Przejdź do treści
Strona główna » Mówienie do siebie. Zamiana jednego słowa zmieniała to, jak ludzie radzili sobie ze stresem

Mówienie do siebie. Zamiana jednego słowa zmieniała to, jak ludzie radzili sobie ze stresem

    Opisana niżej sytuacja jest złożona z kilku historii i zmieniona tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.

    Pan Tomek za dwadzieścia minut prezentuje projekt przed zarządem. Stoi w łazience i w głowie ma jedno zdanie, powtarzane w kółko: „Tylko tego nie zawal. Tylko tego nie zawal”. Z każdym powtórzeniem ręce drżą mocniej.

    Na sesji pytam, co mówi do siebie w takich chwilach. Odpowiada, że próbował afirmacji: „jestem pewny siebie”. „Ale to brzmi jak kłamstwo, więc wracam do «nie zawal»”.

    Mówimy do siebie wszyscy i przez cały dzień. Pytanie nie brzmi, czy to robić, tylko jak. Okazuje się, że różnicę potrafi zrobić jedno słowo.

    „Ja” czy „ty”: eksperymenty z zaimkiem

    Zespół z Uniwersytetu Michigan przeprowadził siedem badań na łącznie 585 osobach. Uczestnicy przygotowywali się do stresujących zadań: mieli zrobić dobre pierwsze wrażenie albo wygłosić publiczne przemówienie. Połowa myślała o sytuacji, używając słowa „ja”. Druga połowa zwracała się do siebie po imieniu albo w drugiej lub trzeciej osobie.

    Osoby mówiące do siebie po imieniu:

    • były mniej zdenerwowane,
    • wypadały lepiej w ocenie niezależnych obserwatorów,
    • po wystąpieniu rzadziej rozpamiętywały, co poszło źle,
    • częściej postrzegały nadchodzące trudności jako wyzwanie, a rzadziej jako zagrożenie.

    Ważny szczegół: efekty nie zależały od poziomu lęku społecznego. Działały także u osób, które takich sytuacji boją się najbardziej.

    Dlaczego to działa: dystans bez wysiłku

    Kiedy mówisz do siebie „ja”, jesteś w środku sytuacji. Kiedy mówisz „Tomek, co teraz jest do zrobienia?”, patrzysz na siebie trochę tak, jak patrzysz na przyjaciela. A przyjaciołom zwykle doradzamy spokojniej i mądrzej niż sobie.

    Kolejne dwa badania sprawdziły, co dzieje się wtedy w mózgu. Uczestnicy oglądali nieprzyjemne zdjęcia albo przypominali sobie bolesne wspomnienia, myśląc o nich w pierwszej osobie albo używając własnego imienia. Mówienie do siebie po imieniu zmniejszało wskaźniki emocjonalnej reakcji już w pierwszej sekundzie. Nie zwiększało przy tym aktywności obszarów związanych z wysiłkową kontrolą. Autorzy wnioskują, że może to być stosunkowo „tania” forma samoregulacji: nie trzeba się zmuszać, wystarczy zmienić perspektywę.

    Instrukcja zamiast zaklęcia

    Drugie źródło wiedzy o mówieniu do siebie to psychologia sportu. Metaanaliza 32 badań wykazała umiarkowany korzystny wpływ ćwiczonej mowy do siebie na wyniki sportowe (0,48). Najlepiej działała przy zadaniach precyzyjnych i nowych. Przy zadaniach precyzyjnych instrukcje („łokieć wyżej”, „patrz na piłkę”) sprawdzały się lepiej niż hasła motywacyjne. Lepsze efekty dawały też programy, w których mowę do siebie ćwiczono, a nie tylko o niej informowano.

    Warto zestawić to z tym, co wiemy o afirmacjach. Powtarzanie ogólnych zdań o sobie u osób z niską samooceną potrafi pogorszyć nastrój, o czym piszę w tekście o afirmacjach. Mowa do siebie, która ma dane, jest zwykle konkretna i skierowana na działanie, a nie na ocenę siebie.

    Trzy sposoby mówienia do siebie. Afirmacja, na przykład „Jestem pewny siebie”: ryzyko sprzeciwu, u osób z niską samooceną powtarzanie ogólnych zdań o sobie pogarszało nastrój. Zdystansowana, na przykład „Tomek, co teraz jest do zrobienia?”: mniej stresu i lepszy występ w 7 badaniach na 585 osobach, także u osób z lękiem społecznym. Instruktażowa, na przykład „Oddech. Pierwsze zdanie.”: pomaga w precyzyjnych zadaniach, 32 badania w sporcie, efekt umiarkowany 0,48, lepszy po treningu.
    Trzy sposoby mówienia do siebie i to, co wiadomo o każdym z nich.

    Czego z tych danych nie wolno wyciągnąć

    • Że wystarczy zmienić zaimek, żeby lęk zniknął. Efekty były mierzone w laboratorium, przy krótkich zadaniach i u osób bez rozpoznanych zaburzeń. To pomoc w chwili stresu, a nie leczenie.
    • Że wyniki sportowe przenoszą się jeden do jednego na emocje. Instrukcja „łokieć wyżej” pomaga w rzucie, ale nie ma prostego odpowiednika przy żałobie czy rozstaniu.
    • Że wszystkie badania są jednoznaczne. Badania prowadzono w warunkach laboratoryjnych, a pomiary w mózgu dotyczyły reakcji na zdjęcia i wspomnienia w laboratorium, a nie codziennego kryzysu.
    • Że mówienie do siebie po imieniu musi brzmieć naturalnie. Po polsku często wygodniejsza jest druga osoba: „Dasz radę, zacznij od pierwszego slajdu”. Liczy się dystans, a nie gramatyczna forma.

    Spojrzenie psychotraumatologa

    Mowa wewnętrzna często brzmi głosem kogoś z przeszłości. „Nie zawal” pana Tomka okazało się niemal dosłownym zdaniem ojca sprzed trzydziestu lat. Dlatego zmiana perspektywy bywa tak pomocna: pozwala usłyszeć, że to zdanie nie jest obiektywną oceną, tylko starym nagraniem. Więcej o tym, jak słowa z dzieciństwa działają w dorosłości, piszę w tekście o słowach rodziców.

    Jedno ważne rozróżnienie. Mowa wewnętrzna to twoje własne myśli, nawet jeśli brzmią surowo. Jeśli słyszysz głosy, które wydają się pochodzić z zewnątrz, komentują cię albo wydają polecenia, to inna sytuacja i warto skonsultować ją z lekarzem psychiatrą.

    Kompas TSR: jak rozmawiać ze sobą, żeby to pomagało

    1. Zauważ, co mówisz. Przez jeden dzień zapisuj zdania, które pojawiają się w stresujących momentach. Nie zmieniaj ich jeszcze. Jeśli większość brzmi jak alarm przed błędem, zajrzyj też do tekstu o lęku wysokofunkcjonującym.
    2. Zapytaj siebie po imieniu. Zamiast „dlaczego ja zawsze się stresuję?” spróbuj: „Tomek, czego teraz potrzebujesz?”.
    3. Zamień ocenę na instrukcję. Zamiast „nie zawal” powiedz sobie, co masz zrobić: „Oddech. Pierwsze zdanie. Patrz na osobę, która kiwa głową”.
    4. Poszukaj wyjątków. Kiedy ostatnio w trudnej sytuacji mówiłaś lub mówiłeś do siebie w sposób, który pomógł? Jak to brzmiało?
    5. Użyj skali. Jeśli 10 oznacza „mówię do siebie tak, jak mówiłbym do przyjaciela”, gdzie jesteś? Co przesunęłoby cię o jeden punkt?
    6. Ćwicz przed, a nie tylko w trakcie. Badania sportowe pokazują, że mowa do siebie działa lepiej, gdy jest wytrenowana. Powtórz swoje zdania kilka razy w spokojnej chwili.

    Pan Tomek przed kolejną prezentacją powiedział do siebie w łazience: „Tomek, znasz ten projekt lepiej niż ktokolwiek na tej sali. Zacznij od liczb”. Na skali stresu dał sobie 6 zamiast 9. Dodał, że pierwszy raz nie słyszał w głowie ojca.

    Jeden mały krok na dziś

    Kiedy dziś coś cię zdenerwuje, zadaj sobie jedno pytanie, zwracając się do siebie po imieniu: „[Imię], co jest teraz najważniejsze do zrobienia?”. Zauważ, czy odpowiedź brzmi inaczej niż zwykle.

    Jeśli twoja mowa wewnętrzna najczęściej przyjmuje formę zamartwiania się, zajrzyj do tekstu o zamartwianiu się. Jeśli w głowie brzmi głównie „myśl pozytywnie”, przeczytaj, dlaczego presja, żeby nie czuć się źle, nasila smutek. A gdy wewnętrzny głos podpowiada, że coś wisi w powietrzu, pomocny będzie tekst o tym, kiedy ufać intuicji.

    Kiedy warto porozmawiać z terapeutą

    Jeśli wewnętrzny głos jest tak krytyczny, że paraliżuje działanie, jeśli brzmi jak ktoś, kto kiedyś cię ranił, albo jeśli rozpamiętywanie po każdej trudnej sytuacji trwa dniami, warto pracować z tym w terapii.

    Prowadzę terapię online w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach. Pomogę ci znaleźć sposób mówienia do siebie, który wspiera, zamiast osłabiać. Umów pierwszą rozmowę.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku