Pan Tomasz przychodzi na sesję z pytaniem, które od miesięcy nosi w sobie: „Czy ja jeszcze kocham żonę? Od pół roku nie mam ochoty na seks. Właściwie na nic nie mam ochoty, ale to jedno boli najbardziej, bo ona myśli, że chodzi o nią”. Leczy się na depresję od czterech miesięcy. Nikt, ani lekarz, ani on sam, nie zapytał wprost, czy spadek ochoty zaczął się przed lekiem, czy po nim.
Pan Tomasz to postać złożona z kilku historii, zmienione są wszystkie szczegóły pozwalające kogokolwiek rozpoznać.
W książce Codzienność w depresji Joanny Poremby seksuolog Daniel Cysarz opisuje seksualność jako miejsce, w którym depresję widać najwcześniej i o którym mówi się najpóźniej. To trafne. Warto jednak dołożyć do tego dane, bo w gabinecie najwięcej cierpienia bierze się nie z samego braku ochoty, ale z błędnej interpretacji, skąd on się wziął.
Depresja a seks: trzy źródła tej samej zmiany
Sama depresja. Anhedonia, czyli osłabiona zdolność odczuwania przyjemności, jest jednym z głównych objawów depresji. Nie wybiera obszarów: dotyczy jedzenia, muzyki, spotkań i seksu. W badaniu Kennedy’ego i współpracowników z 1999 roku, przeprowadzonym na osobach z depresją przed włączeniem leków, zmniejszone zainteresowanie seksem zgłaszało ponad 40% mężczyzn i ponad 50% kobiet. Trudności z podnieceniem miało 40–50% badanych.
Leki. Część leków przeciwdepresyjnych dokłada własne działanie. W hiszpańskim badaniu Montejo i współpracowników (1022 pacjentów) jakąkolwiek dysfunkcję seksualną przy SSRI i wenlafaksynie zgłaszało od 58% do 73% osób, przy mirtazapinie 24%. Około 40% pacjentów źle znosiło te objawy. To ważne, bo jest to jeden z częstszych powodów samowolnego odstawiania leczenia.
Relacja. Brak ochoty rzadko zostaje prywatną sprawą jednej osoby. Partner zaczyna się zastanawiać, czy jest jeszcze atrakcyjny. Osoba w depresji zaczyna unikać czułości, żeby dotyk nie został odczytany jako zaproszenie. Po kilku miesiącach znika nie tylko seks, ale też przytulanie i zwykła bliskość, a to z kolei pogłębia poczucie osamotnienia.

Ta zależność działa w obie strony
W metaanalizie Atlantisa i Sullivana (2012) depresja zwiększała późniejsze ryzyko dysfunkcji seksualnych, a dysfunkcje seksualne zwiększały późniejsze ryzyko depresji. W analizach uwzględniających inne czynniki szansa depresji u osób z dysfunkcją była mniej więcej trzykrotnie wyższa. Autorzy zalecali wprost, by osoby zgłaszające problemy seksualne pytać o nastrój, a osoby z depresją pytać o seksualność.
W praktyce to oznacza, że trudności seksualne nie są „tematem na później, jak już depresja minie”. Mogą ją podtrzymywać tak samo jak bezsenność czy wycofanie z kontaktów.
Czego z tych liczb nie wolno wyciągnąć
- Nie wolno ich od siebie odejmować. Kennedy i Montejo używali innych narzędzi i badali inne grupy. Z wykresu nie wynika, że „lek dokłada 20 punktów procentowych”. Wynika tylko, że oba źródła są realne.
- Nie wynika z nich, że lek trzeba odstawić. Odstawienie leku bez planu grozi nawrotem depresji, a ta sama depresja obniża libido. Istnieją inne możliwości: zmiana dawki, pory przyjmowania albo leku na inny, o mniejszym wpływie na seksualność. Te decyzje należą do lekarza, który musi jednak usłyszeć o problemie. O samych lekach piszę szerzej w tekście o SSRI i SNRI.
- Nie wynika z nich, że brak ochoty oznacza koniec uczucia. To najczęstszy i najbardziej bolesny błąd interpretacyjny, zarówno u osoby chorej, jak i u partnera.
- Dane o dysfunkcjach nie opisują każdego. Część osób w depresji nie odczuwa zmian, a u niektórych, jak zauważa Cysarz, seks bywa na początku sposobem na chwilową ulgę i potrzeba bliskości chwilowo rośnie.
Granica: kiedy to nie jest tylko depresja
Ból podczas współżycia, nagłe zaburzenia erekcji albo zmiany, które pojawiły się bez związku z nastrojem, wymagają konsultacji lekarskiej. Problemy hormonalne, naczyniowe czy neurologiczne potrafią wyglądać podobnie, a przy okazji również obniżać nastrój. Seksualność może być także obszarem, w którym odzywają się dawne doświadczenia przemocy. Wtedy potrzebna jest praca w tempie osoby, a nie ćwiczenia „na odblokowanie”.
Kompas TSR: jak rozmawiać o seksie, kiedy depresja zabrała ochotę
1. Oddziel bliskość od seksu. Umowa „przytulanie nie jest zaproszeniem” często w ciągu tygodnia przywraca dotyk, który zanikł ze strachu przed odmową. Bliskość fizyczna chroni związek także wtedy, gdy seksu chwilowo nie ma.
2. Nazwijcie wspólnego przeciwnika. Zdanie „to depresja zabiera mi ochotę, nie ty” brzmi prosto, a zmienia bardzo dużo. Partner przestaje szukać winy w sobie, osoba chora przestaje czuć się oskarżana. Jeśli w związku narasta złość, przyda się tekst o bliskich, którzy się złoszczą.
3. Szukaj wyjątków. Kiedy w ostatnich tygodniach było choć trochę więcej bliskości? Rano czy wieczorem, w domu czy na wyjeździe, po jakim dniu? Wyjątki pokazują warunki, w których seksualność wraca łatwiej.
4. Skala zamiast „tak albo nie”. „Na ile od 0 do 10 mam dziś ochotę na bliskość?” pozwala rozmawiać bez presji. Trójka to nie odmowa. To informacja, że może być przytulanie, a seks nie.
5. Zapytaj o kolejność. Czy spadek ochoty był przed lekiem, czy po nim? Ta jedna informacja przekazana lekarzowi potrafi zmienić plan leczenia.
6. Opisz preferowaną przyszłość razem. Po czym poznacie, że bliskość wraca? Najczęściej pierwsze odpowiedzi nie dotyczą seksu: „znów będziemy zasypiać przytuleni”, „będziemy żartować”. To dobry kierunek, bo jest osiągalny.
Jeden mały krok na ten tydzień
Powiedz partnerowi albo partnerce jedno zdanie: „Brak ochoty na seks to teraz część mojej depresji, nie informacja o tobie”. Nie musisz niczego więcej obiecywać ani tłumaczyć.
Jeśli depresja weszła między was
W terapii pracuję z osobami w depresji i z parami, dla których choroba jednej osoby stała się problemem całego związku. Rozmowa o seksualności w bezpiecznych warunkach często jest pierwszym od dawna momentem, w którym obie strony słyszą, że nie chodzi o brak miłości. Pracuję online, co wielu osobom ułatwia rozmowę o sprawach intymnych. Umów pierwszą konsultację, sam albo razem z partnerem.
