Przejdź do treści
Strona główna » Status społeczny a zdrowie. Szkodzi nie bieda, tylko miejsce w hierarchii

Status społeczny a zdrowie. Szkodzi nie bieda, tylko miejsce w hierarchii

    Siedzi naprzeciwko mnie człowiek, któremu — jak sam mówi — nic nie dolega. Dobra pensja, mieszkanie spłacone, dzieci zdrowe. Przyszedł, bo od roku budzi się o czwartej i nie może zasnąć, ma nadciśnienie w wieku czterdziestu dwóch lat i „coś się w nim wypaliło”. Zaczyna zdaniem, które słyszę w gabinecie częściej niż jakiekolwiek inne: „Nie mam prawa się skarżyć”.

    Pytam, gdzie w swojej firmie się umieszcza. Odpowiada natychmiast, bez namysłu: „W środku stawki. Wszyscy, z którymi zaczynałem, są poziom wyżej”.

    To zdanie jest medycznie istotniejsze niż jego pensja. I to nie jest metafora.

    Powyższa historia jest złożeniem kilku podobnych sytuacji z gabinetu; szczegóły zostały zmienione.

    Gradient, który nie kończy się na ubóstwie

    Zdrowie rozkłada się wzdłuż pozycji społecznej — to wiadomo od dawna i wydaje się oczywiste: biedni chorują więcej. Oczywistość kończy się w momencie, gdy przyjrzeć się kształtowi tej zależności.

    Marmot (2004) podsumował dekady badań Whitehall nad brytyjskimi urzędnikami państwowymi. Wśród mężczyzn w wieku 40–64 lat im wyższy szczebel w hierarchii, tym niższe ryzyko śmierci w kolejnych okresach obserwacji. Kluczowe jest to, kogo badano: żadnego z tych urzędników nie da się nazwać materialnie pozbawionym. Wszyscy mieli pracę, dach nad głową i dostęp do opieki zdrowotnej. A różnica między najwyższym szczeblem a tym tuż pod nim istniała i tak.

    Gradient biegnie przez całą drabinę, także w jej górnej części. To wyklucza wyjaśnienie przez sam niedostatek.

    Dwa uzupełnienia z tej samej pracy są tak dobre, że warto je przytoczyć. Redelmeier i Singh porównali aktorów, którzy zdobyli Oscara, z tymi nominowanymi bez wygranej oraz z kolegami z tych samych filmów: zdobywcy żyli średnio około cztery lata dłużej. Dla skali — całkowite wyeliminowanie choroby wieńcowej dodałoby populacji około 3,6 roku. I szczegół rozstrzygający: scenarzyści, którzy zdobyli Oscara, nie żyją dłużej od pozostałych scenarzystów. Nagroda ta sama, pieniądze podobne — przyrost prestiżu żaden.

    Drugie: w badaniu całej populacji Szwecji długość życia układa się schodkowo według wykształcenia — doktorat, magisterium, licencjat, niżej. Nie ma progu, poniżej którego „zaczyna się problem”. Są same schodki.

    Gradient nie zaczyna się przy ubóstwieryzyko zdrowotne według szczebla w tej samej instytucjiszczebel 1szczebel 2szczebel 3szczebel 4najwyżejnajniżejRóżnica istnieje także między szczeblem 1 a 2 —a tam nikt nie jest ubogi.
    Schodkowy kształt wyklucza wyjaśnienie przez sam niedostatek.

    Czy to na pewno pozycja, a nie odwrotna kolejność

    Naturalne zastrzeżenie brzmi: może to zdrowsi ludzie awansują, a nie awans czyni zdrowszym.

    Anderson i Marmot (2011) podeszli do tego pomysłowo. Wykorzystali fakt, że tempo awansów różniło się między departamentami i rocznikami służby cywilnej niezależnie od cech samych urzędników — co daje zmienność zbliżoną do losowej. Wynik: awans obniżał prawdopodobieństwo rozwinięcia choroby serca o 2,6–12,8 punktu procentowego w perspektywie piętnastu lat, a oszacowania okazały się kilkukrotnie wyższe niż w prostych porównaniach przekrojowych.

    Drabina w głowie bije drabinę na papierze

    Tu robi się najciekawiej dla kogoś, kto pracuje z ludźmi, a nie z budżetami państwa.

    Istnieje proste narzędzie: drabina subiektywnego statusu społecznego. Pokazuje się człowiekowi dziesięć szczebli i prosi, żeby wskazał, gdzie stawia siebie — na górze ci z najlepszymi zarobkami, wykształceniem i pracą, na dole ci z najgorszymi. Jedno pytanie, dziesięć sekund.

    To jedno pytanie przewiduje zdrowie ponad to, co wyjaśniają dochód, wykształcenie i zawód razem wzięte. Miejsce na drabinie wiąże się z samooceną zdrowia, ale też ze wskaźnikami, których nie da się zmyślić: ciśnieniem, tętnem, poranną reakcją kortyzolu, ilością tkanki tłuszczowej brzusznej. W analizach z Whitehall II, gdy do modelu wprowadzono jednocześnie wskaźniki obiektywne i subiektywne, zmianę stanu zdrowia w kolejnych latach przewidywał tylko wskaźnik subiektywny.

    Dla mnie najważniejsza jest praca Hawleya (2019), bo dotyczy dokładnie tej populacji, którą spotykam: osób zgłaszających się po pomoc psychologiczną. Porównano tam wskaźniki obiektywne — dochód, wykształcenie, oszczędności, dostęp do opieki — z subiektywnymi. Subiektywny status okazał się lepszym predyktorem wyników zdrowia psychicznego niż obiektywny.

    Mechanizmem nie jest sama pozycja

    Gdyby chodziło wyłącznie o rangę, sprawa byłaby beznadziejna — nie każdy może być na górze. Na szczęście badania Whitehall wskazały na coś innego: kluczowa okazała się kontrola nad własną pracą — zakres decyzji, tempo, kolejność, wpływ na to, co się dzieje w ciągu dnia. Niższy szczebel zwykle oznacza mniej kontroli, ale to nie jest związek konieczny.

    To dlatego to samo obciążenie potrafi jednego człowieka wykończyć, a drugiego nie. Nie chodzi o liczbę godzin, tylko o to, kto o nich decyduje.

    Gdzie ta teoria się potyka

    Popularna wersja idzie dalej i mówi, że to nierówność dochódów w społeczeństwie jest głównym motorem chorób, przez stres z porównań społecznych. Ta teza ma poważne kłopoty.

    Olstad i współpracownicy (2022) przetestowali ją na 22 824 dorosłych z pięciu krajów o różnym poziomie nierówności — Australii, Kanady, Meksyku, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Jeśli mechanizm działałby tak, jak głosi hipoteza psychospołeczna, związek subiektywnego statusu ze zdrowiem powinien być silniejszy w krajach bardziej nierównych, a stres powinien być tam ważniejszym mediatorem. Ani jedno, ani drugie się nie potwierdziło.

    Do tego dochodzi zmienność kulturowa — drabina subiektywnego statusu przewiduje zdrowie w jednych grupach etnicznych, a w innych nie — oraz ogólna trudność z przyczynowością, którą rzetelnie opisali Kawachi, Adler i Dow (2010). Ich wniosek jest ostrożny, ale nie pusty: istnieją przesłanki, że podnoszenie dochodów najuboższych realnie poprawia ich zdrowie, i że edukacja działa przyczynowo. Materialne warunki nie znikają z równania.

    Uczciwe podsumowanie brzmi więc tak: subiektywne poczucie miejsca w hierarchii jest solidnym predyktorem zdrowia na poziomie jednostki. Teza, że nierówność społeczna szkodzi głównie przez stres z porównań, pozostaje sporna.

    Co z tym zrobić — w logice skoncentrowanej na rozwiązaniach

    Zapytaj o drabinę, nie o pensję. Jeśli od miesięcy jest ci ciężko, a bilans na papierze wygląda dobrze, sprawdź to jednym pytaniem: na którym z dziesięciu szczebli się stawiasz — i względem kogo? Odpowiedź pada zwykle bez namysłu i często zaskakuje samą osobę.

    Sprawdź grupę odniesienia. To jedyny element tego równania, który naprawdę da się zmienić szybko. Człowiek z początku tego tekstu porównywał się wyłącznie z rocznikiem, z którym zaczynał. Nie z sąsiadami, nie z ludźmi z branży, nie ze sobą sprzed dziesięciu lat. Jedna zawężona grupa odniesienia potrafi wygenerować poczucie przegranej u kogoś, kto obiektywnie jest wysoko.

    Przesuń uwagę z rangi na kontrolę. Rangi zwykle nie da się zmienić w tym kwartale. Zakresu decyzji — czasem tak, i to w drobiazgach: które spotkania są obowiązkowe, kto ustala kolejność zadań, o której odpowiadasz na maile. Pisałem o tym szerzej w tekście o kole wpływu — u większości osób nie jest ono za małe, tylko przesunięte.

    Zapytaj o wyjątki. Kiedy ostatnio przez cały dzień nie myślałeś o tym, gdzie jesteś względem innych? Co wtedy było inaczej? Prawie zawsze okazuje się, że w tym dniu było więcej sprawstwa i mniej kontaktu z sygnałami rangi.

    Dlaczego to nie jest tekst o polityce

    Piszę o tym z jednego, bardzo praktycznego powodu. Zdanie „nie mam prawa się skarżyć, przecież mi się powodzi” blokuje szukanie pomocy skuteczniej niż większość objawów. Ludzie porównują swój stan konta z cudzym i wyciągają wniosek, że ich wyczerpanie jest nieuprawnione — więc czekają, aż będzie dostatecznie źle.

    Dane mówią coś innego. To, gdzie się czujesz względem innych, i to, ile masz wpływu na swój dzień, są realnymi wielkościami z realnymi konsekwencjami dla ciała. Nie trzeba być w niedostatku, żeby to zbierało żniwo — i nie trzeba mieć na to pozwolenia.

    Jeśli rozpoznajesz u siebie ten układ — wszystko na miejscu, a mimo to od miesięcy nie ma siły — umów konsultację. Zaczynamy zwykle od dwóch pytań: z kim się porównujesz i co w tym tygodniu zależało wyłącznie od ciebie. Odpowiedzi bywają krótsze, niż się spodziewasz.

    O tym, jak wyglądają dane o obciążeniu polskiej kadry zarządzającej, pisałem osobno w tekście o odporności psychicznej liderów.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku