Niedawno trafiłem na krótki film dr Agnieszki Kozak (psycholożka, psychoterapeutka, nauczycielka, autorka), której pasja do tego, co robi, dosłownie przebija się przez ekran. Nagrywała tę rolkę po raz trzeci, bo po dwóch poprzednich podejściach emocje nie pozwoliły jej dokończyć. I rozumiem ją doskonale.
Bo to, co powiedziała, jest ważne. Bardzo ważne. I jako psychotraumatolog, który pracuje z traumą na co dzień — chcę się pod tym podpisać obiema rękami, a przy okazji dodać kilka słów od siebie.
„Nie każda trauma jest traumą” — naprawdę?
Dr Kozak zareagowała na słowa innych specjalistek, które twierdziły, że terapia i „grzebanie w przeszłości” to szukanie winnych, a nie każde trudne przeżycie zasługuje na miano traumy.
Jej odpowiedź była prosta i precyzyjna: trauma, z medycznego i etymologicznego punktu widzenia, to rana. Jeśli ktoś ma ranę to ją ma.
I tutaj chcę dodać perspektywę kliniczną, bo to zdanie ma głębsze konsekwencje niż mogłoby się wydawać.
W psychotraumatologii możemy wyróżnić dwa podstawowe rodzaje traumy:
-
traumy proste (typ I) — jednorazowe, nagłe zdarzenie: wypadek, napad, katastrofa, nagła strata, kiedy to układ nerwowy zostaje przeciążony jednym, intensywnym bodźcem,
-
traumy złożone (typ II) — powtarzające się, długotrwałe doświadczenia, często w relacji z ważną osobą: przemoc domowa, zaniedbanie emocjonalne, chroniczne poniżanie, dorastanie w rodzinie dysfunkcyjnej.
Ten drugi rodzaj jest szczególnie podstępny, gdyż często nie wygląda tak jak „prawdziwa trauma”. Nie ma jednego dramatycznego wydarzenia, które można by wskazać palcem. Jest za to na przykład dziecko, które latami uczyło się, że jego potrzeby są nieważne. Że musi być niewidzialne, żeby być bezpieczne. Że miłość jest warunkowa.
To też jest rana. Głęboka i rozległa — nawet jeśli nie widać jej gołym okiem.
Co trauma robi z człowiekiem — z praktyki psychotraumatologa
Dr Kozak mówiła o rozszczepieniu — mechanizmie, który van der Kolk opisuje słowami: ciało przechowuje wynik. I to jest coś, co widzę w pracy z Klientami niemal codziennie.
Trauma to nie jest tylko trudne wspomnienie, które „powinno już minąć”. To zmiana w sposobie działania układu nerwowego. Mózg traumatyczny działa inaczej — jest w stanie permanentnej czujności, szuka zagrożeń tam, gdzie ich nie ma, reaguje nieproporcjonalnie na pozornie błahe sytuacje.
Kiedy dziecko przeżywa coś nieznośnego — a nie ma przy sobie dorosłego, który pomógłby mu to przetworzyć — jedynym wyjściem jest odcięcie się od własnego bólu. Dysocjacja, zamrożenie, oderwanie od ciała. To nie jest słabość, to raczej geniusz ewolucyjny, to przetrwanie za wszelką cenę.
Problem pojawia się, gdy ten mechanizm zostaje z nami na lata. Gdy jako dorośli nadal reagujemy ze strachu, a nie z wyboru. Gdy wchodzimy w relacje, które powielają stare wzorce, bo układ nerwowy zna tylko to, co zna. Gdy nie potrafimy poczuć własnych emocji, bo kiedyś ich czucie było zbyt niebezpieczne.
Terapia traumy to właśnie praca z układem nerwowym, z ciałem, z tymi częściami siebie, które zostały z tyłu — tam, gdzie zatrzymał się czas.
Dlaczego terapia trwa?
To jedno z najczęstszych pytań, które słyszę — od Klientów, od ich rodzin, czasem od innych specjalistów.
Dr Kozak odpowiedziała na to pięknie: jeśli rana jest głęboka i rozległa, potrzebuje długiego czasu na leczenie. Pozwolę sobie rozwinąć tę metaforę.
Wyobraź sobie, że ktoś latami chodził ze złamaną nogą, bo nikt nie zdiagnozował złamania. Noga zrosła się krzywo. Chód się dostosował. Inne mięśnie wzięły na siebie pracę, której nie powinny. Cały układ ruchu zreorganizował się wokół urazu.
Teraz pytanie: czy nastawienie tej nogi zajmie tyle samo czasu, co nastawienie nogi złamanej tydzień temu?
Oczywiście że nie.
W pracy z traumą złożoną, szczególnie tą z wczesnego dzieciństwa, terapeuta nie leczy jednego wydarzenia. Leczy sposób bycia w świecie, który ukształtował się przez lata. Leczy wzorce relacyjne, przekonania o sobie, strategie przetrwania, które kiedyś były pomocne, a teraz ograniczają.
To wymaga czasu. Wymaga bezpieczeństwa — bo mózg traumatyczny nie zmienia się w warunkach zagrożenia. Wymaga regularności i zaufania — bo dla wielu osób z traumą relacyjną, samo doświadczenie bezpiecznej relacji z terapeutą jest czymś nowym i uzdrawiającym.
Zatem, dwa, trzy, pięć lat terapii to nie jest porażka, to często po prostu rzetelna odpowiedź na głębokość rany.
Mity, które krzywdzą ludzi szukających pomocy
W swojej pracy spotykam się z wieloma przekonaniami, które skutecznie powstrzymują ludzi przed sięgnięciem po pomoc. Chcę je tutaj nazwać wprost:
Inni mają gorzej, zatem nie mam prawa narzekać
Trauma nie jest konkursem. Układ nerwowy nie porównuje Twojego bólu z cudzym. Reaguje na to, co sam przeżył. Twoje cierpienie jest prawdziwe, niezależnie od tego, co przeżyli inni.
Tyle lat minęło, a więc powinienem to już mieć za sobą
Nieprzepracowana trauma nie znika z czasem. Czas może sprawić, że nauczysz się z nią funkcjonować, ale nie ją leczy. Dopiero praca terapeutyczna daje szansę na prawdziwą zmianę.
Boję się, że terapia mi otworzy rany i będzie gorzej
To jeden z najczęstszych lęków. I jest w nim ziarno prawdy, dobra terapia traumy bywa trudna. Ale dobry terapeuta pracuje w tempie, które jesteś w stanie wytrzymać. Nie zrywa plastra brutalnie. Towarzyszy.
Terapia jest tylko dla słabych
Pójście po pomoc wymaga odwagi. Zmierzenie się z tym, czego przez lata się unikało, to siła, a nie słabość.
Na koniec — słowa dr Kozak i jedno zalecenie
Dr Agnieszka Kozak zakończyła swoje nagranie poleceniem podcastu Sabiny Sadeckiej „Ułóż się z traumą” — i ja z całego serca to polecenie powtarzam. To wartościowe, merytoryczne źródło wiedzy w przystępnej formie.
Jeśli jesteś na początku swojej drogi — zacznij od słuchania. Od rozumienia. Od oswajania tematu.
A potem, kiedy będziesz gotowy/gotowa — zrób krok.
Bo powrót do siebie jest możliwy.
Widzę to w pracy każdego dnia.
