Przejdź do treści
Strona główna » Adaptacja w przedszkolu. Płacz przy rozstaniu nie jest dowodem, że coś idzie źle

Adaptacja w przedszkolu. Płacz przy rozstaniu nie jest dowodem, że coś idzie źle

    Opis poniżej jest złożonym przykładem z gabinetu. Szczegóły zmieniłem tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.

    Pani Magda od tygodnia odprowadza trzyletnią Zosię do przedszkola. Rano w szatni Zosia przywiera do jej nogi, w sali płacze na cały korytarz. Nauczycielka radzi, żeby żegnać się szybko i wychodzić, bo „im dłużej, tym gorzej”. Pani Magda wychodzi, a potem przez kwadrans stoi pod oknem i słucha.

    Po południu Zosia jest spokojna, bawi się, macha na pożegnanie koleżance. Wieczorem w domu wybucha o byle co: o kolor kubka, o to, że skarpetka „drapie”.

    – Może ona po prostu nie jest gotowa – mówi Pani Magda. – Albo to ja coś robię źle, skoro wszystkie inne dzieci już nie płaczą.

    Pani Magda traktuje płacz jak wynik egzaminu, który Zosia oblewa. Badania nad adaptacją pokazują coś innego, i to w dwóch miejscach, w których najmniej się tego spodziewa.

    Stres adaptacyjny da się zmierzyć i jest normalną częścią przedszkola

    Od kilkudziesięciu lat badacze mierzą stres małych dzieci w żłobkach i przedszkolach za pomocą kortyzolu, hormonu, który organizm wydziela, gdy musi sprostać wyzwaniu. Próbkę pobiera się ze śliny, więc badanie nie boli i można je powtarzać w domu i w placówce u tego samego dziecka. W zwykły dzień w domu poziom kortyzolu od rana do popołudnia spada.

    Holenderski zespół Sanne de Vet i Harriet Vermeer zebrał w metaanalizie, czyli zestawieniu wyników wielu badań, 24 prace z 28 niezależnymi grupami dzieci (doi:10.1016/j.ecresq.2022.12.015). Porównywano to samo dziecko w dzień przedszkolny i w dzień domowy. Przed południem różnicy właściwie nie było (g = −0,05). Po południu kortyzol w placówce był wyższy niż w domu, a efekt był mały do średniego (g = 0,38; 20 badań, 1093 dzieci). Zamiast spadać w ciągu dnia, w placówce częściej rósł.

    Najciekawsze jest to, u kogo ten wzrost był najwyraźniejszy. W badaniach z najmłodszymi dziećmi (niemowlęta i dzieci do trzech lat) różnica w przebiegu dnia nie była istotna (g = 0,20). W badaniach, w których były przedszkolaki, sięgała g = 0,58, czyli wielkości średniej. Autorzy ostrożnie tłumaczą to tak: im starsze dziecko, tym więcej w jego dniu interakcji z rówieśnikami, a tych trzylatek i czterolatek nie ma jeszcze czym sprawnie obsłużyć. Grupa rówieśnicza to dla niego nie odpoczynek, tylko praca.

    Równie ważne jest to, czego w metaanalizie nie znaleziono. Temperament dziecka nie wiązał się ze wzrostem kortyzolu (r = 0,01), wielkość grupy też nie (r = 0,06). Słaby, ale wyraźny związek miała jedna rzecz: liczba godzin spędzanych w placówce (r = 0,15). Czyli nie „trudne dziecko”, tylko długi dzień.

    To zmienia pytanie Pani Magdy. Wieczorny wybuch Zosi nie jest dowodem, że przedszkole jej szkodzi. Jest bardziej podobny do tego, co robi dorosły po wymagającym dniu w nowej pracy: w bezpiecznym miejscu puszczają hamulce.

    Płacz przy rozstaniu często znaczy, że dziecko wie, kogo wołać

    Niemiecka badaczka rozwoju Lieselotte Ahnert z zespołem obserwowała 70 berlińskich dzieci w wieku około 15 miesięcy od pierwszych dni w żłobku (doi:10.1111/j.1467-8624.2004.00698.x). Najpierw był okres adaptacji z mamą na sali, potem pierwsze dziewięć dni bez niej. Przez pierwszą godzinę po wyjściu mamy kortyzol rósł do poziomu o 75–100% wyższego niż w domu.

    Wynik, który zaskakuje rodziców, dotyczył dzieci bezpiecznie przywiązanych do mamy. W okresie adaptacji, gdy mama była obok, miały wyraźnie niższy kortyzol niż dzieci z pozabezpiecznym przywiązaniem. Kiedy zaczęły się rozstania, płakały i marudziły więcej, a ich płacz szedł w parze z poziomem kortyzolu. Innymi słowy: to, co widać na zewnątrz, zgadzało się z tym, co działo się w środku. Dziecko nie udawało spokoju.

    W późniejszym badaniu zespół Ahnert znów obserwował 70 piętnastomiesięcznych dzieci na starcie opieki, tym razem mierząc pracę serca (doi:10.1002/dev.22156). Pierwszego dnia rozstania 35,3% dzieci długo i intensywnie płakało. I właśnie ten gwałtowny protest zapowiadał, że kilka miesięcy później dziecko będzie bezpiecznie związane z opiekunką w żłobku. Taka więź z kolei pomagała obniżać stres, najbardziej u dzieci, które protestowały najmocniej. Autorzy piszą, że te dzieci zachowywały się tak, jakby próbowały przywołać mamę z powrotem. Dodają też ostrzeżenie: silny protest świadczy o ograniczonych możliwościach samouspokojenia, więc dziecko zostawione z nim bez wsparcia przeciąża swój układ stresu.

    Pani Magda trafia w to dokładnie. Zosia, która płacze przy drzwiach, a po południu bawi się spokojnie, nie pokazuje, że „nie jest gotowa”. Pokazuje, że ma do kogo wołać i że szuka kogoś, kto odpowie jej na miejscu.

    Dwie rzeczy, które pomagają: czas z rodzicem na starcie i więź z nauczycielką

    W berlińskim badaniu jeden wynik dotyczył wprost decyzji rodziców. Przywiązanie dziecka do mamy pozostawało bezpieczne albo stawało się bezpieczne wtedy, gdy mama poświęciła więcej dni na adaptację w placówce (doi:10.1111/j.1467-8624.2004.00698.x). Dni z rodzicem na sali nie są więc przedłużaniem agonii, tylko czasem, w którym dziecko sprawdza nowe miejsce z bazą pod ręką.

    Druga rzecz to nauczycielka. Ahnert, Martin Pinquart i Michael Lamb zestawili 40 badań z udziałem 2867 dzieci w wieku średnio około 2,5 roku, sprawdzając, jak często dzieci budują bezpieczną więź z opiekunami spoza rodziny (doi:10.1111/j.1467-8624.2006.00896.x). W obserwacji laboratoryjnej taka więź była rzadsza niż z rodzicami, w obserwacji codziennego zachowania podobnie częsta. Częściej pojawiała się wtedy, gdy mierzono ją dłużej po rozpoczęciu opieki. W placówkach liczyła się szczególnie wrażliwość opiekunki na całą grupę: to, czy dostrzega, kto w danej chwili potrzebuje wsparcia, a nie tylko jej relacja z jednym dzieckiem.

    Amerykańskie badanie Lisy Badanes i Sarah Watamury pokazało, co taka więź daje w ciele (doi:10.1016/j.ecresq.2011.05.005). U 110 przedszkolaków w całodziennej opiece dzieci bezpieczniej przywiązane do swojej nauczycielki częściej miały kortyzol, który w ciągu dnia spadał, tak jak w domu. Nauczycielka nie zastępuje rodzica. Staje się drugą bezpieczną bazą, w miejscu, w którym rodzica nie ma.

    Z tej perspektywy celem adaptacji nie jest to, żeby dziecko przestało płakać przy rozstaniu. Celem jest to, żeby w sali była osoba, do której pójdzie, kiedy płacze.

    Wykres słupkowy z metaanalizy de Vet i wsp. 2023 pokazujący różnicę w poziomie kortyzolu między dniem w placówce a dniem w domu, wyrażoną miarą g. Przed południem różnica wynosi −0,05, czyli praktycznie jej brak. Po południu 0,38. Wzrost kortyzolu w ciągu dnia w badaniach z najmłodszymi dziećmi 0,20, a w badaniach z przedszkolakami 0,58.
    Stresu przedszkolnego nie widać rano, tylko po południu, i najwyraźniej u przedszkolaków, a nie u najmłodszych dzieci.

    Czego z tych liczb nie wolno zrobić

    Nie wolno uznać, że wyższy kortyzol oznacza krzywdę. Autorzy metaanalizy sami podkreślają, że nie każde podwyższenie ma znaczenie kliniczne, a efekty są małe do średnich. Kortyzol to hormon mobilizacji, a nie wskaźnik urazu. W fińskim badaniu 213 dwulatków ogólny poziom kortyzolu był wręcz o około 30% wyższy u dzieci pod opieką w domu niż u dzieci w placówkach, a część popołudniowego wzrostu tłumaczyły drzemki (doi:10.1007/s00787-019-01432-3). Sam wynik laboratoryjny nie mówi, czy dziecku dzieje się źle.

    Nie wolno czytać korelacji jako przyczyny. Badania Ahnert objęły 70 dzieci w wieku około 15 miesięcy, z jednego miasta, bez losowego przydziału. Mamy, które zostawały dłużej na adaptacji, mogły różnić się od pozostałych na wiele innych sposobów. Badanie Badanes jest przekrojowe i amerykańskie. W metaanalizie efekt był wyraźnie większy w badaniach z USA (g = 0,55) niż z innych krajów, gdzie nie był istotny (g = 0,13), i zależał nawet od sposobu pobierania śliny. Dane o przedszkolakach pochodzą w dużej części z USA, gdzie dzieci częściej spędzają w placówce cały dzień.

    Nie wolno zamienić tych wyników w nakaz, który dokłada rodzicom winy. Nie każdy może wziąć dwa tygodnie wolnego na adaptację ani skrócić dziecku dzień w placówce, a związek z liczbą godzin był słaby (r = 0,15). Z danych nie wynika też, że jakiś jeden sposób pożegnania jest właściwy. Wynika raczej, że pomaga wszystko, co daje dziecku czas na oswojenie miejsca i ułatwia mu nawiązanie więzi z dorosłym na sali.

    Nie wolno pominąć sytuacji, w których to już coś więcej niż adaptacja. Jeśli po kilku tygodniach nie ma żadnej poprawy, dziecko przestaje jeść lub spać, wraca do zachowań, z których już wyrosło, albo lęk obejmuje także rozstania poza przedszkolem, warto porozmawiać z pediatrą i psychologiem dziecięcym. Pisałem o tym, jak rodzina nieświadomie podtrzymuje lęk dziecka, w tekście o lęku przed szkołą i akomodacji rodzinnej.

    Spojrzenie z dwóch stron

    Psychotraumatologia jako mapa. Płacz, przywieranie do nogi i wieczorne wybuchy to nie są objawy zaburzenia. To układ przywiązania, który działa tak, jak powinien: w obcym miejscu dziecko woła bazę, a kiedy baza wraca, rozładowuje napięcie zgromadzone przez cały dzień. Warto natomiast zauważyć, co płacz dziecka robi z rodzicem. Część dorosłych przeżywa rozstanie w szatni mocniej niż dziecko, bo odzywa się w nich coś własnego. Nie trzeba od razu szukać w tym traumy. Wystarczy zauważyć, że wtedy trudniej być spokojną bazą.

    TSR jako kompas. W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach nie zaczynam od najgorszego poranka. W gabinecie z rodzicami przedszkolaków pytam zwykle o ten, który poszedł choć trochę lżej. Prawie zawsze taki był: inna pani przy drzwiach, ulubiona zabawka w kieszeni, wcześniejsza godzina, tata zamiast mamy. To nie przypadek, tylko wskazówka, co już działa.

    Kompas: jak wspierać dziecko w adaptacji

    Skala. Na skali od 0 do 10, gdzie 0 oznacza, że każde rozstanie jest dramatem dla was obojga, a 10, że dziecko wchodzi do sali wystarczająco spokojnie, gdzie jesteście dziś? Co sprawia, że to nie jest o jeden punkt mniej?

    Wyjątki. Który poranek w ostatnich dniach był choć trochę łatwiejszy? Co wtedy było inaczej: kto odprowadzał, kto odbierał dziecko w drzwiach, ile było czasu, co mówiłeś albo mówiłaś na pożegnanie?

    Preferowana przyszłość. Po czym poznasz, że adaptacja idzie wystarczająco dobrze, nawet jeśli płacz jeszcze się zdarza? Co zauważy nauczycielka? Co zauważysz ty wieczorem w domu?

    Zasoby. Co już dziś pomaga, choćby trochę: rytuał w szatni, piosenka w drodze, przytulanka, krótszy dzień w piątek?

    Druga baza. Kto w przedszkolu jest dla twojego dziecka osobą, do której idzie, kiedy jest mu źle? Jeśli jeszcze nie wiesz, to też jest informacja.

    Jeden mały krok na ten tydzień

    Jutro przy odbiorze zapytaj nauczycielkę o jeden konkretny moment dnia, w którym dziecko było spokojne albo czymś zajęte, i przy kim wtedy było. Nie pytaj „czy płakał?”, tylko „kiedy było mu dziś najlepiej?”. Zapisz odpowiedź jednym zdaniem. Po kilku dniach zobaczysz, gdzie w przedszkolu twoje dziecko już ma oparcie, i dasz nauczycielce sygnał, że ta relacja jest dla ciebie ważna.

    Jeśli wieczorne wybuchy wyprowadzają cię z równowagi, przeczytaj tekst o tym, co naprawdę robi krzyk na dziecko. Jeśli to ty najbardziej denerwujesz się przed pożegnaniem w szatni, pomocne może być proste ćwiczenie opisane w tekście o mówieniu do siebie w stresie.

    Kiedy adaptacja zjada także rodzica

    Czasem przedszkole idzie całkiem nieźle, a to rodzic nie może się pozbierać: poczucie winy przy pracy, lęk pod oknem sali, kłótnie w domu o to, czy „to był dobry pomysł”. Warto wtedy porozmawiać z kimś z zewnątrz. Pracuję w nurcie skoncentrowanym na rozwiązaniach, z uwzględnieniem wiedzy o przywiązaniu, i szukamy razem tego, co już działa u was, a nie w poradniku. Spotkanie online można umówić na godzinę, kiedy dziecko jest w przedszkolu albo śpi, bez organizowania opieki.

    Umów konsultację online. Na pierwszym spotkaniu opowiesz, jak wyglądają wasze poranki i wieczory, a ja pomogę ci znaleźć jeden punkt zaczepienia na najbliższy tydzień.

    Źródła

    • Ahnert, L., Eckstein-Madry, T., Piskernik, B., Porges, S. W., Lamb, M. E. (2021). Infants’ stress responses and protest behaviors at childcare entry and the role of care providers. Developmental Psychobiology, 63(6), e22156. doi:10.1002/dev.22156
    • Ahnert, L., Gunnar, M. R., Lamb, M. E., Barthel, M. (2004). Transition to child care: Associations with infant-mother attachment, infant negative emotion, and cortisol elevations. Child Development, 75(3), 639–650. doi:10.1111/j.1467-8624.2004.00698.x
    • Ahnert, L., Pinquart, M., Lamb, M. E. (2006). Security of children’s relationships with nonparental care providers: A meta-analysis. Child Development, 77(3), 664–679. doi:10.1111/j.1467-8624.2006.00896.x
    • Badanes, L. S., Dmitrieva, J., Watamura, S. E. (2012). Understanding cortisol reactivity across the day at child care: The potential buffering role of secure attachments to caregivers. Early Childhood Research Quarterly, 27(1), 156–165. doi:10.1016/j.ecresq.2011.05.005
    • de Vet, S. M., Vrijhof, C. I., van der Veek, S. M. C., Linting, M., Vermeer, H. J. (2023). Young children’s cortisol levels at out-of-home child care: A meta-analysis. Early Childhood Research Quarterly, 63, 204–218. doi:10.1016/j.ecresq.2022.12.015
    • Tervahartiala, K., Karlsson, L., Pelto, J., Kortesluoma, S., Hyttinen, S., Ahtola, A., … i wsp. (2020). Toddlers’ diurnal cortisol levels affected by out-of-home, center-based childcare and at-home, guardian-supervised childcare: Comparison between different caregiving contexts. European Child & Adolescent Psychiatry, 29(9), 1217–1229. doi:10.1007/s00787-019-01432-3

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku