Przejdź do treści
Strona główna » „Poradzę sobie sam”. Najczęstszy powód, dla którego ludzie nie proszą o pomoc

„Poradzę sobie sam”. Najczęstszy powód, dla którego ludzie nie proszą o pomoc

    Opis sytuacji jest złożony z kilku historii i zmieniony tak, żeby nie dało się rozpoznać żadnej konkretnej osoby.

    Pani Ewa jest pielęgniarką od dwudziestu pięciu lat. Od pół roku śpi po trzy, cztery godziny, w pracy trzyma się na kawie, a w domu płacze pod prysznicem, żeby nikt nie słyszał. Na pierwszą sesję przyszła, bo mąż umówił ją bez pytania.

    – Ja zawsze sobie radziłam – mówi na początku. – To do mnie ludzie przychodzą z problemami, nie odwrotnie.

    Nie mówi, że się wstydzi. Nie mówi, że nie ma czasu ani pieniędzy. Mówi, że powinna dać radę sama. I okazuje się, że to właśnie jest najczęstszy powód, dla którego ludzie nie szukają pomocy.

    Najczęstsza bariera nie brzmi „wstydzę się”

    W badaniach Światowej Organizacji Zdrowia w 24 krajach zapytano osoby z zaburzeniami psychicznymi, dlaczego nie podjęły leczenia. Najczęściej po prostu nie widziały takiej potrzeby. Ale wśród tych, które potrzebę widziały, najczęstszą barierą była chęć poradzenia sobie z problemem samodzielnie: wskazało ją 63,8% osób. Bariery związane z postawą były znacznie ważniejsze niż praktyczne, takie jak koszt czy dostępność (doi:10.1017/S0033291713001943). W późniejszej analizie sześciu krajów obu Ameryk ten sam powód podało 69,4% (doi:10.1016/j.jad.2022.02.031).

    Wstyd i stygmatyzacja też grają rolę, ale mniejszą, niż się zwykle zakłada. W przeglądzie 144 badań z udziałem ponad 90 tysięcy osób stygmatyzacja była dopiero czwartą z najczęściej wymienianych barier, a jej związek z szukaniem pomocy okazał się mały do umiarkowanego (d = −0,27). Najmocniej zniechęcała młodych ludzi, mężczyzn, mniejszości oraz osoby pracujące w wojsku i w zawodach medycznych (doi:10.1017/S0033291714000129). Pani Ewa trafia w tę ostatnią grupę dokładnie. U młodych obok wstydu na liście barier regularnie pojawia się właśnie preferencja samodzielności (doi:10.1186/1471-244X-10-113).

    Samodzielność nie jest wadą. Pozwala przejść przez wiele trudnych rzeczy. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy z umiejętności staje się zasadą bez wyjątków: „proszenie jest dla innych”. O tym, jak troska o innych potrafi wyprzeć troskę o siebie, pisałem w tekście o nadmiernej trosce o innych, a o tym, jak to wygląda u mężczyzn, w tekście o kryzysie męskości.

    Dlaczego przeceniamy koszt prośby

    Nawet kiedy ktoś już rozważa prośbę, zatrzymuje go zwykle jedna myśl: nie chcę zawracać głowy. Francis Flynn i Vanessa Lake sprawdzili w serii badań, na ile ta ostrożność jest trafna. Uczestnicy mieli prosić obcych o drobne przysługi, a wcześniej przewidzieć, ilu osób będą musieli zapytać. Myliłi się systematycznie w jedną stronę: nie doceniali, jak chętnie inni się zgodzą, nawet o połowę (doi:10.1037/0022-3514.95.1.128).

    Najciekawsze jest wyjaśnienie. Osoba prosząca myśli o tym, ile kosztuje drugą stronę powiedzenie „tak”: czas, kłopot, wysiłek. Osoba proszona liczy co innego: ile kosztuje powiedzenie „nie”. A odmówić twarzą w twarz jest niezręcznie, głupio, często trudniej niż pomóc. Każda strona patrzy na inny rachunek.

    Dwa rachunki przy jednej prośbie. Co liczy proszący: ile czasu i kłopotu zabiorę drugiej osobie; czy nie będzie zirytowana; lepiej nie zawracać głowy. Czyli koszt powiedzenia tak. Co liczy proszony: jak niezręcznie byłoby odmówić; czy nie wyjdę na nieczułego; łatwiej się zgodzić. Czyli koszt powiedzenia nie. Podsumowanie: ludzie nie doszacowują zgody na prośbę nawet o połowę.
    Proszący i proszony liczą dwa różne koszty. Dlatego prośba wydaje się bardziej kłopotliwa temu, kto ją wypowiada, niż temu, kto ją słyszy.

    Czego z tych liczb nie wolno wyciągnąć

    Że każdy zawsze pomoże. W badaniach Flynna i Lake chodziło o drobne przysługi, głównie wobec obcych, na przykład wypełnienie krótkiej ankiety. Prośba o wsparcie emocjonalne u bliskiej osoby to inna sytuacja i nie każdy wokół nas jest w stanie albo chce ją spełnić. Warto wybierać, kogo prosić.

    Że chęć poradzenia sobie samemu jest błędem. Dane WHO pochodzą z badań przekrojowych i nie mówią, czy osoby, które poradziły sobie same, na tym straciły. Przy lżejszych trudnościach to bywa rozsądny wybór. Problemem jest sytuacja, w której próby od miesięcy nie działają, a zasada „sam” nadal obowiązuje. Jeśli te próby polegają głównie na rozmyślaniu albo na czekaniu, aż wróci energia, warto zajrzeć do tekstów o ruminacji i o aktywacji behawioralnej.

    Że rada „po prostu poproś” załatwia sprawę. Prośba to umiejętność. Wiele osób, które w domu nauczyły się, że ich potrzeby przeszkadzają, wie, że powinno poprosić, i nie potrafi wydobyć z siebie pierwszego zdania. Temu służy kompas poniżej.

    Jeśli jesteś w ostrym kryzysie, nie sprawdzaj tego na sobie powoli. Numery, pod które można zadzwonić od razu, są na stronie numery pomocowe.

    Kompas: jak poprosić, gdy zawsze radziłeś sobie sam

    W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach nie pytam, dlaczego ktoś nie umie prosić. Szukam miejsc, w których już to kiedyś zrobił. Te pytania możesz zadać sobie sam.

    1. Wyjątki. Przypomnij sobie ostatni raz, kiedy o coś poprosiłeś, choćby drobnego. Kogo? Jak to sformułowałeś? Jak zareagowała ta osoba? Zwykle okazuje się, że umiejętność jest, tylko używana w innych sprawach.

    2. Skala. Na ile od 0 do 10 jesteś dziś gotowy kogokolwiek o cokolwiek poprosić? Jeśli 2, nie planuj wielkiej rozmowy. Zastanów się, jaka prośba byłaby na 3.

    3. Lista trzech osób. Wypisz trzy osoby, które w przeszłości zareagowały dobrze, kiedy miałeś gorszy czas. Nie muszą to być najbliższe osoby. Czasem łatwiej zacząć od kogoś trochę dalej.

    4. Prośba konkretna i krótka. „Potrzebuję wsparcia” jest trudne do spełnienia, bo nie wiadomo, o co chodzi. „Czy możesz w czwartek posiedzieć ze mną pół godziny, nie musisz nic radzić” jest łatwe. Konkret zmniejsza koszt „tak”, a to właśnie ten koszt przeceniasz. To, że prośba o wysłuchanie to co innego niż prośba o radę, opisuję w tekście o tym, dlaczego dobra rada rani.

    5. Furtka do odmowy. Dodaj zdanie: „jeśli teraz nie możesz, zrozumiem”. Paradoksalnie ułatwia to zgodę, bo zdejmuje z drugiej osoby presję, a tobie daje pewność, że „tak” jest prawdziwe.

    6. Pytanie o przyszłość. Wyobraź sobie, że za kilka miesięcy prosisz o pomoc bez tego ścisku w żołądku. Po czym poznaliby to twoi bliscy? Co byłoby pierwszą drobną oznaką, że to się zaczyna?

    Jeden mały krok na dziś

    Wyślij jedną krótką wiadomość z drobną, konkretną prośbą do jednej osoby z twojej listy. Nie musi dotyczyć tego, co najtrudniejsze. Ważne, żebyś zobaczył, jak naprawdę wygląda odpowiedź.

    Prośba do terapeuty też jest prośbą

    Wiele osób odkłada pierwszą wiadomość do terapeuty z tego samego powodu co każdą inną prośbę: „inni mają gorzej”, „powinienem dać radę”. Tymczasem rozmowa z kimś spoza własnego otoczenia bywa najłatwiejszym pierwszym krokiem, bo nikogo nie obciąża i nikt nie będzie ci jej wypominał. W terapii online pracuję z ludźmi, którzy przez lata byli oparciem dla innych i dopiero uczą się, że sami też mogą się na kimś oprzeć.

    Umów się na konsultację online. Wystarczy krótka wiadomość, resztę ustalimy razem.

    Jeśli to Twoja sytuacja

    Rozmowa zamiast kolejnego artykułu

    Czytanie pomaga zrozumieć, ale zmiana zaczyna się zwykle w rozmowie. Umów bezpłatne 15 minut i sprawdź, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań.

    Z bazy wiedzy: Poczucie własnej wartości – kompletny przewodnik  ·  Jak zbudować pewność siebie – krok po kroku