Od śmierci męża minęło osiem miesięcy. Pani Ewa przychodzi na pierwszą sesję z kartką wydrukowaną z internetu: zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja. Przy gniewie postawiła znak zapytania, przy zaprzeczeniu krzyżyk.
– Zaprzeczenia chyba w ogóle nie było. Od pierwszego dnia wiedziałam, że go nie ma. Przez dwa miesiące radziłam sobie dobrze, nawet za dobrze. A teraz jest gorzej niż na początku. Nie wiem, na którym etapie jestem. Czy ja się cofam?
Kenneth Doka, jeden z najbardziej znanych badaczy żałoby, otwiera swoją książkę Żałoba jest podróżą niemal tą samą historią. I niemal od razu odpowiada: nie, to nie jest cofanie się. Pogorszenie kilka tygodni lub miesięcy po stracie zdarza się bardzo często. Mija szok, kończą się formalności, ludzie, którzy byli obok, wracają do swoich spraw. Dopiero wtedy strata zostaje z człowiekiem sam na sam.
Pani Ewa nie ma problemu z żałobą. Ma problem z mapą, którą dostała. Ten tekst jest o tym, skąd ta mapa się wzięła, co pokazały badania, które miały ją sprawdzić, i czym warto ją zastąpić.
Opisana historia jest złożona z kilku sytuacji i zmieniona tak, by nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.
Skąd się wzięło pięć etapów
Pięć etapów opisała Elisabeth Kübler-Ross w książce Rozmowy o śmierci i umieraniu z 1969 roku. Opisywała ludzi, którzy sami umierali w szpitalu, nie tych, którzy stracili bliskich. W tej samej książce odniosła etapy także do rodzin chorych, a wprost do żałoby po śmierci bliskiej osoby dopiero w 2005 roku, w książce napisanej z Davidem Kesslerem. Model z obserwacji umierających pacjentów stał się w ten sposób najpopularniejszym opisem żałoby na świecie.
Popularność jest ogromna. Kübler-Ross szacowała, że już na początku lat 80. etapy wykładano na około 125 tysiącach kursów dla lekarzy, pielęgniarek, duchownych i pracowników socjalnych. W 2021 roku holenderscy badacze przejrzeli 72 strony o żałobie, które wyszukiwarka pokazuje osobom szukającym pomocy. Model pięciu etapów przedstawiało 44 z nich, czyli 61%, a większość robiła to bez słowa zastrzeżenia (Avis, Stroebe i Schut, 2021).
Jeśli ktoś doświadczający straty chce się dowiedzieć, „co go czeka”, prawie na pewno trafi na etapy. I prawie na pewno przeczyta je jako rozkład jazdy.
Badanie, które miało je potwierdzić
Przez niemal czterdzieści lat nikt nie sprawdził etapów porządnie. Zrobił to dopiero zespół z Yale: w 2007 roku w piśmie „JAMA” opisał 233 osoby w żałobie po śmierci bliskiego z przyczyn naturalnych, badane od pierwszego do dwudziestego czwartego miesiąca po stracie (Maciejewski i wsp., 2007). Mierzono pięć reakcji: niedowierzanie, tęsknotę, gniew, przygnębienie i akceptację.
Wynik trafił do mediów jako potwierdzenie teorii etapów. Kiedy jednak przeczyta się go dokładnie, obraz jest zupełnie inny.
- Niedowierzanie nie dominowało na początku. Już w pierwszym miesiącu nie było najczęstszą reakcją.
- Najczęściej zgłaszaną reakcją, od pierwszego miesiąca do końca badania, była akceptacja. Ludzie od samego początku przyjmowali do wiadomości, że bliska osoba nie żyje, i jednocześnie cierpieli.
- Najsilniejszym trudnym przeżyciem przez cały czas była tęsknota. Tęsknoty w modelu Kübler-Ross nie ma. Targowania się, które w nim jest, nie mierzono w ogóle.
Skąd więc „potwierdzenie”? Badacze przeskalowali każdą z pięciu krzywych względem jej własnego maksimum i porównali, kiedy która osiąga szczyt. Wtedy wyszła kolejność: niedowierzanie najwyższe na początku, tęsknota najmocniejsza około czwartego miesiąca, gniew około piątego, przygnębienie około szóstego, a akceptacja rosnąca przez cały czas.
To jednak nie są etapy, przez które się przechodzi, jak przez kolejne pokoje. To nakładające się na siebie fale, z których każda osiąga szczyt w trochę innym momencie, a akceptacja płynie obok nich od pierwszego dnia. Dlatego w 2017 roku Margaret Stroebe, jedna z najważniejszych badaczek żałoby, napisała wprost, że teorię etapów należy odłożyć na półkę historii: nie ma dla niej solidnych dowodów, nie pomaga odróżnić żałoby, która potrzebuje wsparcia, od tej, która go nie potrzebuje, a oczekiwanie, że „powinno się” przez nie przejść, może szkodzić tym, którzy tego nie robią (Stroebe, Schut i Boerner, 2017).
Pani Ewa jest dokładnie w środku tych danych. Akceptacja od pierwszego dnia, tęsknota rosnąca przez kilka miesięcy. Nie cofa się. Jej żałoba wygląda tak, jak u większości osób w badaniu, które rzekomo potwierdziło etapy.
Co widać, gdy zbada się ludzi jeszcze przed stratą
Większość badań nad żałobą ma jedną słabość: zaczyna się po śmierci. Nie wiadomo więc, jak ktoś czuł się wcześniej. Zespół George’a Bonanno z Uniwersytetu Columbia miał wyjątkową okazję. Duże badanie starszych małżeństw w USA objęło ludzi kilka lat przed tym, zanim któreś z nich owdowiało. 205 osób, które w tym czasie straciły współmałżonka, zbadano ponownie sześć i osiemnaście miesięcy po śmierci (Bonanno i wsp., 2002; Bonanno, Wortman i Nesse, 2004).

Najczęstszym wzorcem była prężność: prawie połowa osób miała mało objawów żałoby i nie zareagowała wzrostem depresji ani po pół roku, ani po półtora roku. Wzorzec, który najbardziej przypomina potoczny obraz „przejścia przez żałobę”, czyli wyraźne nasilenie cierpienia, a potem powrót do stanu sprzed straty, dotyczył co dziewiątej osoby.
Dwie rzeczy są tu ważne. Po pierwsze, prężność nie oznaczała chłodu. Bonanno podkreśla, że nie były to osoby obojętne ani słabiej przywiązane do współmałżonka. Smuciły się, tęskniły, tylko smutek nie przejmował kontroli nad ich życiem. Po drugie, u części osób po stracie było lepiej niż przed nią. To nie jest wstydliwy wyjątek. Kiedy śmierć kończy długą, wyczerpującą chorobę, ulga jest jedną z częstych reakcji i nie przekreśla miłości. Więcej o tym, co dzieje się w rodzinie w czasie takiej choroby, piszę w tekście „Gdy słyszysz: to nieuleczalne”.
Jeśli nie etapy, to co
Doka porównuje żałobę do jazdy kolejką górską. Są wzniesienia i spadki, niektóre przewidywalne: święta, urodziny, rocznica śmierci, pora roku, w której wszystko się wydarzyło. Inne przychodzą znikąd, przy piosence w sklepie albo przy radosnym wydarzeniu, którym nie można się już podzielić. Z czasem złe dni zwykle robią się rzadsze, krótsze i mniej gwałtowne. Ale nie ma jednej chwili, w której „etap się kończy”.
Najlepiej opisuje to model podwójnego procesu Margaret Stroebe i Henka Schuta. Człowiek w żałobie przechodzi tam i z powrotem między dwoma nastawieniami:
- zwróceniem ku stracie: tęsknotą, płaczem, wspomnieniami, rozmową o zmarłym, oglądaniem zdjęć,
- zwróceniem ku odbudowie: sprawami do załatwienia, nowymi obowiązkami, uczeniem się rzeczy, którymi zajmowała się zmarła osoba, ale też zwykłym odpoczynkiem od żałoby.
Zdrowa żałoba to nie ruch po linii prostej od bólu do akceptacji, tylko to wahadło. Dzień, w którym ktoś się śmiał, nie jest zdradą. Tydzień, w którym wszystko wróciło, nie jest porażką. Kłopot zaczyna się raczej wtedy, gdy wahadło się zatrzymuje: gdy człowiek przez długi czas jest tylko w stracie albo tylko ucieka od niej w zajęcia.
Zmienia się też sam cel żałoby. Przez dziesięciolecia uważano, że chodzi w niej o to, by „pozwolić odejść”. Doka nazywa ten mit najbardziej szkodliwym ze wszystkich. Więź ze zmarłym nie znika, tylko zmienia formę: w pamięci, w wartościach, które się po nim przejęło, w rytuałach, w przedmiotach. O tym, dlaczego tak trudno rozstać się z rzeczami po bliskiej osobie, piszę w tekście „Nie umiem wyrzucać rzeczy”.
Czego z tych danych nie wolno wyciągać
Łatwo byłoby teraz zamienić jedną normę na drugą. Dlatego kilka zastrzeżeń.
„Prawie połowa jest prężna” to opis, nie wymóg. Jeśli ktoś nie jest w tej grupie, nie znaczy to, że radzi sobie źle. To dokładnie ta sama pułapka co z etapami: wziąć przeciętną z badania i przyłożyć ją do siebie jak linijkę.
Badanie Bonanno dotyczy starszych osób po śmierci współmałżonka, w dużej części po chorobie. Nie mówi wiele o śmierci dziecka, o samobójstwie bliskiej osoby, o wypadku ani o śmierci gwałtownej. Badania nad stratą nagłą i gwałtowną pokazują wyraźnie więcej przewlekłej żałoby.
Badanie z Yale to jedno badanie, z pięcioma pojedynczymi pytaniami i wyłącznie ze zgonami z przyczyn naturalnych. Jego najciekawsze wyniki są niezgodne z teorią etapów, ale samo w sobie niczego ostatecznie nie rozstrzyga.
Nie wiadomo jeszcze, czy sama wiara w etapy szkodzi. Obawa, że etapy wpędzają ludzi w poczucie, że „przeżywają żałobę źle”, jest powszechna wśród badaczy, ale dopiero zaczęto ją mierzyć. W pierwszym badaniu z tym narzędziem przekonanie o etapach nie wiązało się wyraźnie z gorszym funkcjonowaniem, choć próba składała się głównie z dobrze wykształconych kobiet (Avis i wsp., 2026). Praktyczny wniosek jest więc skromny: jeśli słowo „gniew” pomaga ci rozpoznać, co czujesz, korzystaj z niego. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy mapa zamienia się w rozkład jazdy i zaczynasz sprawdzać, czy się nie spóźniasz.
Kiedy żałoba potrzebuje pomocy
Brak etapów nie znaczy, że każda żałoba poradzi sobie sama. Od kilku lat obie główne klasyfikacje chorób mają rozpoznanie przedłużonej żałoby: ICD-11 po co najmniej sześciu miesiącach od straty, amerykański DSM-5-TR po dwunastu. Chodzi o stan, w którym tęsknota albo pochłonięcie myślami o zmarłym są stale bardzo silne, towarzyszy im intensywny ból, a całość wyraźnie utrudnia codzienne życie i wykracza poza to, czego oczekuje się w danej kulturze i środowisku. W metaanalizie czternastu badań po stracie niegwałtownej kryteria takiej żałoby spełniała mniej więcej co dziesiąta osoba w żałobie (Lundorff i wsp., 2017).
Zwróć uwagę, czego w tej definicji nie ma: płaczu, gniewu, braku płaczu, kolejności przeżyć. Liczy się to, czy żałoba zajmuje całe życie i czy to trwa.
Po pomoc warto sięgnąć wcześniej, jeśli od tygodni prawie nie śpisz albo nie jesz, jeśli alkohol lub leki uspokajające stają się głównym sposobem na przetrwanie dnia, jeśli całkowicie odcinasz się od ludzi albo jeśli czujesz, że życie przestało mieć sens. Myśli o tym, żeby nie żyć albo „dołączyć” do zmarłej osoby, to sygnał do kontaktu z pomocą od razu, nie za kilka miesięcy. W nagłej sytuacji dzwoń pod 112. Całodobowe i bezpłatne numery wsparcia znajdziesz na stronie numery pomocowe.
Kompas TSR: zamiast pytać o etap
W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach nie szukamy etapu, na którym ktoś utknął. Pytamy o to, co pomaga nieść stratę, i o to, czego potrzeba więcej. Kilka pytań, które możesz zadać sobie albo komuś bliskiemu.
- Skala zamiast etapu. Na skali od 0 do 10, gdzie 10 oznacza „w tej sytuacji daję sobie radę z dniem tak, jak bym chciał(a)”, a nie „już nie boli”: gdzie jesteś dziś? A co sprawia, że nie niżej?
- Pytanie o radzenie sobie. Jak to robisz, że mimo wszystko wstajesz, idziesz do pracy, karmisz psa? To nie jest oczywiste. To są twoje zasoby.
- Wyjątki. Który dzień w ostatnim tygodniu był choć trochę lżejszy? Co było wtedy inaczej, z kim byłeś(-aś), co robiłeś(-aś)? Nie po to, żeby przestać tęsknić, tylko żeby wiedzieć, czego ci potrzeba.
- Obie strony wahadła. Czy w twoim tygodniu jest miejsce na żałobę i miejsce na odpoczynek od niej? Której strony jest dziś za mało? Jeśli pomaga ci myśl, że na samą śmierć nie miałeś(-aś) wpływu, a na to, jak przejdziesz ten dzień, trochę masz, zajrzyj do tekstu o zmianie perspektywy.
- Więź. Co z tego, co ta osoba wniosła do twojego życia, chcesz zachować i nieść dalej?
- Preferowana przyszłość. Po czym poznasz, że ta żałoba trochę mniej ci ciąży? Nie że minęła. Że niesie się ją odrobinę łatwiej. Co wtedy będzie wyglądało inaczej?
Jeden mały krok
Weź kartkę i wypisz trzy daty z najbliższych trzech miesięcy, które mogą być trudne: urodziny, rocznicę, święto, dzień Wszystkich Świętych. Przy każdej dopisz jedno zdanie: z kim chcesz ten dzień spędzić albo co wtedy zrobisz. Przewidywalnego spadku na kolejce górskiej nie da się ominąć. Da się go przejechać, trzymając kogoś za rękę.
Nie musisz szukać swojego etapu sam(a)
Jeśli od straty minęło wiele miesięcy, a żałoba wciąż zajmuje całe życie, albo jeśli po prostu nie chcesz nieść jej w pojedynkę, zapraszam na konsultację. Prowadzę terapię online, więc możemy się spotkać bez wychodzenia z domu, także wtedy, gdy wyjście z domu jest dziś najtrudniejszą częścią dnia. Nie będziemy sprawdzać, czy przeżywasz żałobę „prawidłowo”. Poszukamy tego, co już pomaga, i jednego kroku, który jest możliwy teraz.
