niemowlętami. Stosuje się w nich procedurę zwaną Sytuacją Obcą: około dwudziestu minut w laboratorium, podczas których dziecko w wieku mniej więcej roku dwa razy rozstaje się z rodzicem i dwa razy się z nim wita. Badacze patrzą przede wszystkim na powitania.
Większość dzieci ma przy tym spójną strategię. Jedne szukają pocieszenia i szybko się uspokajają, inne pozornie nie zwracają uwagi na powrót rodzica, jeszcze inne przywierają i złoszczą się jednocześnie. Mary Main i Judith Solomon zauważyły jednak, że część nagrań nie pasuje do żadnego z tych wzorców. Dziecko idzie w stronę rodzica z odwróconą głową, nagle zastyga w pół ruchu, wygląda na zdezorientowane. Często trwa to kilka sekund. Nazwano to przywiązaniem zdezorganizowanym.
Main i Erik Hesse zaproponowali wyjaśnienie, które do dziś jest najczęściej cytowane: strach bez rozwiązania. Dziecko ma dwa odruchy naraz. Kiedy się boi, biegnie do rodzica. Ale jeśli to rodzic jest źródłem strachu albo sam jest przerażony, oba odruchy wskazują w przeciwne strony i strategia się rozpada.
Jak często i u kogo
Van IJzendoorn, Schuengel i Bakermans-Kranenburg podsumowali około 80 badań obejmujących ponad 6000 par rodzic–dziecko. W zwykłych rodzinach z klasy średniej przywiązanie zdezorganizowane miało około 15% niemowląt. W grupach ryzyka i wśród dzieci krzywdzonych odsetek był dwa albo trzy razy wyższy. Autorzy zaznaczyli też, że przerażające zachowania rodzica mogą odgrywać ważną rolę, ale nie są jedyną przyczyną.
Dziesięć lat później Cyr i współpracownicy zebrali 55 badań z udziałem 4792 dzieci. Krzywdzenie rzeczywiście bardzo mocno wiązało się z dezorganizacją. Ale dzieci żyjące jednocześnie z pięcioma czynnikami ryzyka socjoekonomicznego, takimi jak bieda, niskie wykształcenie rodziców czy bardzo młody wiek matki, nie różniły się istotnie od dzieci krzywdzonych. Innymi słowy, do dezorganizacji może prowadzić nie tylko przemoc, ale też skumulowany stres rodziny, która ledwo daje radę.
Cztery założenia, które są fałszywe
W 2017 roku ponad czterdziestu badaczy przywiązania, w tym Mary Main, podpisało się pod wspólną pracą (Granqvist i wsp.), bo uznali, że kategoria zaczęła być używana w sposób szkodliwy. Wymienili cztery założenia, które ich zdaniem są fałszywe i wprowadzają w błąd:
- że pomiar przywiązania może służyć jako rozstrzygająca ocena konkretnej osoby, na przykład w sądzie albo w sprawach o opiekę nad dzieckiem;
- że przywiązanie zdezorganizowane wiarygodnie wskazuje na krzywdzenie dziecka;
- że silnie przewiduje zaburzenia psychiczne;
- że jest trwałą cechą dziecka, odporną na rozwój i pomoc.
Autorzy podkreślili też, że przywiązanie zdezorganizowane to nie to samo co zaburzenie przywiązania, czyli rozpoznanie kliniczne stawiane przy ciężkim zaniedbaniu. To jedno z najważniejszych zdań dla osób takich jak ta z początku tekstu: etykieta nie jest dowodem na to, co wydarzyło się w dzieciństwie.
Co z tego zostaje w dorosłości
Dezorganizacja w niemowlęctwie nie jest obojętna. W podłużnym badaniu z Minnesoty, prowadzonym od narodzin, Elizabeth Carlson pokazała, że wiązała się ona z większym nasileniem trudności psychicznych i objawów dysocjacyjnych w wieku nastoletnim. Metaanaliza z 1999 roku wiązała ją też z gorszym radzeniem sobie ze stresem i większym ryzykiem zachowań eksternalizacyjnych.
Jednocześnie przywiązanie zmienia się z czasem bardziej, niż się powszechnie sądzi. Pinquart, Feußner i Ahnert zebrali 127 prac i ponad 21 tysięcy pomiarów przywiązania powtórzonych w różnych odstępach czasu. Średnia stabilność wyniosła r = 0,39, czyli umiarkowanie. Przy odstępach dłuższych niż 15 lat nie było już istotnej stabilności. Ważne zastrzeżenie: w grupach ryzyka pozabezpieczne przywiązanie utrzymywało się częściej. Zmiana jest możliwa, ale zależy od tego, czy zmieniają się warunki życia.
Test online mierzy coś innego
Tu jest sedno sprawy. Kiedy dorosły dostaje w internecie wynik „zdezorganizowany”, prawie zawsze chodzi o coś, co w badaniach nazywa się stylem lękowo-unikającym. Kategorię tę opisały Kim Bartholomew i Leonard Horowitz w 1991 roku: osoba pragnie bliskości, a jednocześnie się jej boi, bo ma negatywny obraz zarówno siebie, jak i innych. Mierzy się ją kwestionariuszem, czyli tym, co człowiek sam o sobie deklaruje. W języku dwóch osi, który opisywałem w tekście „Styl przywiązania nie jest wyrokiem”, to po prostu jednoczesny wysoki lęk i wysokie unikanie.
To nie jest to samo co dezorganizacja z nagrań niemowląt. U dorosłych jej najbliższym odpowiednikiem jest kategoria „nieprzepracowany” w Wywiadzie Przywiązania Dorosłych (AAI). To wielogodzinny wywiad, w którym przeszkolony koder szuka chwilowych załamań spójności, gdy człowiek mówi o stracie albo traumie. I tu pojawia się liczba, która powinna ostudzić każdego, kto traktuje test online poważnie: Roisman i współpracownicy pokazali, że wyniki wywiadu i kwestionariuszy przywiązania pokrywają się średnio na poziomie r = 0,09. To związek bardzo słaby. Oba narzędzia mierzą coś wartościowego, ale nie to samo.

Czego z tych liczb nie wolno zrobić
Po pierwsze, nie wolno z wyniku testu wnioskować o przeszłości. Ani o przemocy, ani o zaniedbaniu, ani o „wypartych wspomnieniach”. Nawet w badaniach nad niemowlętami, gdzie pomiar jest znacznie dokładniejszy, dezorganizacja nie jest wiarygodnym wskaźnikiem krzywdzenia.
Po drugie, nie wolno mieć pretensji do siebie o to, że opis z książki pasuje. Lista cech, którą podaje Poole Heller, czyli czujność na zagrożenie, potrzeba kontroli, zastyganie, poczucie ciągłej porażki, jest opisem klinicznym z doświadczenia terapeutki, a nie narzędziem pomiaru. Wiele z tych cech występuje w bardzo różnych sytuacjach, od przewlekłego stresu po depresję.
Po trzecie, nie wolno też mówić „to tylko etykieta, więc problemu nie ma”. Jeśli ktoś w bliskości na przemian się zbliża i ucieka, jeśli w konflikcie zastyga albo traci kontakt ze sobą, to cierpienie jest prawdziwe, niezależnie od nazwy. Kiedy za tym stoi doświadczenie traumy, warto przyjrzeć się temu z kimś, kto zna różnicę między trudnościami w relacjach a złożonym PTSD. Pisałem o tym w tekście „Borderline czy złożone PTSD?”. A jeśli zbliżanie się i uciekanie dotyczy związku, w którym jest przemoc, przeczytaj tekst o trauma bondingu.
Po czwarte, rodzic, który boi się, że „przekaże to dziecku”, powinien wiedzieć, że autorzy przeglądu z 2017 roku wskazują na dostępne i sprawdzone w badaniach programy wspierające opiekę nad dzieckiem. Przywiązanie dziecka reaguje na zmianę zachowania dorosłych. Sam fakt, że ktoś zadaje sobie to pytanie, jest zwykle dobrym znakiem. O tym, co dzieje się w relacji z dzieckiem po chwilach złości, piszę w tekście „Krzyk na dziecko”.
Kompas TSR: od etykiety do tego, co już działa
Etykieta mówi, kim jesteś. Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach pyta, co robisz i kiedy robisz to inaczej. To dla osób, które usłyszały o sobie „zdezorganizowany”, bywa ogromną ulgą.
Z nazwy na zachowanie. Co konkretnie sprawia, że ten opis do ciebie pasuje? Zamiast „jestem zdezorganizowana” spróbuj: „gdy on podnosi głos, zamieram i nie umiem nic powiedzieć”. Z zachowaniem da się pracować. Z etykietą nie bardzo.
Wyjątki. Z kim albo w jakich sytuacjach bliskość jest dla ciebie łatwiejsza? Przyjaciel, rodzeństwo, zwierzę, praca? Co w tych relacjach sprawia, że nie musisz ani uciekać, ani zastygać?
Skala bezpieczeństwa. Na skali od 0 do 10, jak bezpiecznie czujesz się dziś w najbliższej relacji? Po czym poznasz, że jesteś o jeden punkt wyżej? Co wtedy zrobisz, czego dziś nie robisz?
Zasoby ciała. Jeśli w napięciu zamierasz, co do tej pory pomagało ci wrócić? Stóp na podłodze, wyjście na chwilę, woda, głos kogoś bliskiego? To są twoje wyjątki od zastygania i warto je spisać.
Preferowana przyszłość. Wyobraź sobie, że za rok ta etykieta nic już dla ciebie nie znaczy. Co będzie wtedy w twoich relacjach inaczej? Kto zauważy zmianę pierwszy?
Jeden mały krok
Przez tydzień zapisuj jedną sytuację dziennie, w której bliskość z kimś poszła ci choć trochę łatwiej niż zwykle. Jedno zdanie: z kim, gdzie, co zrobiłaś albo zrobiłeś. Po tygodniu przeczytaj listę i sprawdź, co się w niej powtarza. To będzie dokładniejszy opis twojego przywiązania niż wynik z testu.
Jeśli wynik testu obudził w tobie niepokój albo wspomnienia, z którymi trudno zostać samemu, nie musisz rozstrzygać tego w pojedynkę. Pracuję z osobami po trudnych doświadczeniach w relacjach, także online, w tempie, które jest dla ciebie bezpieczne. Umów się na pierwszą rozmowę.
O tym, dlaczego geny i temperament nie przesądzają o tym, jacy jesteśmy w relacjach, piszę w tekście „Czy charakter się dziedziczy?”, a o tym, jak wygląda zdrowa więź u małych dzieci, w artykule o adaptacji w przedszkolu.
Źródła
- Bartholomew, K., Horowitz, L. M. (1991). Attachment styles among young adults: A test of a four-category model. Journal of Personality and Social Psychology, 61(2), 226–244. doi:10.1037/0022-3514.61.2.226
- Carlson, E. A. (1998). A prospective longitudinal study of attachment disorganization/disorientation. Child Development, 69(4), 1107–1128. doi:10.1111/j.1467-8624.1998.tb06163.x
- Cyr, C., Euser, E. M., Bakermans-Kranenburg, M. J., van IJzendoorn, M. H. (2010). Attachment security and disorganization in maltreating and high-risk families: A series of meta-analyses. Development and Psychopathology, 22(1), 87–108. doi:10.1017/S0954579409990289
- Granqvist, P., Sroufe, L. A., Dozier, M., Hesse, E. i wsp. (2017). Disorganized attachment in infancy: A review of the phenomenon and its implications for clinicians and policy-makers. Attachment & Human Development, 19(6), 534–558. doi:10.1080/14616734.2017.1354040
- Pinquart, M., Feußner, C., Ahnert, L. (2013). Meta-analytic evidence for stability in attachments from infancy to early adulthood. Attachment & Human Development, 15(2), 189–218. doi:10.1080/14616734.2013.746257
- Roisman, G. I., Holland, A., Fortuna, K., Fraley, R. C., Clausell, E., Clarke, A. (2007). The Adult Attachment Interview and self-reports of attachment style: An empirical rapprochement. Journal of Personality and Social Psychology, 92(4), 678–697. doi:10.1037/0022-3514.92.4.678
- van IJzendoorn, M. H., Schuengel, C., Bakermans-Kranenburg, M. J. (1999). Disorganized attachment in early childhood: Meta-analysis of precursors, concomitants, and sequelae. Development and Psychopathology, 11(2), 225–250. doi:10.1017/S0954579499002035
