24 września w opactwie benedyktynek w Jarosławiu zginął ksiądz, a cztery kolejne osoby zostały ranne. W ciągu kilku godzin do informacji o sprawcy dopisano słowo „weteran”. Stan wiedzy w dniu pisania tego tekstu (25 września) jest taki: prokuratura nie potwierdziła, że mężczyzna walczył na froncie, od kilku lat mieszkał w Niemczech, motyw jest nieznany, trwają badania na obecność substancji, a według doniesień mediów on sam przebywa pod obserwacją na oddziale psychiatrycznym. W debacie publicznej pojawiło się już jednak zdanie, że weterani tej wojny są „zwyczajnie niebezpieczni”.
To nie jest tekst o Jarosławiu. Nie wiemy, co się tam wydarzyło, i nie wolno dopisywać diagnozy komuś, kogo nikt jeszcze nie zbadał. To jest tekst o tym, co trauma wojenna naprawdę robi z człowiekiem, co badania mówią o jej związku z przemocą i jak powinniśmy się przygotować na to, że w Polsce będzie coraz więcej ludzi, którzy wrócili z frontu. Ukraińców, ale też Polaków, którzy służyli jako ochotnicy albo służą w wojsku i na granicy.
Pytanie, które słyszę w gabinecie
Oksana mieszka w Polsce od czterech lat. Jej mąż wrócił z rotacji na kilka tygodni. Śpi przy zapalonym świetle, podrywa się na dźwięk zamykanych drzwi, w sklepie ustawia się plecami do ściany. Wieczorem pije więcej niż kiedyś. Nie jest agresywny, ale Oksana złapała się na tym, że po wiadomościach z telewizji patrzy na niego inaczej. Na sesji pyta wprost: „Czy on jest niebezpieczny?”
To pytanie jest uczciwe i zasługuje na uczciwą odpowiedź. Taka odpowiedź nie brzmi ani „tak”, ani „oczywiście, że nie”. Brzmi: to zależy od kilku konkretnych rzeczy, które da się nazwać, zauważyć i w większości leczyć.
Opisana historia jest kompozycją kilku sytuacji z praktyki. Imiona i szczegóły zostały zmienione tak, by nie dało się rozpoznać żadnej osoby.
Co front robi z układem nerwowym
Na froncie czujność jest warunkiem przeżycia. Szybki odruch na dźwięk, skanowanie otoczenia, gotowość do działania w ułamku sekundy, odcięcie od strachu i smutku, bo na nie nie ma czasu. Problem nie polega na tym, że ten tryb się włącza. Polega na tym, że po powrocie często nie chce się wyłączyć. Organizm dalej działa tak, jakby zagrożenie było tuż obok, choć człowiek stoi w kolejce w Biedronce.
W praktyce wygląda to jak zestaw kilku zjawisk naraz. Nadmierna czujność i wzmożona reakcja na bodźce. Kłopoty ze snem i koszmary, które potrafią zostać nawet po ustąpieniu innych objawów (pisałem o tym w tekście o śnie po traumie). Drażliwość i nagły gniew. Odrętwienie emocjonalne, przez które bliscy mówią „on jest jakby nieobecny”. Poczucie winy i wstydu, czasem związane z tym, co człowiek zrobił albo czego nie zdołał zrobić. To ostatnie badacze nazywają urazem moralnym i coraz częściej traktują jako osobny problem, obok PTSD.
Skala jest duża. W badaniu 590 ukraińskich żołnierzy, którzy trafili do szpitali wojskowych i ośrodków rehabilitacji, klinicyści rozpoznali PTSD albo złożone PTSD u 67,4% badanych, a depresję u 34,4% (Hyland i wsp., 2025). Autorzy sami zaznaczają, że to nie jest próba reprezentatywna: do szpitala trafiają ludzie ranni i w gorszym stanie, więc w całej armii odsetek jest niższy. Nawet przy tej ostrożności wniosek jest jasny: mówimy o setkach tysięcy osób z klinicznie istotnymi objawami.
Czy trauma wojenna czyni ludzi groźnymi?
Tu zaczyna się to, co najważniejsze, i to, co najczęściej się przekręca. Związek istnieje, ale nie wygląda tak, jak sugeruje hasło „weteran to zagrożenie”.
Najlepiej widać to w amerykańskim badaniu, w którym losowo wybranych 1090 weteranów wojen w Iraku i Afganistanie ankietowano dwukrotnie w odstępie roku (Elbogen i wsp., 2014). Badacze sprawdzali, co z pierwszego pomiaru przewiduje poważną przemoc w kolejnym roku. Wśród osób bez PTSD i bez nadużywania alkoholu takiej przemocy dopuściło się 5,3%. Przy samym PTSD 10,0%. Przy samym nadużywaniu alkoholu 10,6%. Przy obu tych rzeczach naraz 35,9%.
Najważniejszy jest jednak wynik, który nie mieści się na wykresie. Po uwzględnieniu pozostałych czynników osoby z PTSD, które nie nadużywały alkoholu, nie miały istotnie wyższego ryzyka poważnej przemocy niż weterani bez żadnego z tych problemów. Samo PTSD nie było zapalnikiem. Zapalnikiem było połączenie. Oprócz niego ryzyko podnosiły: młodszy wiek, kłopoty finansowe (brak pieniędzy na jedzenie, mieszkanie, leczenie), przemoc w historii życia sprzed służby i większa ekspozycja na walkę.

Drugie źródło to brytyjskie badanie, w którym dane 13 856 żołnierzy połączono z krajowym rejestrem karnym (MacManus i wsp., 2013). Sam wyjazd na misję nie zwiększał ryzyka przestępstw z użyciem przemocy. Zwiększała je służba w roli bojowej (6,3% wobec 2,4% w rolach niebojowych), nadużywanie alkoholu po powrocie (9,0% wobec 2,3%) i PTSD (8,6% wobec 3,0%). Z objawów PTSD najmocniej wiązała się z przemocą nadmierna pobudliwość: czujność, drażliwość, wybuchy złości. Autorzy zwracają też uwagę, że przemoc była najczęstsza u mężczyzn przed trzydziestką i malała z wiekiem, tak samo jak w populacji ogólnej.
Warto dołożyć jeszcze jedną perspektywę. W szwedzkim badaniu rejestrowym osoby z najcięższymi zaburzeniami psychicznymi, czyli psychozami, odpowiadały za około jedno na dwadzieścia przestępstw z użyciem przemocy (Fazel i Grann, 2006). Zdecydowana większość przemocy w społeczeństwie nie ma nic wspólnego z chorobą psychiczną. To zdanie dotyczy psychoz, nie PTSD, ale pokazuje proporcje, które w emocjach po tragedii łatwo zgubić.
Czego z tych liczb nie wolno zrobić
Nie wolno ich stosować do konkretnego człowieka. Nawet w grupie o najwyższym ryzyku prawie dwie trzecie osób nie dopuściło się poważnej przemocy. Narzędzie przesiewowe zbudowane na tych samych danych dobrze odróżnia grupy o wyższym i niższym ryzyku, ale jego autorzy wprost piszą, że nie zastępuje pełnej oceny klinicznej (Elbogen i wsp., 2014). Przewidywanie przemocy u jednostki pozostaje trudne, a pomyłki w obie strony są kosztowne.
Nie wolno ich bez zastrzeżeń przenosić na Ukrainę. To dane z armii zawodowych USA i Wielkiej Brytanii, z innych wojen i innego systemu opieki. Wojna w Ukrainie ma inny charakter: pobór, długie rotacje, drony, ogromna skala. Ukraińskich badań podłużnych nad przemocą po powrocie jeszcze nie ma.
Część danych to deklaracje. Badanie amerykańskie opiera się na tym, co weterani sami napisali w ankiecie. Rejestry karne z kolei widzą tylko to, co dotarło do policji, więc przemoc domowa jest w nich niedoszacowana.
Nie wolno z nich wyprowadzać wniosku o Jarosławiu. Nie wiemy, czy sprawca był na froncie, czy miał jakiekolwiek zaburzenie i czy działał pod wpływem substancji. Każda z tych informacji może zmienić obraz całkowicie.
Jak powinniśmy się przygotować
Dane podpowiadają coś bardzo praktycznego. Jeśli ryzyko rośnie tam, gdzie spotykają się nieleczona trauma, alkohol, bieda i samotność, to przygotowanie polega na rozbrajaniu właśnie tych czterech elementów. Stygmatyzowanie ludzi z doświadczeniem frontu robi coś odwrotnego: utrudnia im znalezienie pracy i mieszkania, zamyka ich w swoim środowisku i zniechęca do szukania pomocy. Czyli wzmacnia dokładnie te czynniki, które ryzyko podnoszą.
Metaanaliza czynników ryzyka PTSD pokazała, że to, co dzieje się po traumie, czyli brak wsparcia społecznego i dodatkowy stres życiowy, ma nieco silniejszy wpływ niż to, co było przed nią (Brewin i wsp., 2000). To dobra wiadomość, bo na te rzeczy mamy wpływ.
Jeśli bliska ci osoba wróciła z frontu
Warto obserwować nie „czy jest inny”, bo inny będzie na pewno, tylko kilka konkretnych sygnałów: czy pije więcej i czy pije, żeby zasnąć albo przestać myśleć; czy wybuchy złości się nasilają; czy śpi coraz gorzej; czy wycofuje się z kontaktu ze wszystkimi poza innymi żołnierzami; czy mówi o tym, że nie ma sensu żyć albo że wszystkim byłoby lepiej bez niego.
Rozmowa o tym, co przeżył, nie musi zaczynać się od szczegółów. Często lepiej działa pytanie o to, jak jest teraz: „Co jest dla ciebie najtrudniejsze od powrotu?”. Wiele osób po froncie łatwiej otwiera się przed innymi weteranami, i to jest w porządku. W badaniu ochotników z Wielkiej Brytanii i USA walczących w Ukrainie wsparcie emocjonalne pochodziło głównie od towarzyszy broni, bo profesjonalna pomoc bywała niedostępna zarówno na miejscu, jak i po powrocie (Williamson i wsp., 2026). Kontakt z innymi weteranami nie jest więc zamykaniem się, tylko często pierwszym mostem.
Jedna granica jest nienegocjowalna. Zrozumienie dla traumy nie oznacza zgody na przemoc. Jeśli w domu dochodzi do przemocy albo boisz się o swoje bezpieczeństwo lub bezpieczeństwo dzieci, pierwszeństwo ma bezpieczeństwo, a nie terapia partnera. W sytuacji zagrożenia dzwoń pod 112. Całodobowe wsparcie dla osób doznających przemocy w rodzinie daje Niebieska Linia: 800 120 002. Wsparcie w kryzysie psychicznym: 800 70 22 22 (całą dobę) oraz 116 123.
Jako otoczenie: sąsiedzi, pracodawcy, szkoły, parafie
Najwięcej zrobi zwykła integracja: praca, język, mieszkanie, kontakt z ludźmi spoza własnej grupy. Pracodawca, który zatrudnia osobę po froncie, nie musi być terapeutą. Wystarczy, że wie, iż głośne dźwięki czy nagłe podejście od tyłu mogą wywołać silną reakcję, i że pozwala na przerwę bez tłumaczenia się. Do tego trzeźwa rozmowa o alkoholu, który w wielu środowiskach jest jedynym dostępnym „lekiem” na bezsenność i napięcie.
Jako system i profesjonaliści
Tu nie wolno obiecywać cudów. Przegląd badań klinicznych nad terapią PTSD u żołnierzy i weteranów pokazał, że dwie najlepiej przebadane metody, terapia przetwarzania poznawczego i przedłużona ekspozycja, dają wyraźną poprawę u 49–70% osób, ale około dwóch trzecich nadal spełnia kryteria PTSD po zakończeniu leczenia (Steenkamp i wsp., 2015). Wyniki są więc słabsze, niż wiele osób zakłada. To argument za tym, żeby zaczynać wcześnie, szkolić więcej terapeutów pracujących z traumą, zapewniać pomoc w języku, w którym człowiek myśli, i leczyć jednocześnie PTSD, alkohol i bezsenność, a nie jedno po drugim. Nie jest to argument za rezygnacją.
Kompas TSR: od czego zacząć, gdy nie wiadomo, od czego zacząć
W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach nie zaczynamy od pytania, co jest zepsute. Zaczynamy od tego, co już działa, choćby w małym stopniu. U ludzi po froncie to podejście ma dodatkową zaletę: nie wymaga opowiadania szczegółów traumy na pierwszym spotkaniu.
Skala. „Na skali od 0 do 10, gdzie 10 oznacza, że czujesz się w domu tak bezpiecznie, jak to możliwe, a 0 że cały czas jesteś w trybie frontowym, gdzie jesteś dziś?” Jeśli odpowiedź brzmi 3, następne pytanie nie dotyczy tego, dlaczego tak mało, tylko tego, co sprawia, że to jest 3, a nie 1.
Wyjątki. „Kiedy w ostatnim tygodniu złość była mniejsza? Co było wtedy inaczej?” Często okazuje się, że to był dzień bez alkoholu, dzień z wysiłkiem fizycznym albo rozmowa z kimś, kto „rozumie bez tłumaczenia”. To są gotowe wskazówki, co robić częściej.
Pytania o radzenie sobie. „Jak to się dzieje, że mimo tego wszystkiego wstajesz rano i idziesz do pracy?” Człowiek po froncie zna mnóstwo swoich słabości. Rzadko ktoś pyta go o to, co mu się udaje.
Preferowana przyszłość. „Wyobraź sobie, że za pół roku budzisz się i czujesz, że wróciłeś naprawdę, nie tylko ciałem. Po czym twoja żona pozna to jako pierwsza?” Odpowiedzi są zwykle bardzo konkretne: że usiądzie z nimi do śniadania, że wytrzyma w markecie, że zaśnie bez piwa.
Małe kroki. Nie „przestanę pić”, tylko „dwa wieczory w tygodniu bez alkoholu i zobaczę, jak śpię”. Nie „wszystko jej opowiem”, tylko „powiem jej jedno zdanie o tym, co jest dla mnie najtrudniejsze”.
Jeden mały krok
Jeśli jesteś bliską osobą: zamiast pytać „co się tam działo?”, zapytaj w tym tygodniu: „Kiedy ostatnio było ci choć trochę lżej?”. Jeśli to ty wróciłeś: policz, ile wieczorów w ostatnim tygodniu zasypiałeś bez alkoholu. Nie po to, żeby się ocenić. Po to, żeby wiedzieć, od czego zacząć.
Terapia online, także gdy jesteś daleko
Pracuję z osobami po traumie i z ich bliskimi: partnerkami, partnerami, rodzicami, którzy nie wiedzą, jak rozmawiać z kimś, kto wrócił inny. Pracuję online, więc na sesję można połączyć się z dowolnego miejsca, co przy rotacjach, zmianach miejsca zamieszkania i pracy zmianowej często decyduje o tym, czy terapia w ogóle jest możliwa. Terapia online daje w badaniach takie same efekty jak spotkania w gabinecie. Jeśli rozpoznajesz w tym tekście siebie albo kogoś bliskiego, umów pierwszą konsultację. Na początek wystarczy rozmowa o tym, co jest najtrudniejsze teraz.
Szerszy kontekst tego, jak wojenne doświadczenia przechodzą w polskich rodzinach z pokolenia na pokolenie, znajdziesz w tekście Trauma nasza polska. O tym, dlaczego mężczyznom tak trudno nazwać to, co czują, piszę w tekście o nazywaniu emocji, a o mechanizmie, który każe ukrywać to, co boli, w tekście o wstydzie.
