Przejdź do treści
Strona główna » Jednostronna przyjaźń. Nie bilans cię męczy — męczy to, że zacząłeś go liczyć

Jednostronna przyjaźń. Nie bilans cię męczy — męczy to, że zacząłeś go liczyć

    Marek położył telefon na stole, zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać. „Sprawdziłem historię połączeń. Przez ostatni rok ja dzwoniłem czterdzieści jeden razy. On sześć. Pięć z tych sześciu wtedy, kiedy czegoś potrzebował”.

    Znają się od liceum, dwadzieścia dwa lata. Marek jeździ czterdzieści kilometrów, kiedy trzeba pomóc przy przeprowadzce. Odbiera o dwudziestej trzeciej. Pamięta o urodzinach jego dzieci. W drugą stronę to nie działa i nie działa od lat. (Marek jest postacią złożoną z kilku historii; szczegóły zmienione.)

    Powiedziałem mu wtedy coś, co go zirytowało: że najważniejszą informacją w tej rozmowie nie jest liczba czterdzieści jeden. Jest nią to, że on ją policzył.

    Dwie gramatyki dawania

    Clark i Mills opisali w 1979 roku rozróżnienie, które od tamtej pory przeszło przez kilkadziesiąt eksperymentów. W relacjach wspólnotowych dobra — pomoc, czas, uwaga, wsparcie — daje się bezwarunkowo, w odpowiedzi na potrzebę drugiej osoby, a osoba przyjmująca nie czuje długu. W relacjach wymiennych daje się warunkowo: w zamian za coś porównywalnego, teraz albo wcześniej.

    Klasyczny wynik z tej serii badań brzmi nieintuicyjnie. Kiedy uczestnicy chcieli relacji wspólnotowej i pomogli komuś, bardziej lubili osobę, która im nie odpłaciła. Odpłata psuła sympatię. U tych, którzy nastawili się na wymianę, było dokładnie odwrotnie.

    W kolejnym badaniu Clark i Waddell (1985) sprawdzili drugą stronę tego mechanizmu: brak odwzajemnienia wywoływał poczucie bycia wykorzystanym przede wszystkim u osób nastawionych na wymianę. U tych nastawionych wspólnotowo to samo zachowanie po prostu nie budowało takiego poczucia.

    To jest sedno. W gramatyce wspólnotowej brak zwrotu jest brakiem zwrotu. Dopiero w gramatyce wymiany staje się krzywdą. Poczucie wykorzystania nie wynika z samej nierównowagi — pojawia się razem z rachunkiem.

    Liczenie jest objawem, nie dowodem

    Buunk i Prins przebadali 185 osób pytając o relację z najlepszym przyjacielem. Zgodnie z teorią równości samotność zgłaszali nie tylko ci, którzy czuli się poszkodowani, ale też ci, którzy czuli się uprzywilejowani — obie grupy wyraźnie bardziej niż osoby widzące w tej relacji wzajemność. Nadmiar też uwiera, tylko innym końcem.

    Najciekawszy wynik jest jednak inny. Osoby z wysoką orientacją wymienną — czyli skłonnością do pilnowania, żeby nie dać więcej, niż się dostaje — zgłaszały więcej samotności niezależnie od tego, czy relacja faktycznie była zrównoważona. Efekt utrzymywał się po uwzględnieniu poczucia własnej wartości.

    To badanie jest przekrojowe, na studentach, w jednej kulturze. Nie dowodzi, że liczenie powoduje samotność; równie dobrze samotność może uruchamiać liczenie. Ale wystarczy, żeby podważyć prostą wersję historii Marka — tę, w której cały ciężar leży po stronie przyjaciela.

    Trzy rzeczy, które mogą się kryć pod nierównowagą

    Różne miejsce w hierarchii. Bliskie relacje różnią się siłą wspólnotową — poziomem odpowiedzialności, jaką bierzemy za czyjeś dobro. Każdy z nas ma kilka relacji bardzo silnych, więcej średnich i wiele słabych. Możliwe, że twój przyjaciel jest w twojej pierwszej trójce, a ty w jego piętnastce. To boli, ale to nie jest wykorzystywanie. To asymetria miejsca, nie nadużycie.

    Więź może w ogóle nie być obustronna. Almaatouq i współpracownicy (2016) porównali deklaracje przyjaźni w kilku sieciach społecznych. W 94% przypadków (1273 na 1353) osoba, która nazwała kogoś przyjacielem, zakładała, że zostanie tak samo nazwana w drugą stronę. W rzeczywistości odwzajemnionych było 53% więzi (413 z 775); w innych zbiorach danych 45% i 34%. Korelacja między oceną bliskości po obu stronach wynosiła r = 0,36 — słaba. To były sieci studenckie i organizacyjne, oparte na nominacjach, nie na wieloletnich przyjaźniach, więc nie przenośmy tych liczb wprost. Ale założenie symetrii jest niemal powszechne i bywa błędne.

    Koszt przekroczył twoją siłę wspólnotową. W tym samym modelu Clarka i Millsa jest zastrzeżenie: kiedy koszt przysługi przewyższa siłę wspólnotową danej relacji, przysługa albo zostaje udzielona już na zasadzie wymiany, albo nie zostaje udzielona wcale. Przejście na rachunek bywa więc sygnałem, że od dawna dajesz powyżej własnej pojemności — i że system właśnie to ogłasza.

    Nierównowaga znaczy co innego w dwóch gramatykachGRAMATYKA WSPÓLNOTOWAGRAMATYKA WYMIANYdaję, bo widzę potrzebęnie prowadzę rachunkuzwrot nie jest warunkiemdaję, licząc na zwrotprowadzę rachunekzwrot jest warunkiembrak zwrotu topo prostu brak zwrotubrak zwrotu towykorzystanieNierównowaga sama w sobie nie niszczy przyjaźni.Poczucie wykorzystania przychodzi z rachunkiem.
    Dwie normy regulujące dawanie w bliskich relacjach (Clark i Mills, 1979; Clark i Waddell, 1985). To samo zachowanie drugiej strony znaczy w nich co innego.

    Gdzie ten obraz się kruszy

    Zanim ktokolwiek zbuduje na tym decyzję, warto wiedzieć, jak słabe są tu podstawy.

    Kalmijn (2012) sprawdził kierunek przyczynowy w badaniu dwufalowym. Po uwzględnieniu czasu efekt równowagi na nastrój okazał się znikomy. Więcej dowodów było na kierunek odwrotny: osoby z obniżonym nastrojem rozwijały bardziej negatywną ocenę równowagi w relacji — nawet przy uwzględnieniu tego, ile wsparcia faktycznie raportowały. Innymi słowy: obniżony nastrój przyciemnia rachunek. Badania mierzące równowagę zachowaniami dają zresztą słabsze wyniki niż te mierzące ją odczuciem.

    Sprecher (2001) prowadziła pary przez pięć fal pomiaru. Z niedowartościowaniem — nie z nadmiarem — wiązała się niższa satysfakcja, niższe zaangażowanie i większe ryzyko rozstania. Ale dowodów na to, że równowaga w jednym momencie zapowiada zmianę w kolejnym, było niewiele. Nieco więcej znalazło się dla kierunku odwrotnego.

    Do tego prawie cała ta literatura powstała na parach romantycznych. Badań nad samą przyjaźnią jest mało, są przekrojowe i głównie na studentach.

    Praktyczny wniosek jest jeden: „on mnie wykorzystuje” to hipoteza, nie pomiar. I mówi też coś o twoim obecnym stanie, nie wyłącznie o nim.

    Pułapka, w którą wpada strona dająca

    Kingsley Westerman, Park i Lee (2007) sprawdzili teorię równości bezpośrednio na przyjaźniach, w próbach amerykańskiej i koreańskiej. Osoby niedowartościowane częściej niż uprzywilejowane robiły dwie rzeczy naraz: prosiły drugą stronę o zmianę zachowania i obniżały sympatię do niej. Osoby uprzywilejowane częściej zmieniały własne zachowanie. Złość wiązała się jednocześnie z proszeniem o zmianę i ze spadkiem sympatii.

    Te dwa ruchy się znoszą. Z perspektywy drugiej strony nie widać prośby — widać ochłodzenie, w którym od czasu do czasu pojawiają się pretensje. A ochłodzenie jest nieczytelne: nie da się na nie odpowiedzieć konkretem.

    Jest w tych danych też informacja pocieszająca. Osoba po stronie korzystającej, jeśli w ogóle zarejestruje nierównowagę, ma tendencję do korygowania własnego zachowania. Warunkiem jest to, żeby miała co zarejestrować.

    Kompas TSR: inne pytanie na wejściu

    Pytanie „czy on mnie wykorzystuje” nie ma dobrej odpowiedzi. Jest rozstrzygalne tylko przez interpretację, a interpretacja — jak pokazał Kalmijn — jest zabarwiona twoim nastrojem. W pracy skoncentrowanej na rozwiązaniach zamieniam je na trzy inne.

    Wyjątki. Kiedy w ostatnim roku ta przyjaźń wyglądała inaczej? Co wtedy było inne — po jego stronie i po twojej? Odpowiedź prawie nigdy nie brzmi „był milszy”. Zwykle brzmi: było coś wspólnego do zrobienia, był stały termin, była trzecia osoba.

    Skala. Zero to relacja, z której chcę wyjść. Dziesięć to taka, w której chcę zostać. Gdzie jesteś dzisiaj? I pytanie ważniejsze: dlaczego nie o punkt niżej? To, co wymienisz w odpowiedzi, jest tym, co w tej przyjaźni nadal działa.

    Cel. Czego chcę zamiast tego? „Żeby przestał brać” nie jest celem — to znak minus. „Żeby raz w miesiącu to on zaproponował termin” jest celem, bo da się zauważyć, że się wydarzył.

    Tu przydaje się rozróżnienie, które omawiam szerzej w tekście o tym, jak stawiać granice: to, czego wykonanie zależy od drugiej osoby, nie jest granicą, tylko prośbą. W przyjaźni to naprawdę jest prośba — i to jest w porządku. Musi tylko zostać wypowiedziana jak prośba: raz, konkretnie, bez rachunku w tle.

    Jeden mały krok

    Nie: „zawsze tylko ja się odzywam”. Ta forma zaprasza do sporu o fakty, w którym obie strony mają dowody.

    Raczej: „Chciałbym, żebyś następnym razem ty zaproponował termin. Poczekam”.

    Trudniejsza jest druga połowa: nie wypełniać tej luki. Jeśli po tygodniu zadzwonisz sam, właśnie usunąłeś jedyne dane, po które sięgałeś. Odpowiedź przychodzi z tego, co wydarzy się przez kilka tygodni, nie z rozmowy o tym.

    Oba możliwe wyniki są użyteczne. Jeśli przyjaciel zaproponuje termin — dowiadujesz się, że nie brakowało mu chęci, tylko sygnału. Jeśli nie zaproponuje przez pół roku, też masz informację: o tym, na jakim poziomie ta relacja realnie stoi. To informacja o poziomie relacji, nie o twojej wartości. Warto to rozdzielić, bo umysł robi tu skrót błyskawicznie.

    Kiedy to przestaje być sprawą tej jednej przyjaźni

    Jest granica, za którą ta rozmowa nie dotyczy już przyjaciela. Poznaje się ją po tym, że ten sam układ powtarza się wszędzie: w pracy jesteś tym, który zostaje dłużej, w rodzinie tym, który organizuje, w związku tym, który ustępuje. Dawanie jest wtedy jedynym znanym sposobem zabezpieczenia sobie miejsca — a skoro tak, to każda relacja musi wyjść na minus, bo cena miejsca jest ustawiona z góry.

    To ma zwykle swoją historię i nie tłumaczy jej zachowanie jednego kolegi z liceum. Pisałem o pokrewnym wzorcu przy okazji tak zwanego syndromu miłego faceta — tam też popularna recepta celuje w niewłaściwą zmienną.

    Jeśli rozpoznajesz u siebie ten szerszy układ, rozmowa z terapeutą ma sens nie po to, żeby rozstrzygnąć bilans tej jednej przyjaźni, tylko po to, żeby czyjeś milczenie przestało być rachunkiem wystawionym tobie. Tutaj można umówić spotkanie.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku