Przejdź do treści
Strona główna » „Nie wiem” to też odpowiedź. Nadmierna pewność siebie kosztuje więcej, niż daje

„Nie wiem” to też odpowiedź. Nadmierna pewność siebie kosztuje więcej, niż daje

    Opisana niżej sytuacja jest złożona z kilku historii i zmieniona tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej osoby.

    Pan Tomasz ma czterdzieści jeden lat i kieruje zmianą w zakładzie produkcyjnym. Na pierwszą sesję przyszedł, bo żona powiedziała mu, że „z nim nie da się rozmawiać, bo on zawsze wie”. Sam opisuje to inaczej: w pracy najgorszy moment to taki, w którym prezes o coś pyta, a on nie zna odpowiedzi. „Wolę coś powiedzieć i potem poprawić, niż stać jak dureń”. W domu jest podobnie. W korku zmienia pasy, choć wie, że nic to nie daje. Oszczędności przekłada z funduszu do funduszu po każdym nagłówku w wiadomościach. Najtrudniejsze dla niego zdanie ma dwa słowa: „nie wiem”.

    Marcin Napiórkowski w rozmowie otwierającej książkę „Sztuka męskości” Agaty Kozak i Pawła Goźlińskiego proponuje przewrotną definicję. Bycie kimś nieznośnym w relacjach polega według niego na tym, że wie się wszystko, zawsze i wszędzie, a sytuacji, w której czegoś się nie wie, po prostu nie przyjmuje się do wiadomości. Do tego dochodzi przekonanie, że trzeba ciągle działać, poprawiać i zmieniać. Warto sprawdzić, co o tym połączeniu mówią badania, bo okazuje się ono kosztowne w bardzo mierzalny sposób.

    Więcej ruchu, mniej zysku

    Brad Barber i Terrance Odean przeanalizowali rachunki maklerskie ponad 35 tysięcy amerykańskich gospodarstw domowych z lat 1991–1997. Mężczyźni handlowali akcjami o 45% częściej niż kobiety. Każda transakcja kosztuje, a większość z nich nie poprawiała wyniku, więc samo częstsze kupowanie i sprzedawanie obniżało roczny zwrot mężczyzn o 2,65 punktu procentowego, a kobiet o 1,72 punktu. Różnica była jeszcze większa między samotnymi mężczyznami a samotnymi kobietami: ci pierwsi handlowali o 67% częściej (Barber i Odean, 2001).

    Autorzy wiązali to z nadmierną pewnością siebie. Kto przecenia swoją wiedzę, częściej uważa, że właśnie znalazł okazję, której inni nie widzą. Liczby nie mówią przy tym, że mężczyźni są gorszymi inwestorami. Mówią, że częściej robią coś tylko dlatego, że da się coś zrobić.

    Bramkarz, który woli skoczyć

    Michael Bar-Eli i jego zespół przeanalizowali 286 rzutów karnych w czołowych ligach i turniejach. Bramkarze rzucali się w lewo albo w prawo w 93,7% przypadków, a zostawali na środku w 6,3%. Tymczasem gdy zostawali na środku, bronili jednej trzeciej strzałów (33,3%), a gdy skakali, tylko co siódmego lub co ósmego (14,2% przy skoku w lewo, 12,6% w prawo) (Bar-Eli i wsp., 2007).

    Dlaczego zawodowcy, którym bardzo zależy na wyniku, wybierają gorszą strategię? Autorzy odwołują się do teorii normy Kahnemana i Millera. Skoro normą dla bramkarza jest skok, to gol wpuszczony po skoku boli mniej niż gol wpuszczony po staniu w miejscu. Stojący bramkarz wygląda, jakby nic nie zrobił. Skaczący przynajmniej próbował. To ten sam mechanizm, który pan Tomasz zna z pracy: jeśli coś pójdzie źle po działaniu, łatwiej to znieść niż po decyzji, żeby poczekać. Pokrewny mechanizm z innej strony opisuję w tekście o paraliżu pod presją.

    Infografika: przymus działania. Mężczyźni handlowali akcjami o 45% częściej i tracili 2,65 punktu procentowego zwrotu rocznie, kobiety 1,72. Bramkarze skaczą w 93,7% karnych, a stojąc bronią 33,3% strzałów, skacząc 12,6–14,2%. Rada z podaną niepewnością nie obniża zaufania. Zamiast nie wiem: na ok. 70 procent, sprawdzę do piątku.
    Przymus działania i to, co pomaga. Na podstawie: Barber i Odean 2001; Bar-Eli i wsp. 2007; Gaertig i Simmons 2018.

    Czy „nie wiem” obniża zaufanie?

    Za przymusem działania często stoi lęk, że przyznanie się do niewiedzy odbierze autorytet. Celia Gaertig i Joseph Simmons sprawdzili to w jedenastu badaniach z udziałem 4806 osób, które przewidywały wyniki meczów, kursy akcji i pogodę po otrzymaniu porady. Doradcy, którzy mówili „nie jestem pewien”, faktycznie byli oceniani gorzej niż pewni siebie. Ale sama rada wyrażona z niepewnością, czyli podana jako prawdopodobieństwo albo zakres, nie była oceniana gorzej niż rada kategoryczna. Gdy uczestnicy mogli wybrać, częściej wybierali doradcę, który podawał niepewność (Gaertig i Simmons, 2018).

    To rozróżnienie jest praktyczne. Ludzie nie oczekują od nas fałszywej pewności. Oczekują, że ze spokojem powiemy, ile wiemy, a ile nie. „Nie mam pojęcia” wypada słabo. „Na podstawie tego, co mam, stawiam na siedemdziesiąt procent, a do piątku sprawdzę resztę” wypada dobrze. Marcin Capiga mówi w tej samej książce o liderach, którzy potrafią powiedzieć „nie wiem, usiądźmy i poszukajmy razem” i budzą przez to więcej zaufania. Dane Gaertig i Simmonsa pokazują, pod jakim warunkiem to działa: niewiedza podana rzeczowo, z planem, a nie jako bezradność.

    Skąd ten przymus u mężczyzn

    Nie ma jednego genu nadmiernej pewności siebie. Jest za to kilka warunków, które ją podtrzymują. W wielu rodzinach chłopiec słyszał, że mężczyzna ma wiedzieć, co robić, bo inni na nim polegają. Bezczynność bywa odczytywana jako bierność, a bierność jako słabość. Do tego dochodzi zjawisko opisane przy bramkarzach: kiedy normą otoczenia jest działanie, każda decyzja o czekaniu musi być bronioną decyzją, a skok nie wymaga tłumaczenia. Dlatego zmiana zaczyna się rzadziej od wiedzy o błędach poznawczych, a częściej od pytania, przed kim tak naprawdę zdaje się egzamin.

    Czego z tych danych nie wolno wyczytać

    Po pierwsze, badanie Barbera i Odeana dotyczy amerykańskich inwestorów sprzed ćwierć wieku i nie mierzyło pewności siebie bezpośrednio. Pokazuje różnicę średnich. Wiele kobiet handluje nadmiernie, wielu mężczyzn wcale.

    Po drugie, badanie bramkarzy dotyczy jednej, bardzo specyficznej decyzji. Gdyby bramkarze masowo zaczęli stać na środku, strzelający szybko by się dostosowali.

    Po trzecie, eksperymenty Gaertig i Simmonsa dotyczyły przewidywań w sporcie, na giełdzie i w pogodzie, a nie rozmów w związku czy pracy zespołowej. Kierunek jest jasny, ale siła efektu w codziennych relacjach nie jest znana.

    Po czwarte, nie wynika z tego, że działanie jest złe, a czekanie zawsze mądre. Są sytuacje, w których zwłoka szkodzi: nowe objawy w ciele, kryzys u bliskiej osoby, zagrożenie bezpieczeństwa. Chodzi o to, żeby działanie było wyborem, a nie odruchem.

    Granica: kiedy „muszę coś zrobić” jest sygnałem ostrzegawczym

    Jeśli przymus działania przychodzi falami, łączy się z mniejszą potrzebą snu, przyspieszonymi myślami i ryzykownymi decyzjami finansowymi, albo jeśli coraz trudniej przestać grać, obstawiać czy inwestować, to nie jest kwestia stylu komunikacji. Warto wtedy porozmawiać z lekarzem albo terapeutą, zanim decyzje zaczną kosztować więcej niż kilka punktów procentowych.

    Kompas: jak mówić „nie wiem” i nie tracić twarzy

    Skala zamiast zero-jedynkowej pewności. Zanim odpowiesz, oceń w myślach, na ile jesteś pewien, od 0 do 10. Jeśli wychodzi pięć, powiedz to wprost: „Na tyle, ile wiem, raczej tak, ale to nie jest pewne”. Ludzie dużo lepiej przyjmują tak podaną niepewność niż późniejsze wycofywanie się z kategorycznych zapewnień.

    Poszukaj wyjątku. Przypomnij sobie sytuację, w której poczekałeś albo przyznałeś, że nie wiesz, i wyszło na tym dobrze. Co wtedy było inaczej? Kto był obok? Wyjątki pokazują, że ta umiejętność już w tobie jest, tylko nie zawsze po nią sięgasz.

    Zadaj pytanie o koszt czekania. „Co się stanie, jeśli poczekam tydzień?” Jeśli odpowiedź brzmi „nic poważnego”, prawdopodobnie odczuwasz przymus, a nie konieczność.

    Miej gotowe zdanie. „Nie wiem jeszcze. Sprawdzę i wrócę do ciebie do czwartku”. Ma trzy części: przyznanie, plan i termin. Bez dwóch ostatnich „nie wiem” brzmi jak bezradność, z nimi brzmi jak kompetencja.

    Wyobraź sobie dzień po zmianie. Jak wyglądałaby rozmowa z szefem albo z partnerką, gdyby „nie wiem” przestało być dla ciebie porażką? Co by zauważyli jako pierwsze? Ta odpowiedź zwykle podpowiada pierwszy krok lepiej niż postanowienie „przestanę się wymądrzać”.

    Jeden mały krok

    W tym tygodniu raz, w sytuacji o niskiej stawce, powiedz „nie wiem, ale sprawdzę” zamiast zgadywać. Zapisz, co się stało potem i jak zareagowała druga osoba. U większości ludzi reakcja otoczenia jest dużo łagodniejsza niż ta, której się spodziewali. Jeśli temat przyznawania się do błędu cię porusza, zajrzyj też do tekstu o pokorze intelektualnej.

    Kiedy warto porozmawiać

    Jeśli zauważasz, że potrzeba posiadania racji kosztuje cię relacje, sen albo pieniądze, a zwykłe postanowienia nie działają, warto przyjrzeć się temu z kimś z zewnątrz. Prowadzę terapię online, łącząc mapę, jaką daje psychotraumatologia, z terapią skoncentrowaną na rozwiązaniach. Szukamy chwil, w których już udało ci się zatrzymać, i budujemy na nich. Umów się na konsultację.

    Powiązane teksty: podstawowy błąd atrybucji, 6 filarów poczucia własnej wartości i okno Johari.

    Źródła

    • Barber, B. M., Odean, T. (2001). Boys will be boys: Gender, overconfidence, and common stock investment. The Quarterly Journal of Economics, 116(1), 261–292. doi:10.1162/003355301556400
    • Bar-Eli, M., Azar, O. H., Ritov, I., Keidar-Levin, Y., Schein, G. (2007). Action bias among elite soccer goalkeepers: The case of penalty kicks. Journal of Economic Psychology, 28(5), 606–621. doi:10.1016/j.joep.2006.12.001
    • Gaertig, C., Simmons, J. P. (2018). Do people inherently dislike uncertain advice? Psychological Science, 29(4), 504–520. doi:10.1177/0956797617739369
    • Kozak, A., Goźliński, P. (2025). Sztuka męskości, czyli jak nie być chu*em. Warszawa: Agora.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku