Kasia skończyła terapię traumy kilka miesięcy temu. Koszmary wracają rzadko, w pracy jest spokojniej, przestała omijać ulicę, na której to się stało. Tylko w sypialni nic się nie zmieniło. W połowie zbliżenia „odpływa”: patrzy na siebie jakby z sufitu, nie czuje dotyku, czeka, aż się skończy. Partner pyta, czy robi coś źle. Ona nie umie odpowiedzieć, bo sama nie wie, dlaczego to się dzieje, skoro „trauma jest już przepracowana”.
Opis jest kompozycją kilku sytuacji z gabinetu, zmienioną tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej osoby.
Seksualność po traumie to obszar, który bardzo często zostaje na marginesie leczenia. Pacjenci rzadko o nim mówią, a specjaliści rzadko pytają. Tymczasem badania pokazują coś, co dla wielu osób jest zaskoczeniem: skuteczne leczenie zespołu stresu pourazowego nie naprawia przy okazji trudności w życiu seksualnym. Trzeba się nimi zająć wprost.
Co dzieje się z seksualnością po traumie
W nowym podręczniku Seksuologia (PWN) Michał Lew-Starowicz zwraca uwagę, że PTSD, niezależnie od rodzaju zdarzenia, które je wywołało, często idzie w parze z trudnościami seksualnymi: spadkiem pożądania, problemami z erekcją, bólem przy współżyciu. Osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej, mogą później, w zupełnie dobrowolnym i bezpiecznym kontakcie, przeżywać nawroty wspomnień, emocjonalne odrętwienie albo dysocjację, czyli poczucie odcięcia od ciała i chwili. Do tego dochodzą wstyd, poczucie winy i trudność z zaufaniem, które sprawiają, że bliskość w ogóle wydaje się ryzykowna.
To nie dotyczy wyłącznie przemocy seksualnej. Podobne trudności opisuje się u weteranów wojennych, osób po wypadkach czy po przemocy w dzieciństwie, która nie miała charakteru seksualnego.
Dlaczego ciało myli podniecenie z zagrożeniem
Rachel Yehuda, Amy Lehrner i Talli Rosenbaum zaproponowały model, który dobrze tłumaczy, co przeżywa Kasia. Podniecenie seksualne i reakcja lękowa korzystają w dużej mierze z tych samych mechanizmów fizjologicznych. W obu przypadkach serce bije szybciej, oddech przyspiesza, mięśnie się napinają, ciało jest pobudzone. U osoby po traumie układ nerwowy bywa nastawiony na wychwytywanie zagrożenia. Pobudzenie potrzebne do przyjemności zostaje wtedy odczytane jako sygnał alarmowy i uruchamia to, co w traumie kiedyś pomogło przetrwać: walkę, ucieczkę albo odcięcie.
Według autorek trudność nie polega więc na braku pożądania, tylko na niemożności skierowania pobudzenia tam, gdzie miało iść. Jedni reagują nadmiernym napięciem i natrętnymi obrazami, inni wyłączeniem czucia. Dysocjacja w trakcie seksu nie jest zatem dowodem, że „coś jest nie tak z tobą” ani że partner robi coś źle. To stara strategia ochronna, która włącza się w sytuacji, w której nie jest już potrzebna.
Czasem samo rozpoznanie zmienia wiele. Gdy Kasia zrozumiała, że jej ciało reaguje na pobudzenie, a nie na partnera, przestała traktować każde „odpłynięcie” jako dowód, że jest zepsuta. A on przestał traktować je jako ocenę siebie.

Leczenie traumy nie wystarcza
Ciarán O’Driscoll i Esther Flanagan przeanalizowali badania z losowym przydziałem, w których kobiety po traumie seksualnej leczono z powodu PTSD i jednocześnie mierzono ich funkcjonowanie seksualne. Do metaanalizy weszły cztery dobrej jakości badania obejmujące 799 kobiet. W porównaniu z grupami kontrolnymi leczenie PTSD praktycznie nie zmieniało trudności seksualnych: różnice były bliskie zera. W trakcie terapii trudności seksualne nieco się zmniejszały, ale w grupach kontrolnych działo się to w podobnym stopniu.
To ten sam wzór, który opisywałem przy okazji snu po traumie: objawy PTSD słabną, a bezsenność zostaje, bo ma własne mechanizmy podtrzymujące. Z seksualnością jest podobnie. Unikanie, napięcie w ciele, przekonania o sobie i o bliskości utrwalają się osobno i nie znikają tylko dlatego, że wspomnienia straciły ostrość.
Co pomaga, gdy zajmiemy się tym obszarem bezpośrednio? W badaniu Cindy Meston i współpracowników 70 kobiet z historią wykorzystania seksualnego w dzieciństwie przez pięć półgodzinnych sesji pisało o swoich doświadczeniach. Jedna grupa pisała o samej traumie, druga o tym, jak wpłynęła ona na ich obraz siebie jako osoby seksualnej. W obu grupach zmniejszyły się objawy depresji i PTSD. Jednak to kobiety piszące o wpływie traumy na swoją seksualność znacząco częściej wychodziły z trudności seksualnych. W kolejnym badaniu tego zespołu, obejmującym 138 kobiet, wątek przemocy po takim pisaniu zajmował mniej miejsca w tym, jak opisywały siebie jako osoby seksualne.
Ciekawy jest też wynik eksperymentu Elizabeth Bird i współpracowników. Siedemdziesiąt kobiet oglądało materiał erotyczny w laboratorium. Alkohol zwiększał dysocjację. U kobiet, które nie dostały żadnej instrukcji, im cięższe było wykorzystanie w dzieciństwie, tym silniejsza dysocjacja. U tych, które poproszono, żeby się rozluźniły i pozwoliły sobie na podniecenie, tego związku już nie było. Sposób, w jaki kierujemy uwagą, ma więc znaczenie.
Czego z tych badań nie wolno zrobić
Po pierwsze, nie wolno z nich wyczytać, że każda osoba po traumie będzie miała trudności seksualne. Wiele osób ich nie ma, a ich brak nie oznacza, że trauma „była mniejsza”.
Po drugie, większość badań dotyczy kobiet po przemocy seksualnej, a próby są małe. O mężczyznach i o innych rodzajach traumy wiemy znacznie mniej. Eksperyment Bird odbywał się w laboratorium, a nie w realnej relacji, więc to wskazówka, a nie gotowa recepta.
Po trzecie, pisanie o doświadczeniach nie jest dobrym pomysłem na własną rękę, gdy dysocjacja jest silna, pojawiają się myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo każde wspomnienie zalewa na wiele godzin. Wtedy potrzebna jest praca z kimś, kto pomoże dawkować kontakt z trudnymi treściami.
Po czwarte, decyzja, żeby przez jakiś czas nie mieć kontaktów seksualnych, jest uprawnionym wyborem, a nie objawem do wyleczenia. Celem nie jest „powrót do seksu za wszelką cenę”, tylko odzyskanie wyboru. Jeśli w obecnym związku pojawia się przymus albo przemoc, pierwszym pytaniem jest bezpieczeństwo, o czym piszę w tekście o trauma bondingu.
Co może pomóc w praktyce
Kilka rozwiązań, które w gabinecie często okazują się pomocne, a które wynikają z opisanego mechanizmu. Umówiony sygnał „stop” albo „pauza”, który można dać w każdej chwili bez tłumaczenia się. Otwarte oczy, zapalone światło, wypowiadanie imienia partnera, bo wszystko, co zakotwicza w „tu i teraz”, utrudnia przeniesienie się w przeszłość. Wolniejsze tempo i możliwość prowadzenia. Rezygnacja z alkoholu jako „rozluźniacza”, bo badania pokazują, że raczej sprzyja odcięciu. I rozmowa z partnerem poza sypialnią, w której oboje wiedzą, że odpłynięcie nie jest oceną drugiej osoby.
Ważną rolę odgrywa też wstyd. Ukrywanie trudności przed partnerem i przed sobą zwykle go podtrzymuje, o czym piszę w tekście „Wstyd każe się ukryć”.
Kompas TSR: jak szukać bezpieczniejszej bliskości
Skala obecności. Na skali od 0 do 10, gdzie 0 oznacza „całkowicie mnie nie ma”, a 10 „jestem w pełni w swoim ciele i w tej chwili”, gdzie zwykle jesteś podczas bliskości? To pytanie mówi więcej niż „czy było dobrze”.
Wyjątki. Czy zdarzyła się sytuacja, w której byłaś lub byłeś bardziej obecny? Pora dnia, światło, kto zaczynał, jakie było tempo, o czym rozmawialiście wcześniej? W wyjątkach zwykle kryją się warunki bezpieczeństwa, których ciało potrzebuje.
Jeden warunek. Który z tych warunków dałoby się powtórzyć w tym tygodniu? Nie wszystkie, jeden.
O jeden punkt wyżej. Co musiałoby się wydarzyć, żeby na skali obecności było o jeden punkt więcej? Często odpowiedź dotyczy nie seksu, tylko dotyku, który nie musi do niczego prowadzić.
Preferowana przyszłość. Wyobraź sobie, że pewnego dnia bliskość jest dla ciebie miejscem, w którym czujesz się u siebie. Po czym poznasz, że to już ten dzień? Co zauważy partner?
Jeden mały krok
Napisz dla siebie kilka zdań, nie o tym, co się stało, tylko o tym, jak to wpłynęło na twój stosunek do ciała i bliskości. Nie musisz ich nikomu pokazywać. Jeśli w trakcie pisania pojawia się zalewające napięcie, przerwij, rozejrzyj się po pokoju i nazwij pięć rzeczy, które widzisz. To też jest informacja: że ten obszar warto przejść z kimś.
Trauma potrafi zostawić ślad w miejscu, o którym najtrudniej mówić, i właśnie dlatego tak często zostaje w nim najdłużej. W mojej pracy łączę psychotraumatologię z terapią skoncentrowaną na rozwiązaniach i pracuję zarówno z osobami indywidualnie, jak i z parami. Spotkania odbywają się online, co dla wielu osób ułatwia rozmowę o tak osobistych sprawach z własnego, bezpiecznego miejsca. Umów się na pierwszą rozmowę.
Powiązane teksty: czy można wymazać traumę, lęk przed porażką w łóżku i rozmowa o seksie w związku.
Źródła
- Bird, E. R. i wsp. (2016). Women’s sex-related dissociation: the effects of alcohol intoxication, attentional control instructions, and history of childhood sexual abuse. Journal of Sex & Marital Therapy, 43(2), 121–131. doi:10.1080/0092623X.2015.1124304
- Meston, C. M., Lorenz, T. A., Stephenson, K. R. (2013). Effects of expressive writing on sexual dysfunction, depression, and PTSD in women with a history of childhood sexual abuse: results from a randomized clinical trial. The Journal of Sexual Medicine, 10(9), 2177–2189. doi:10.1111/jsm.12247
- O’Driscoll, C., Flanagan, E. (2016). Sexual problems and post-traumatic stress disorder following sexual trauma: a meta-analytic review. Psychology and Psychotherapy: Theory, Research and Practice, 89(3), 351–367. doi:10.1111/papt.12077
- Pulverman, C. S. i wsp. (2016). Changes in the sexual self-schema of women with a history of childhood sexual abuse following expressive writing treatment. Psychological Trauma, 9(2), 181–188. doi:10.1037/tra0000163
- Yehuda, R., Lehrner, A., Rosenbaum, T. Y. (2015). PTSD and sexual dysfunction in men and women. The Journal of Sexual Medicine, 12(5), 1107–1119. doi:10.1111/jsm.12856
- Lew-Starowicz, M., Beisert, M., Grabski, B. (red.) (2026). Seksuologia, t. 2. Wydawnictwo Naukowe PWN.
