Przejdź do treści
Strona główna » Oś jelitowo-mózgowa. Bakterie rozmawiają z mózgiem, ale nie decydują za ciebie

Oś jelitowo-mózgowa. Bakterie rozmawiają z mózgiem, ale nie decydują za ciebie

    Opis poniżej jest złożony z kilku podobnych rozmów z gabinetu. Szczegóły zostały zmienione tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.

    Pani Marta od roku leczy depresję. Bierze lek, chodzi na terapię, jest trochę lepiej, ale wolniej, niż by chciała. Od lat ma też kłopoty z brzuchem: wzdęcia, bóle, dni, w których boi się wyjść z domu dalej niż do najbliższej toalety. Na trzecią sesję przynosi książkę o mikrobiomie i wynik badania, za które zapłaciła kilkaset złotych. Wynik mówi o „nieszczelnym jelicie”. Do wyniku dołączony był plan suplementów na trzy miesiące.

    – Tu jest napisane, że depresja zaczyna się w jelitach – mówi. – I że to bakterie decydują, na co mam ochotę i jak się czuję. Czy to znaczy, że leki i terapia to strata czasu? – Po chwili dodaje ciszej: – Szczerze mówiąc, trochę mi ulżyło. Że to nie ja.

    Oba zdania są ważne. Pierwsze to pytanie o fakty i da się na nie odpowiedzieć na podstawie badań. Drugie to pytanie o winę i sprawczość, i ono zasługuje na osobną uwagę, bo od odpowiedzi na nie zależy, co pani Marta zrobi w kolejnych tygodniach.

    Co jest prawdą: jelita i mózg naprawdę się komunikują

    Zacznijmy od tego, co jest dobrze udokumentowane, bo w sporach o mikrobiom łatwo wylać dziecko z kąpielą. Jelita i mózg wymieniają informacje kilkoma drogami naraz. Nerw błędny przewodzi sygnały w obie strony, o czym pisałem w tekście o nerwie błędnym w praktyce. Układ odpornościowy jelit reaguje na to, co dzieje się w przewodzie pokarmowym, a stan zapalny w organizmie wpływa na samopoczucie i napęd. Bakterie jelitowe wytwarzają związki, które krążą we krwi, w tym krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Działa to też w drugą stronę: stres zmienia pracę jelit, co zna każdy, kto przed egzaminem biegał do łazienki.

    To wszystko jest prawdą i dlatego temat jest tak nośny. Problem zaczyna się w momencie, w którym z faktu „jelita i mózg rozmawiają” robi się wniosek „jelita rządzą mózgiem”. Te dwa zdania dzieli cała metodologia.

    Co pokazały badania z udziałem ludzi

    Najmocniejsze dane o ludziach pochodzą z dużych badań populacyjnych. W belgijskim projekcie Flemish Gut Flora przeanalizowano mikrobiom 1054 osób i sprawdzono wyniki na niezależnych danych od kolejnych 1070. U osób z depresją rzadziej występowały bakterie z rodzajów Coprococcus i Dialister, także po uwzględnieniu przyjmowania leków przeciwdepresyjnych. Bakterie produkujące maślan wiązały się z lepszą jakością życia (Valles-Colomer i wsp., 2019).

    Drugie duże badanie, holenderskie, objęło 1054 uczestników kohorty rotterdamskiej i zostało sprawdzone na 1539 osobach z Amsterdamu. Znaleziono trzynaście grup bakterii związanych z nasileniem objawów depresyjnych (Radjabzadeh i wsp., 2022). Warto zwrócić uwagę na szczegół, który w popularnych omówieniach zwykle znika: to byli uczestnicy badania populacyjnego, u których mierzono objawy kwestionariuszem, a nie pacjenci leczeni z powodu depresji. W książce Stevena Gundry’ego „Kod mikrobiomu” to samo badanie opisane jest jako analiza „ponad tysiąca pacjentów cierpiących na depresję”. Różnica wydaje się drobna, ale zmienia wszystko, co wolno z wyniku wyciągnąć.

    Oba badania pokazują powtarzalną korelację. Nie pokazują kierunku. Depresja zmienia to, co jemy, kiedy śpimy, ile się ruszamy i jakie leki przyjmujemy, a każda z tych rzeczy zmienia mikrobiom. Z samego zdjęcia bakterii w jednym momencie nie da się powiedzieć, co było pierwsze.

    Skąd wzięło się „bakterie wywołują depresję”

    Najczęściej przytaczany argument za kierunkiem przyczynowym pochodzi z badań na zwierzętach. W irlandzkim badaniu pobrano mikrobiotę od 34 osób z depresją i 33 osób zdrowych, a następnie przeszczepiono ją szczurom, którym wcześniej wyjałowiono jelita antybiotykami. Szczury, które dostały bakterie od osób z depresją, zaczęły przejawiać zachowania przypominające anhedonię i lęk (Kelly i wsp., 2016).

    To ciekawy i poważny wynik. Mówi jednak o szczurach z wyjałowionymi jelitami, a nie o ludziach z zachowaną mikrobiotą, z historią życia, relacjami i stresem. W książce Gundry’ego pojawia się sformułowanie, że przeszczep mikrobioty od osób chorych sprawił, iż „u ludzi uprzednio zdrowych” pojawiły się objawy depresji. W dostępnych mi badaniach transfer objawów opisano u gryzoni. To dobry przykład tego, jak w popularnym przekazie wynik zmienia gatunek.

    Trzy pułapki, na które warto uważać

    Pierwsza: leki zmieniają mikrobiom. W badaniu laboratoryjnym sprawdzono ponad tysiąc leków dostępnych na rynku na 40 szczepach bakterii jelitowych. Co czwarty lek działający na ludzkie receptory hamował wzrost przynajmniej jednego szczepu, a leki przeciwpsychotyczne były w tej grupie wyraźnie nadreprezentowane (Maier i wsp., 2018). Jeśli więc porównujemy mikrobiom osób leczonych psychiatrycznie z mikrobiomem osób zdrowych, część różnic może wynikać z samego leczenia.

    Druga: testy na „nieszczelne jelito” bywają zawodne. Najpopularniejszym markerem jest zonulina. W badaniu na 376 osobach sprawdzono, co faktycznie mierzy szeroko stosowany komercyjny zestaw do jej oznaczania. Okazało się, że nie wykrywa on białka, które miał wykrywać, tylko inne, strukturalnie podobne białka (Scheffler i wsp., 2018). Kiedy autor książki pisze, że niemal wszyscy jego pacjenci mają dodatni test na nieszczelność jelit, to zdanie mówi coś przede wszystkim o teście.

    Trzecia: stara teoria w nowym opakowaniu. Gundry pisze, że niski poziom serotoniny jest główną przyczyną depresji, a kilka akapitów dalej, że leki przeciwdepresyjne działają przez zmianę mikrobiomu i dlatego trzeba na nie czekać kilka tygodni. Pierwsze twierdzenie nie znajduje oparcia w danych. Przegląd parasolowy siedemnastu opracowań, głównie przeglądów systematycznych i metaanaliz, nie znalazł spójnych dowodów na to, że depresję wywołuje obniżone stężenie lub aktywność serotoniny (Moncrieff i wsp., 2022). Drugie jest hipotezą, której nikt nie sprawdził. To, co wiadomo o działaniu leków, opisuję w tekście o lekach przeciwdepresyjnych SSRI i SNRI.

    Siła dowodów dla czterech twierdzeń o osi jelita–mózg: wymiana sygnałów między jelitami a mózgiem przez nerw błędny, układ odpornościowy i metabolity – dobrze udokumentowana; inny mikrobiom u osób z depresją – powtarzalna korelacja w dwóch kohortach po ponad 2 tys. osób, kierunek nieznany; probiotyki łagodzące objawy depresji – obiecujące, ale badania małe, niejednorodne i słabej jakości; twierdzenie, że bakterie decydują za człowieka o zachciankach, nałogach i zaburzeniach odżywiania – brak dowodów u ludzi.
    Im dalej od „jelita i mózg się komunikują”, tym słabsze dowody. Książki popularne zwykle zaczynają od góry, a kończą na dole.

    A probiotyki? Liczby wyglądają dobrze, ale trzeba je czytać ostrożnie

    Probiotyki i prebiotyki badano w dziesiątkach randomizowanych prób. Jedna z nowszych metaanaliz objęła 23 badania z udziałem 1401 osób z rozpoznaną depresją lub zaburzeniem lękowym. Probiotyki wyraźnie obniżały objawy depresji (SMD = −0,96) i umiarkowanie objawy lęku (SMD = −0,59). Prebiotyki nie dały istotnego efektu. Autorzy zaznaczyli jednocześnie bardzo dużą niejednorodność wyników między badaniami (Asad i wsp., 2025). Druga, szersza metaanaliza, 72 badania i ponad sześć tysięcy uczestników, podała efekt dla depresji o połowę mniejszy (SMD = −0,53) i wprost napisała o wysokiej niejednorodności i ograniczonej jakości metodologicznej włączonych prób (Zhang i wsp., 2025).

    Efekt bliski jedności w małych, różnorodnych badaniach suplementów to sygnał ostrzegawczy, a nie powód do świętowania. Badania różniły się szczepami, dawkami, czasem trwania i tym, czy probiotyk był dodatkiem do leczenia. Nie da się z nich wyczytać, który produkt z apteki komu pomoże. Uczciwe podsumowanie brzmi: kierunek jest obiecujący, dowody są wstępne, a probiotyk nie jest zamiennikiem leczenia. Szerzej o tym, dlaczego kapsułki „na nastrój” wypadają w dużych badaniach słabo, piszę w tekście o diecie i depresji.

    „To nie ja, to bakterie”: ulga, która ma swoją cenę

    Wróćmy do drugiego zdania pani Marty. Ulga po usłyszeniu, że depresja „siedzi w jelitach”, jest zrozumiała. Osoby z depresją często słyszą, że powinny się wziąć w garść, i obwiniają się za to, jak się czują. Opowieść, w której winne są drobnoustroje, zdejmuje ten ciężar.

    Tyle że zdejmuje go w zły sposób. Gundry pisze wprost, że w zaburzeniach odżywiania i uzależnieniach „to twoje drobnoustroje decydują za ciebie”. Jeśli za to, co czuję i robię, odpowiadają bakterie, to moim jedynym ruchem jest zmiana bakterii, najlepiej za pomocą produktów, które ktoś mi sprzeda. Relacje, sen, ruch, sposób radzenia sobie z napięciem, terapia i leczenie przestają się liczyć. Tymczasem to właśnie w tych obszarach badania pokazują realne możliwości zmiany.

    Da się nie obwiniać siebie i jednocześnie nie oddawać sterów. Podobne rozróżnienie opisuję w tekście o tym, czy stres wywołuje choroby autoimmunologiczne: wpływ nie oznacza winy. Ciało i psychika na siebie oddziałują, a to, że coś wpływa na mój nastrój, nie znaczy, że decyduje za mnie.

    Czego z tych liczb nie wolno zrobić

    Nie wolno odstawiać leczenia na rzecz „naprawy mikrobiomu”. Żadne z opisanych badań nie porównywało probiotyków ani diety z lekami czy terapią jako zamiennikiem. Decyzje o lekach podejmuje się razem z lekarzem.

    Nie wolno traktować wyniku testu na nieszczelne jelito jako rozpoznania. Jeśli masz dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, potrzebujesz gastroenterologa, a nie pakietu suplementów dołączonego do wyniku.

    Nie wolno przenosić wyników z gryzoni na ludzi. Szczur z wyjałowionymi jelitami to model laboratoryjny, a nie ty.

    Nie wolno sięgać po antybiotyki „na mikrobiom” bez wskazań medycznych. W książce opisany jest przypadek licealistki z anoreksją, której autor przepisał między innymi antybiotyki. Jeden opis przypadku nie jest dowodem, a zaburzenia odżywiania wymagają leczenia w zespole specjalistów. Jeśli jedzenie wiąże się u ciebie z lękiem, restrykcją lub objadaniem się, porozmawiaj z lekarzem albo specjalistą od zaburzeń odżywiania.

    Nie wolno z tego tekstu wyciągnąć wniosku, że jelita nie mają znaczenia. Mają. Po prostu ich rola jest mniejsza i bardziej złożona, niż obiecują okładki.

    Kompas: jak podejść do tego po swojemu

    W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach nie zaczyna się od szukania jednej przyczyny, tylko od tego, co już czasem działa. Przy objawach, w których splata się brzuch i nastrój, można to rozłożyć na kilka pytań.

    1. Skala. Na skali od 0 do 10, gdzie 10 oznacza dzień, w którym ciało i nastrój ci nie przeszkadzają, a 0 dzień, w którym oba cię przytłaczają, gdzie jesteś w tym tygodniu? Zaznacz osobno brzuch i osobno nastrój. Czasem okazuje się, że chodzą razem, a czasem, że nie.
    2. Wyjątki. Przypomnij sobie ostatni dzień, w którym było choć trochę lepiej. Co było inaczej? Sen, pora posiłków, mniej pośpiechu, ktoś obok, ruch na świeżym powietrzu? To są twoje własne dane, dokładniejsze niż jakikolwiek test.
    3. Co jest w twoim zasięgu. Zamiast pytać, które bakterie za to odpowiadają, zapytaj, na co masz wpływ w tym tygodniu. Regularne posiłki, więcej warzyw i produktów fermentowanych, jeśli ci służą, sen o stałej porze. To są rzeczy dobre dla jelit i dla nastroju jednocześnie i nie wymagają wiary w żadną teorię.
    4. Po czym poznasz zmianę. Wybierz jeden konkretny znak, na przykład mniej dni, w których rezygnujesz z wyjścia z domu. Nie wynik testu.
    5. Kogo włączyć. Jeśli brzuch dokucza od dawna, lekarz rodzinny albo gastroenterolog. Jeśli nastrój, osoba prowadząca twoje leczenie. Najlepiej, żeby jedno wiedziało o drugim.

    Jeden mały krok

    Przez najbliższy tydzień zapisuj wieczorem dwie liczby od 0 do 10: jedną dla brzucha, jedną dla nastroju. Bez interpretowania. Po tygodniu spójrz na zapiski i sprawdź, czy w dni lepsze dla jednego lepsze było też drugie, i co w te dni robiłeś inaczej. To zestawienie warto zabrać na wizytę u lekarza albo na sesję.

    Pani Marta prowadziła takie zapiski przez trzy tygodnie. Okazało się, że najgorsze dni dla brzucha i dla nastroju to te po nieprzespanej nocy i bez śniadania. Suplementy z planu odłożyła, zapisała się do gastroenterologa i zaczęła od stałej pory kładzenia się spać. – To mniej spektakularne niż w książce – powiedziała. – Ale przynajmniej to ja coś zrobiłam.

    Kiedy warto poszukać wsparcia

    Jeśli od tygodni obniżony nastrój odbiera ci siłę na codzienne sprawy, a do tego dochodzą dolegliwości z ciała, które lekarze „nie mogą znaleźć”, nie musisz wybierać między wersją „to wszystko w głowie” a wersją „to wszystko w jelitach”. Oba ujęcia są za wąskie, o czym więcej piszę w tekście o psychosomatyce.

    Prowadzę terapię online w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach. Pracujemy nad tym, co realnie jest w twoim zasięgu, małymi krokami i w twoim tempie, także wtedy, gdy równolegle leczysz się u lekarza. Jeśli chcesz porozmawiać o swojej sytuacji, umów się na pierwszą sesję.

    Ten tekst ma charakter psychoedukacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem, dietetykiem ani terapeutą. Jeśli myślisz o zrobieniu sobie krzywdy, zadzwoń pod numer alarmowy 112 albo skontaktuj się z Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym: 800 70 2222.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku