Przejdź do treści
Strona główna » Fałszywe wspomnienia w terapii. To, co wraca samo, i to, co się wydobywa, potwierdza się zupełnie inaczej

Fałszywe wspomnienia w terapii. To, co wraca samo, i to, co się wydobywa, potwierdza się zupełnie inaczej

    Opis sytuacji z gabinetu jest złożony z kilku historii i zmieniony tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.

    Na pierwszą sesję przychodzi z wydrukiem. Lista objawów z forum: trudności w bliskości, lęk w nocy, niechęć do dotyku, „dziury” w pamięci z dzieciństwa. Pod spodem zdanie, które przeczytała kilkanaście razy: jeśli masz większość z tych objawów, prawdopodobnie doświadczyłaś przemocy, której nie pamiętasz. – Nie pamiętam niczego takiego – mówi. – Ale może właśnie dlatego. Czy da się to wydobyć? Słyszałam, że hipnozą.

    To pytanie zadaje się w gabinetach częściej, niż się wydaje. Odpowiedź nie brzmi ani „tak, spróbujmy”, ani „to na pewno nieprawda”. Brzmi: to, jak wspomnienie wraca, mówi bardzo dużo o tym, na ile można mu ufać. A badania nad fałszywymi wspomnieniami pokazują, że najmniej wiarygodna droga powrotu to właśnie ta, o którą pyta.

    Da się pamiętać coś, czego nie było

    Od lat dziewięćdziesiątych psychologowie pamięci prowadzą badania, w których dorosłym podsuwa się wydarzenie z dzieciństwa, które nigdy się nie zdarzyło: zgubienie się w centrum handlowym, lot balonem, wypadek na weselu. Badany słyszy, że opowiedzieli o tym rodzice, i przez kilka spotkań próbuje sobie przypomnieć szczegóły.

    Najrzetelniejsze zestawienie tych prac, mega-analiza Scobori i współpracowników (2017), objęło osiem badań i 423 osoby. Przy jednolitych kryteriach 30,4% relacji zakwalifikowano jako fałszywe wspomnienia, a kolejne 23% jako częściową akceptację wydarzenia. Kiedy sugestia zawierała osobiste szczegóły i zachętę do wyobrażania sobie sceny, odsetek fałszywych wspomnień rósł do 46,1%.

    Te liczby nie są bezsporne i warto to powiedzieć od razu. Przegląd Brewina i Andrews (2017) dochodzi do ostrożniejszego wniosku: jakieś przeżycie „przypominania sobie” pojawiało się średnio u 47% uczestników, ale za pełne wspomnienie można uznać tylko około 15% przypadków. Spór dotyczy więc skali, nie samego zjawiska. Nawet w wersji ostrożnej co siódma osoba po kilku rozmowach „pamięta” zdarzenie, którego nie było.

    Warunki, które najmocniej sprzyjały powstawaniu fałszywych wspomnień, brzmią znajomo: autorytet osoby, która podsuwa treść, powtarzane próby przypominania i wyobrażanie sobie, „jak to mogło wyglądać”. Tak samo wygląda sesja, na której terapeuta mówi: „to, że nie pamiętasz, nie znaczy, że tego nie było”.

    Jak często zdarza się to w gabinetach

    Najlepsze dane pochodzą z USA. Patihis i Pendergrast (2019) zapytali o to 2326 dorosłych dobranych tak, by odzwierciedlali strukturę wieku populacji. Po ważeniu 8% badanych trafiło kiedyś do terapeuty, który rozmawiał z nimi o możliwości wypartej przemocy, a 4% „odzyskało” w terapii wspomnienia przemocy, których wcześniej nie miało. Osoby, z którymi terapeuta podejmował wątek wyparcia, zgłaszały takie wspomnienia 20 razy częściej niż pozostałe.

    Można by uznać, że to historia z lat dziewięćdziesiątych. Otgaar i współpracownicy (2019) pokazują, że nie: przekonanie o wypieraniu traumatycznych wspomnień nadal jest szeroko rozpowszechnione, a pojęcie amnezji dysocjacyjnej, które autorzy uważają za nową nazwę tego samego zjawiska, zyskuje popularność. Patihis i współpracownicy (2014) opisali z kolei stałą rozbieżność: badacze pamięci są wobec wypartych wspomnień wyraźnie bardziej sceptyczni niż praktycy.

    Wspomnienie, które wraca samo, i wspomnienie wydobyte

    Najciekawsze badanie w tej dziedzinie nie pyta, czy odzyskane wspomnienia są prawdziwe. Pyta, czy da się je potwierdzić. Geraerts i współpracownicy (2007) przeprowadzili szczegółowe wywiady z osobami, które zgłaszały doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie, a dwie niezależne osoby szukały potwierdzeń: świadków, którzy dowiedzieli się o sprawie wkrótce po niej, innych osób skrzywdzonych przez tego samego sprawcę.

    Wyniki podzieliły się według tego, jak wspomnienie wróciło.

    Wykres: niezależne potwierdzenie przemocy udało się znaleźć u 45% osób pamiętających ją przez cały czas (n = 71), u 37% osób, którym wspomnienie wróciło nagle poza terapią (n = 41), i u 0% osób, które odzyskały je w terapii (n = 16). Dane Geraerts i wsp. 2007.
    Które wspomnienia udało się potwierdzić. Dane: Geraerts i wsp. (2007).

    Wspomnienia pamiętane przez cały czas i te, które wróciły nagle, poza terapią, na przykład pod wpływem jakiegoś przypomnienia, potwierdzano podobnie często. Wspomnień „odzyskanych” w terapii nie udało się potwierdzić w żadnym przypadku. Był też drugi, subtelniejszy wynik: osoby, którym wspomnienie wróciło samo, były tym ogromnie zaskoczone. Osoby, które odzyskały je w terapii, zaskoczone były dużo mniej, jakby znalazły to, czego szukały.

    To ważne rozróżnienie, bo chroni przed dwoma błędami naraz. Zapominanie i nagłe przypomnienie sobie trudnych zdarzeń istnieje i nie jest dowodem fałszu. Ale wspomnienie budowane krok po kroku w oczekiwaniu, że coś się znajdzie, to zupełnie inna sytuacja.

    Czego z tych liczb nie wolno zrobić

    Nie wolno z nich wyciągać wniosku, że osobom mówiącym o przemocy nie należy wierzyć. Zdecydowana większość osób, które doświadczyły przemocy, pamięta ją, często zbyt dobrze. Problem dotyczy techniki, a nie ludzi. Fałszywe wspomnienie nie jest kłamstwem: osoba, która je ma, przeżywa je jako prawdziwe i cierpi naprawdę.

    Brak potwierdzenia to nie dowód fałszu. Przemoc często nie zostawia świadków. W badaniu Geraerts grupa wspomnień odzyskanych w terapii liczyła tylko 16 osób, a wynik zerowy w tak małej grupie trzeba czytać ostrożnie.

    Badania nad wszczepianiem wspomnień używają zdarzeń łagodnych. Nikt etycznie nie wszczepi komuś wspomnienia przemocy, więc przenoszenie wyników na traumę jest wnioskowaniem, a nie bezpośrednim pomiarem. Działa to w obie strony: trudno twierdzić, że traumatyczne wspomnienia są odporne na sugestię, ale też trudno podać, jak bardzo są podatne.

    Lista objawów nie jest wskaźnikiem konkretnej historii. Lęk w bliskości czy koszmary mają wiele możliwych źródeł. Wnioskowanie wstecz od objawu do jednego, niepamiętanego wydarzenia to dokładnie ten krok, który w badaniach zwiększał liczbę fałszywych wspomnień. Hipnoza, jak zauważa w swoim podręczniku James Kalat, podnosi pewność, z jaką ludzie opowiadają wspomnienia, a nie ich trafność.

    Co to znaczy dla pracy z traumą

    Dobra terapia traumy nie polega na wykopywaniu ukrytych treści. Pracuje się z tym, co człowiek pamięta i co dziś go ogranicza: z reakcjami ciała, z unikaniem, z tym, co uruchamia lęk. O tym, dlaczego leczenie traumy nie wymaga grzebania w przeszłości, pisałem osobno. Metody takie jak EMDR czy Brainspotting, porównane w tekście Brainspotting czy EMDR, pracują na materiale, który już jest, a nie na hipotezie, co mogło się wydarzyć.

    Warto znać trzy sygnały ostrzegawcze, niezależnie od tego, jaką metodą pracuje terapeuta:

    • terapeuta sugeruje konkretne wydarzenie, zanim ty o nim powiesz, albo wnioskuje o nim z listy objawów,
    • brak wspomnienia traktowany jest jako dowód („skoro nie pamiętasz, to znaczy, że wyparłaś”),
    • sesje mają za cel „przypomnienie sobie”, a przy tym pojawia się hipnoza, wielokrotne wyobrażanie sceny albo nacisk, żeby nie przerywać, gdy robi się ciężko.

    Kompas TSR: praca bez podsuwania treści

    Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach wyrasta z postawy „niewiedzy”: terapeuta nie zakłada, że wie lepiej, co się klientowi przydarzyło. To naturalna ochrona przed sugestią, bo pytania dotyczą tego, co klient już ma i czego chce, a nie tego, co może być ukryte. Z kobietą z wydrukiem rozmowa mogłaby wyglądać tak:

    1. Co ma się zmienić. „Załóżmy, że nasze spotkania okażą się pomocne. Po czym poznasz to za pół roku, w zwykły wtorek?” Odpowiedź zwykle dotyczy teraźniejszości: spokojniejszych nocy, łatwiejszej bliskości. To jest cel, a nie odnalezienie przyczyny.
    2. Skala. „Na skali od 0 do 10, gdzie 10 to życie, jakiego chcesz, gdzie jesteś dziś?” Jeśli pada 3, pytanie brzmi: „Co sprawia, że to 3, a nie 0?”
    3. Wyjątki. „Kiedy ostatnio bliskość była choć trochę łatwiejsza? Co było wtedy inaczej?” Wyjątki są prawdziwymi wspomnieniami, dostępnymi bez żadnej techniki, i to one wskazują, co działa.
    4. Szacunek dla tego, co pamiętasz. Jeśli coś wraca samo, rozmawiamy o tym, bez przynaglania i bez dopowiadania. Jeśli nie wraca, nie szukamy.
    5. Życie bez pewności. „Czego potrzebowałabyś, żeby żyć dobrze także wtedy, gdy nie dowiesz się, skąd wziął się ten lęk?” Dla wielu osób to pytanie przynosi więcej ulgi niż jakakolwiek odpowiedź.
    6. Mały krok. „Co byłoby najmniejszym znakiem, że idziesz o pół punktu w górę?”

    Jeden krok na dziś

    Jeśli nosisz w sobie pytanie „a może coś się wydarzyło, a ja tego nie pamiętam”, zapisz obok niego drugie: „Co chciałabym, żeby w moim życiu było inaczej, niezależnie od odpowiedzi na pierwsze?” Drugie pytanie da się zacząć rozwiązywać od jutra. Pierwsze może nigdy nie mieć odpowiedzi i nie musi, żeby życie stało się lżejsze.

    Jeśli pamięć jest dla ciebie ogólnie źródłem niepokoju, pomocny może być też tekst o tym, dlaczego pamięć wydaje się słabnąć, gdy głowa jest pełna.

    Porozmawiajmy o tym, co jest

    Pracuję z osobami po trudnych doświadczeniach, łącząc wiedzę z psychotraumatologii z podejściem skoncentrowanym na rozwiązaniach. Nie szukam na sesjach tego, czego nie pamiętasz. Pracujemy z tym, co dziś ci przeszkadza, i z tym, co już w tobie działa. Spotkania odbywają się online, więc możesz rozmawiać z miejsca, w którym czujesz się bezpiecznie. Umów pierwszą rozmowę.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku