Przejdź do treści
Strona główna » Test MBTI. Po powtórce typ się zmienia, bo osobowość nie dzieli się na typy

Test MBTI. Po powtórce typ się zmienia, bo osobowość nie dzieli się na typy

    Opis sytuacji jest złożony z kilku rozmów i zmieniony tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.

    – W zeszłym roku wyszło mi INTJ. Wszystko się zgadzało: analityczna, zamknięta, lepiej mi samej. Teraz zrobiłam test jeszcze raz, bo szef chce przypisywać role w zespole według typów, i wyszło ENTJ. To kim ja właściwie jestem?

    Pytanie jest zadane pół żartem, ale pod nim siedzi coś poważnego. Wynik testu stał się dla niej opisem tożsamości, a teraz ten opis się rozjechał. Do tego w pracy od czteroliterowego kodu ma zależeć, czy dostanie projekt, który ją interesuje.

    Odpowiedź, która zwykle przynosi ulgę, brzmi: nie zmieniłaś się. Zmienił się wynik, bo tak działa każdy test, który dzieli ciągłą cechę na dwie szufladki. I da się to policzyć.

    Skąd się wzięły typy

    Wskaźnik Myers-Briggs (MBTI) powstał w połowie XX wieku na podstawie teorii typów psychologicznych Carla Junga. Katharine Briggs i Isabel Myers założyły, że każdy człowiek ma jedną preferencję w czterech parach: ekstrawersja lub introwersja, poznanie zmysłowe lub intuicja, myślenie lub odczuwanie, osądzanie lub obserwacja. Z połączenia powstaje szesnaście typów. Do tego samego pomysłu nawiązują popularne darmowe testy w internecie.

    Cała konstrukcja stoi na jednym założeniu, o którym James Kalat pisze w swoim podręczniku psychologii wprost: gdyby typy istniały, wyniki ludzi na każdej skali powinny układać się w dwa garby, z niewielką liczbą osób pośrodku. Wtedy przypisanie do jednej z dwóch kategorii miałoby sens. Tymczasem w danych jest odwrotnie.

    Co pokazują dane

    McCrae i Costa (1989) przebadali 468 osób w wieku od 19 do 93 lat, zestawiając MBTI z kwestionariuszem Wielkiej Piątki i z ocenami bliskich. Nie znaleźli śladu tego, żeby MBTI mierzył prawdziwe dychotomie czy jakościowo różne typy. Znaleźli cztery w miarę niezależne wymiary, które mierzą aspekty czterech z pięciu głównych cech osobowości. Interpretację skali osądzanie–obserwacja uznali za wątpliwą.

    Wcześniejsze doniesienia o „dwóch garbach” też się nie obroniły. Bess i Harvey (2002) przeliczyli wyniki około 12 tysięcy osób i pokazali, że dwumodalność była artefaktem ustawień programu statystycznego. Przy poprawnym liczeniu rozkłady na wszystkich czterech skalach okazały się mocno skupione w środku. Innymi słowy: najwięcej ludzi jest w pobliżu granicy, którą test uznaje za podział między przeciwieństwami.

    Stein i Swan (2019) przeanalizowali samą teorię i doszli do wniosku, że nie spełnia podstawowych kryteriów naukowych: nie zgadza się ze znanymi danymi, trudno ją sprawdzić i zawiera wewnętrzne sprzeczności.

    Arytmetyka powtórki

    To, co spotkało moją rozmówczynię, nie jest wyjątkiem. W przeglądach Pittengera (1993, 2005) zmiana typu przy ponownym badaniu po kilku tygodniach pojawia się jako jeden z głównych problemów narzędzia. Zamiast przytaczać krążące w sieci procenty, których nie da się łatwo sprawdzić u źródła, lepiej pokazać, dlaczego tak musi być.

    Każdy pomiar psychologiczny ma pewien szum. Miarą tego, jak dobrze wynik się powtarza, jest rzetelność: 1 oznacza pomiar idealny, 0 czysty przypadek. Jeśli cecha rozkłada się tak jak w danych Bess i Harvey, czyli większość osób jest blisko środka, to prawdopodobieństwo, że ktoś wyląduje po tej samej stronie granicy dwa razy, da się wyliczyć ze znanego wzoru statystycznego. A żeby dostać ten sam typ, trzeba trafić po tej samej stronie na wszystkich czterech skalach naraz.

    Wykres modelowy: odsetek osób, które po powtórce testu dostaną ten sam czteroliterowy typ, zależnie od rzetelności każdej z czterech skal: 31% przy 0,70, 35% przy 0,75, 40% przy 0,80, 46% przy 0,85, 54% przy 0,90 i 65% przy 0,95.
    Wyliczenie modelowe przy założeniu rozkładu skupionego w środku i czterech niezależnych skal.

    Wynik jest bezlitosny. Przy rzetelności 0,80 na każdej skali, czyli poziomie, który w psychologii uchodzi za przyzwoity, ten sam czteroliterowy typ dostaje po powtórce około 40% osób. Nawet przy rzetelności 0,90, która w psychometrii uchodzi za bardzo wysoką, to niewiele ponad połowa. Nie chodzi o to, że MBTI jest wyjątkowo źle zrobiony. Chodzi o to, że cięcie ciągłej cechy na pół zamienia drobny szum w zmianę etykiety.

    Ktoś, kto na skali ekstrawersji wypada tuż za granicą, zostaje opisany jako ekstrawertyk, tak samo jak osoba skrajnie ekstrawertyczna, i jako przeciwieństwo kogoś, kto wypadł tuż przed granicą. W rzeczywistości pierwsza i druga osoba różnią się bardzo, a pierwsza i trzecia prawie wcale.

    Dlaczego mimo to tak dobrze trafia

    Kalat zwraca uwagę na rzecz, która tłumaczy popularność testu lepiej niż jakakolwiek analiza: w MBTI każdy typ jest normalny i ma zalety. Nie ma wyniku, który byłby przykry. Opisy są ciepłe, obszerne i na tyle ogólne, że rozpoznaje się w nich większość czytelników. To ten sam mechanizm, który opisałem przy teście Luschera: opis, który pasuje do każdego, daje silne poczucie trafności i nie mówi prawie nic o konkretnej osobie.

    Czego z tych liczb nie wolno zrobić

    Nie wynika z nich, że osobowość jest niestała. Cechy osobowości mierzone jako wymiary ciągłe powtarzają się dobrze. Niestała jest etykieta, a nie człowiek.

    Nie wynika z nich, że skale MBTI nie mierzą niczego. Według McCrae i Costy mierzą realne aspekty osobowości. Problemem jest zamiana wyniku na typ i obietnice, które się do tego typu doklejają.

    Wykres jest modelem, nie pomiarem. Zakłada rozkład skupiony w środku i niezależność czterech skal. Osoby z wynikami skrajnymi będą dostawać ten sam typ znacznie częściej, a osoby blisko granicy dużo rzadziej. Model pokazuje mechanizm, nie dokładny odsetek w konkretnym badaniu.

    Refleksja nad sobą to nie to samo co decyzja. Jeśli opis typu skłania cię do zastanowienia, kiedy lepiej pracujesz w ciszy, a kiedy w grupie, może być użyteczny. Kłopot zaczyna się, gdy od etykiety zależy rekrutacja, awans, przydział zadań albo decyzja, z kim się wiązać.

    Jeśli jesteś po stronie firmy

    Test, który u znacznej części osób zmienia wynik po kilku tygodniach, nie nadaje się do podejmowania decyzji o ludziach. Jeśli zespołowi potrzebna jest wspólna rozmowa o stylach pracy, lepiej oprzeć ją na obserwacji konkretnych sytuacji niż na kodach. Szerzej o tym, na co naprawdę warto wydawać budżet na dobrostan zespołu, piszę w tekście o zdrowiu psychicznym pracowników.

    Kompas TSR: zamiast „kim jestem” – „kiedy działam najlepiej”

    W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach etykieta ma małą wartość, a opis konkretnego zachowania dużą. Te same pytania przydają się każdemu, kto po teście utknął na pytaniu o własną tożsamość:

    1. Wyjątki od etykiety. „Kiedy ostatnio zachowałaś się zupełnie nie jak twój typ i wyszło dobrze?” Introwertyczka, która świetnie poprowadziła spotkanie, dostaje w ten sposób informację ważniejszą niż kod.
    2. Skala zamiast szufladki. „Gdzie na skali od 0 do 10 jesteś dziś, jeśli chodzi o potrzebę ciszy po pracy? A gdzie byłaś w najlepszym tygodniu tego roku?” Różnica między tymi liczbami mówi, od czego zależy twoje samopoczucie.
    3. Warunki, a nie cechy. „Co musi być wokół ciebie, żebyś pracowała najlepiej?” To pytanie daje odpowiedzi, które można przenieść na rozmowę z szefem.
    4. Preferowana przyszłość. „Gdybyś za rok była bardziej sobą w pracy, po czym poznaliby to twoi współpracownicy?”
    5. Mały krok. „Jaka jedna zmiana w tym tygodniu przybliżyłaby cię do tego obrazu?”

    Jeden krok na dziś

    Weź opis swojego typu i przy każdym zdaniu dopisz jedną konkretną sytuację z ostatniego miesiąca, która je potwierdza, oraz jedną, która mu przeczy. Zdania z samymi potwierdzeniami możesz zatrzymać jako trafny opis siebie. Zdania z obiema kolumnami pokazują, że masz w sobie więcej elastyczności, niż sugeruje kod.

    Porozmawiajmy o tobie, a nie o typie

    Jeśli etykieta z testu zaczęła decydować o tym, co uważasz za możliwe w pracy czy w związku, możemy przyjrzeć się temu razem. Pracuję w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach, szukając tego, co już u ciebie działa, i budując na tym kolejne kroki. Spotkania odbywają się online. Umów pierwszą rozmowę. Jeśli reprezentujesz firmę, zajrzyj też na stronę współpracy dla biznesu.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku